– Naprawdę? – jej zdumienie było szczere. Nigdy zanadto nie zajmowała się astrologią ani astronomią (tym może nieco więcej), gwiazdami i konstelacjami – chociaż pewnie powinna, znając jej umiłowanie do nieba, lotu, wolności… A jednak to inne rzeczy zaprzątały jej głowę, w niebo zaś lubiła spoglądać, nazywać kształty chmur – te czasami chciały czarodziejom wrażliwym na takie znaki coś powiedzieć. Zaś gwiazdy – spoglądanie na całą mapę nocnego nieba, na migające gwiazdy, czasami te spadające… Było w tym coś romantycznego. Aż odruchowo sama spojrzała w niebo i przekręciła odrobinę głowę. Granat powoli ustępował czerwieni, łuna była już widoczna i z każdą chwilą miała się powiększać.
– Tak, wiem. Wiedziałeś, że podobno mugole wierzą, że wampir nie wejdzie do ich domu, bo nie może przekroczyć progu, jeśli nie zostanie zaproszony przez domownika? – palnęła zupełnie bez sensu, karcąc się w myślach za mielenie ozorem bez ładu i składu. Ale nie umiała się powstrzymać, nie potrafiła myśleć trzeźwo, nie kiedy stał obok i patrzył na nią nie tak, jakby tego chciała. Zaraz zresztą zauważyła, ze Cathal przygląda jej się dłużej bez słowa, nic nadzwyczajnego, faktycznie potrafił się tak zawiesić, więc uśmiechnęła się do niego najpierw nieco przepraszająco, że w ogóle gadała takie głupoty o mugolach, ale zaraz po prostu ciepło, jak to miała w zwyczaju.
Potarła dłońmi swoje ramiona, nadal ciasno owinięta szalem, który tylko w małym stopniu chronił przed chłodem, do którego nie była przyzwyczajona. Nie przeszkadzało jej, że przez moment szli w ciszy, nie czuła, by ta była niezręczna. Zresztą wiedziała, że Cathal czasami potrzebuje momentu, by zebrać myśli. Lubiła gadać, ale czasami, gdy sytuacja tego wymagała, potrafiła się też zamknąć.
– Na wybrzeżu tylu nie ma? – zaciekawiła się, zerkając na Cathala tylko na moment i zauważyła, że wciąż się w nią wpatrywał, a nie w drogę. – Czemu? Myślałam, że to jeszcze popularniejszy kierunek – kontynuowała i odwróciła wzrok na jezioro, czując, że jeśli patrzyłaby na niego dłużej, to coś by w niej pękło, albo nie utrzymałaby tego uczucia, które ją wypełniało. Chyba nigdy tego nie czuła w takim natężeniu, z taką mocą i taką pewnością. – Do kiedy w ogóle chcecie tutaj zostać? Wystarczy nam na wszystko czasu?