05.05.2024, 22:01 ✶
Czy faktycznie Lestrange został tutaj, żeby mieć na Nicholasa oko? Być może. Ale równie dobrze mógł po prostu nie mieć nic innego do roboty, niż siedzenie w mieszkaniu. Nie można było powiedzieć, żeby Rodolphus był duszą towarzystwa, chociaż faktycznie zdarzało mu się znikać. Głównie jednak miało to związek z pracą lub z Robertem, więc... nie, nie można tego było nazwać życiem towarzyskim.
- Niedługo powinienem być z powrotem - powiedział, wstając. Schował różdżkę, zerknął na marynarkę, ale zrezygnował z niej. Na zewnątrz robiło się ciepło, było po południu - nie było potrzeby, by nakładać na siebie kolejne warstwy. Cicho opuścił mieszkanie Nicholasa, zostawiając na widoku książkę Urazy pozaklęciowe autorstwa jednego z Lestrange'ów. Książka wydawała się być w stanie niemal idealnym, lecz widać było, które strony były najczęściej przewracane przez Rodolphusa - naturalnie, że te, traktujące o głowie i jej urazach.
Nicholasowi nie pozostawało w zasadzie nic innego, jak cierpliwie czekać, aż Lestrange wróci. Wydawało się, że niewymownemu się nie spieszy. Czas płynął powoli, mógł na spokojnie dopić zimną herbatę, a nawet umyć kubek. Jeżeli przyszłoby mu do głowy, by sprzątnąć cokolwiek innego, to musiał się obejść smakiem - chcąc nie chcąc Rodolphus wprowadził kilka swoich nawyków i do jego mieszkania. Odruchowo odstawiał rzeczy na swoje miejsce, przecierał to, co było nieidealnie czyste. Używał magii do sprzątnięcia tego, co było najbardziej uciążliwe i było solą w oku osoby, która... Cóż, być może nie była pedantem, ale uważała, że porządek to coś, z czego nie można było rezygnować.
Wrócił po upływanie trzech kwadransów, plus minus. Pudełka z makaronem z sosem paprykowym bez mięsa i jakichkolwiek dodatków, mogących zaszkodzić Traversowi, wylądowały łagodnie na stole, niesione zaklęciem. Obok znajdowała się jeszcze sałatka, ale Lestrange podejrzewał, że Nicholas się tym absolutnie nie naje - same warzywa mogły wydawać się lekkie, lecz prawda była taka, że surowe były dość ciężkostrawne dla żołądka, a bez konkretnej białkowo-tłuszczowej wkładki żadna sałatka nie będzie pożywna. Najwyżej później Nick odgrzeje sobie resztę.
- Jeśli czujesz, że będzie za dużo, po prostu zjesz później. Chociaż ojciec lubił mi mówić, że zbilansowane potrawy to druga najważniejsza rzecz na równi z nawodnieniem, które pozwalają utrzymać organizm w dobrej kondycji - powiedział, odkładając różdżkę na bok. Przekręcił klucz w zamku. To był jeden z niewielu momentów, w których Rodolphus w ogóle wspominał o swoim ojcu, poza oczywiście faktem, że pieniądze, które miał, należały tak naprawdę do niego, a nie młodego niewymownego.
- Niedługo powinienem być z powrotem - powiedział, wstając. Schował różdżkę, zerknął na marynarkę, ale zrezygnował z niej. Na zewnątrz robiło się ciepło, było po południu - nie było potrzeby, by nakładać na siebie kolejne warstwy. Cicho opuścił mieszkanie Nicholasa, zostawiając na widoku książkę Urazy pozaklęciowe autorstwa jednego z Lestrange'ów. Książka wydawała się być w stanie niemal idealnym, lecz widać było, które strony były najczęściej przewracane przez Rodolphusa - naturalnie, że te, traktujące o głowie i jej urazach.
Nicholasowi nie pozostawało w zasadzie nic innego, jak cierpliwie czekać, aż Lestrange wróci. Wydawało się, że niewymownemu się nie spieszy. Czas płynął powoli, mógł na spokojnie dopić zimną herbatę, a nawet umyć kubek. Jeżeli przyszłoby mu do głowy, by sprzątnąć cokolwiek innego, to musiał się obejść smakiem - chcąc nie chcąc Rodolphus wprowadził kilka swoich nawyków i do jego mieszkania. Odruchowo odstawiał rzeczy na swoje miejsce, przecierał to, co było nieidealnie czyste. Używał magii do sprzątnięcia tego, co było najbardziej uciążliwe i było solą w oku osoby, która... Cóż, być może nie była pedantem, ale uważała, że porządek to coś, z czego nie można było rezygnować.
Wrócił po upływanie trzech kwadransów, plus minus. Pudełka z makaronem z sosem paprykowym bez mięsa i jakichkolwiek dodatków, mogących zaszkodzić Traversowi, wylądowały łagodnie na stole, niesione zaklęciem. Obok znajdowała się jeszcze sałatka, ale Lestrange podejrzewał, że Nicholas się tym absolutnie nie naje - same warzywa mogły wydawać się lekkie, lecz prawda była taka, że surowe były dość ciężkostrawne dla żołądka, a bez konkretnej białkowo-tłuszczowej wkładki żadna sałatka nie będzie pożywna. Najwyżej później Nick odgrzeje sobie resztę.
- Jeśli czujesz, że będzie za dużo, po prostu zjesz później. Chociaż ojciec lubił mi mówić, że zbilansowane potrawy to druga najważniejsza rzecz na równi z nawodnieniem, które pozwalają utrzymać organizm w dobrej kondycji - powiedział, odkładając różdżkę na bok. Przekręcił klucz w zamku. To był jeden z niewielu momentów, w których Rodolphus w ogóle wspominał o swoim ojcu, poza oczywiście faktem, że pieniądze, które miał, należały tak naprawdę do niego, a nie młodego niewymownego.