Oczywiście, że musiał ogarnąć trasę, nie chciał wypaść na nieprzygotowanego w oczach Uli. Zresztą lubił wiedzieć dokąd zmierza, a także, jak się tam dostać w najłatwiejszy sposób. Znaczy dla niego zawsze pierwszym wyborem była teleportacja, ale tym razem nie wybierał się w drogę sam, musiał myśleć o komforcie swojej towarzyszki. Nie miał pojęcia, jak znosiła teleportację, a wolał jej się nie kojarzyć z nieprzyjemnymi wrażeniami. Miał świadomość, że każdy reaguje na to inaczej, przykładem była chociażby jego siostra Jackie, która nie znosiła tego sposobu transportu.
- To dobrze, ja raczej rzadko korzystam z kominków, ale sprawdziłem ich lokalizację. - Dodał jeszcze, żeby nie było.
Gdyby tylko Sama miał kto wychować, to pewnie to, co myślała sobie o nim Ula miałoby jakikolwiek sens. Wychował się jednak bez matki, z ojcem pijakiem... właściwie sam nauczył się pewnych zachowań, podpatrzył, wiedział, co wypada, a co nie. Można było jednak zauważyć, że jest w tym wszystkim nieco niepewny, brakowało mu pewności siebie. Często czuł się gorszy od innych, miał wrażenie, że wiele mu brakuje.
Całkiem szybko dotarli do kominków. Mogli więc skorzystać z sieci transportu publicznego i znaleźć się w miejscu docelowym. Puścił Ulę przodem, wcześniej dokładnie instruując, co ma powiedzieć, żeby trafić w miejsce, do którego się wybierali. Nie chciałby, żeby zgubiła się gdzieś po drodze. Po chwili i on również wyszedł z kominka. Otrzepał z ramion popiół i był gotowy do dalszego spaceru.
- Tak właściwie, to nigdy nie byłem, nie jestem pewien, czego powinniśmy się spodziewać, ale zawsze to fajne zobaczyć coś nowego. - Wyszli z punktu Fiuu i znaleźli się na zewnątrz. - To chyba tam. - Skierował wzrok w stronę sporego budynku. To musiało być miejsce, którego szukali.