To nie był dzień w którym Avery miała ochotę się kłócić. Stęskniła się za nim, bo dawno go nie widziała. Bywały takie dni, że potrafiła się przyczepić o jedno źle wypowiedziane słowo, ale dzisiaj, zdecydowanie nie tego chciała. Nie miała pojęcia, kiedy znowu nadarzy się okazja do tego, żeby się spotkali. Chciała więc w pełni wykorzystać ten moment, nacieszyć się chwilą, bo ostatnio brakowało jej nieco radości i beztroski. Znowu łapały ją te nostalgiczne przemyślenia, nadal w pełni nie pogodziła się ze stratą, którą ciągle przeżywała, mimo, że minęło już tyle czasu. Dalej czuła, że nie wszystko jest w porządku, że kogoś lub czegoś brakuje w jej życiu i że chyba będzie musiała z tym żyć już zawsze. Może nigdy nie zazna już w pełni szczęścia? Nie było to szczególnie przyjemne myślenie, jednak nie umiała się tego pozbyć, to wracało do niej, często jeszcze dużo silniejsze.
Och, Avery jak nikt inny potrafiła się zapomnieć. Szczególnie, kiedy wypiła jedną butelkę wina, lub dwie. Alkohol przynosił ukojenie, łagodził egzystencje na tym świecie, odbierał ból. Lekarstwo najlepsze ze wszystkich i bardzo łatwo dostępne, czasem traciła dni, nie przejmowała się tym jakoś szczególnie, bo przecież nie miała praktycznie żadnych obowiązków, póki co udawało jej się docierać na wszystkie koncerty, więc tak naprawdę nikt nie zauważył, że ma jakiś problem. Sama właściwie go nie widziała, artyści już tak mieli? Prawda. Przecież im wybaczano więcej, musieli jakoś sobie radzić z całym złem tego świata, bo czuli bardziej niż inni, bo ich to przytłaczało. Społeczeństwo było im skłonne wybaczyć ich niedyspozycję.
- To zależy kto patrzy. - Dla jednych aż, dla innych tylko. To jak ze szklanką, jedni widzieli do połowy pełną, inni do połowy pustą. Ona zawsze chciała więcej, w ten sposób była wychowana, by dostawać wszystko to czego chciała, wszystko to, co najlepsze. Mierzyła wysoko.
Uśmiechnęła się ciepło do Borgina. Rozmowa z nim sprawiała, że czuła się tak lekko, jakby te wszystkie złe i nieprzyjemne myśli gdzieś uciekały, problemy przestawały istnieć. Szkoda, że ostatnio tak rzadko się spotykali. - Na szczęście wspomniałeś, dzięki temu możemy uznać, że ten sukces był wspólny i razem świętować. - Powiedziała melodyjnie.
- Cóż, takie wykonywanie poleceń musi być męczące na dłuższą metę. - Ona nie potrafiłaby się dostosować, chodzić codziennie do pracy? Jakim cudem. Nie umiała sobie nawet wyobrazić, jakie to musi być nudne. Jeszcze mogli cię zwolnić, za niepojawienie się w miejscu pracy. Dramat. Zdecydowanie wolała swoją ścieżkę kariery, robiła to co lubiła i mogła to robić tylko i wyłącznie wtedy, kiedy miała na to ochotę, to trochę, jak wygrany los na loterii genetycznej, bo przecież nie miałaby tyle szczęścia, gdyby przyszło jej żyć w innej rodzinie.
Rzadko kiedy stawiała granice, raczej dawała sobie wejść na głowę, dzisiaj jednak chciała to zrobić. Pewnie, gdyby nie było tu Stanleya, to nawet przez moment nie pomyślałaby o tym, że mogłaby dyskutować z szefem, tylko potulnie by do niego pobiegła, jednak kiedy Borgin na nią czekał... Cóż, nic innego nie miało znaczenia. Nawet ten gbur, pewnie następnym razem posili się na jakąś pogadankę, ale właściwie co mógł jej zrobić? Zwolnić ją? Nie przejmowała się tym jakoś szczególnie.
- Przecież wiesz, że jak chcę to potrafię być stanowcza. - Jak nikt inny powinien o tym wiedzieć, pokazała mu chyba każdą ze swoich twarzy, te najgorsze też. Niestety, a właściwie to może i dobrze, bo wiedział, czego się spodziewać, kiedy coś pójdzie nie po jej myśli.
- Możemy pić z butelki, nie mam z tym problemu. Fajnie tak wrócić do czasów młodości. - Nawet Stelli zdarzyło się kiedyś pić wino w gwinta, chociaż na taką nie wyglądała. - Otworzysz tego szampana? Ja pewnie bym sobie trafiła w oko. - Podała mu do ręki butelkę, najwyraźniej sądziła, że jej nie odmówi, a właściwie tylko by spróbował...
Postanowiła usiąść, wdrapała się jednym zgrabnym ruchem na niewielki stolik, który znajdował w pomieszczeniu, na całe szczęście wytrzymał jej ciężar, spoglądała na swojego towarzysza z ciekawością, chciała zobaczyć, jak sobie radzi z butelką. - Wiesz, że nie musisz mi nic wynagradzać, prawda? - Wolała się upewnić, że nie miała wobec niego żadnych oczekiwań, przywykła do tego, że tak wygląda jego praca, może czasem ją to nieco smuciło, ale musiała się z tym pogodzić. - Nie ukrywam jednak, że coś ładnego brzmi naprawdę interesująco. - Uśmiechnęła się znowu, miło jej się zrobiło, że o niej pomyślał. - Mam, w przyszły czwartek i w następny czwartek, a co chcesz przyjść? - Będzie mogła się lepiej przygotować do występu mając świadomość, że może się tutaj pojawić.