06.05.2024, 11:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.05.2024, 23:28 przez Anthony Shafiq.)
Oskarżenie wyślizgnęło się z taką łatwością z ust Morpheusa, jak papierosowy dym, którego kaprysem i ostatecznością było ulecenie z płuc. Anthony nie patrzył nań przy tych słowach, nagle odnajdując bardzo interesujące marszczenia na jeziorze zdobiącym jezioro. Aż szkoda, że nie pływały po nim o tej porze żadne kaczki ani łabędzie, byłby łatwiej usprawiedliwić ten gest mający zamaskować drżenie kącików ust, na budzące się wspomnienia z tamtego dnia, z tamtych oględzin.
– Żałuję, że nie dotarliśmy do drugiej wieży – przyznał w końcu, a nimb wesołości wynikał już nie tylko z wina krążącego w żyłach. – I nie bądź zbyt surowy dla schodów, teraz chojraczysz, a zobaczyłbyś swoją minę gdy stopnie zniknęły! – cmoknął z udawanym przytykiem, choć pewnie sam nie byłby zbyt zadowolony, gdyby ktoś utrwalił jego twarz podczas spadania w czerń kolistej klatki schodowej. – Jeśli już pytasz, nie było to wcale tak wiele, uciąłem im premie za kilka niedopatrzeń. Ta metka wewnątrz czaszki... Po niej nawet Twój gość by się zorientował, gdyby zechciał patrzeć dalej niż czubek własnego nosa. – Towarzystwo, które wtedy mieli było mimo wszystko zabawne. Gorzki, listopadowy Neil i słoneczny majowy Isaac. Doskonale się prezentowali uwydatniając swoje mocne i słabe strony. – Mam też nadzieję, że Bagshot nie terkotał Ci za bardzo nad głową? – upewnił się teraz, kiedy maski opadły, kiedy trik przyniósł swoje rozpoznanie i, powiedzmy, uznanie odbiorcy, kiedy mogli o tym porozmawiać swobodnie, mimo, że poruszali się po niemagicznym Londynie. – Musisz przyznać, że jego entuzjazm potrafi być zaraźliwy. – dodał, chcąc najwidoczniej nieco odwrócić uwagę od swojej w tym żarcie osoby, przekierować rozmowę gdzie indziej niż na fakt własnej za Morpheusem tęsknoty. Bezskutecznie.
Znalazłszy się w jego uścisku zaśmiał się lekko zażenowany tym wylewem uczuć, zesztywniały, mocniej zaciskający dłoń na szyjce butelki, by przypadkiem nie pozbyć się przez nieuwagę i tej towarzyszki wieczoru. Ostatecznie ów gest, doprawiony nostalgią ich pijackich wypraw z czasów młodości, przełamał ostatecznie bariery w cichym westchnieniu przegranego, którego iluzja została przełamana.
– Och Somnia – westchnął pochylając ku niemu głowę – Chciałbym Cię prosić, żebyś nie obdarzał tego domu nadmiarem miłości, a przynajmniej żebyś nie wchodził w detale gdzie i komu tą miłość okazywałeś, niemniej... Jeśli to byłaby ostateczna cena, by mieć Cię znów, jak za dawnych lat na wyciągnięcie ręki... Cóż, to poświęcenie, na które jestem gotowy.
Ich kroki niespiesznie zdążały do mostu, któremu daleko było do splendoru i artystycznych wyżyn architektonicznych. Banalna konstrukcja raziła metalową kratą zdobną zardzewiałymi wyznaniami miłości. To był przestrzeń brudna, dotykana wielokrotnie dłońmi mugoli, którzy guzik wiedzieli na temat podstawowych zasad higieny. A jednak narracyjnie ten most tak bardzo pasował Anthony'emu, któremu myśli uciekały teraz do metafory ponownego łączenia dwóch brzegów przedzielonych rzeką dorosłego życia. Kiedyś nierozłączni, wspierający się w każdym działaniu, teraz czasem i przestrzenią oddzieleni od siebie, zajęci własnymi sprawami. Ten most, był trochę jak decyzja o przeprowadzce, przyjemne słowa ukryte w brukowym języku tylko po to, by nie dostrzec kryjącego się pośród śluzu prawdy i odsłonięcia się na potencjalny cios. Tylko, że obaj wiedzieli, że ten cios nie nadejdzie. Że nigdy by nie nadszedł.
– Jeśli grzechem jest troska o swojego przyjaciela, to jestem winny. – przyznał w końcu się do psoty, po czym odetchnął głęboko i podjął dalej: – Wiesz, czytałem jakiś czas temu artykuł... Autor podejmował koncept duszy rozdzielonej na dwoje. Nie wiem, czy o tym słyszałeś, to brzmi... obrzydliwie sentymentalnie, jak z jakiegoś romansu dedykowanego dorastającym pensjonarkom wiem, ale... – Stanęli u szczytu mostu z widokiem na piękniejsze przestrzenie Londynu. Pięknie podświetlone zabytki przynosiły wrażenie swojskości, nawet jeśli zamknięci w czterech ścianach swoich departamentów rzadko kiedy mieli czas na to by je kontemplować. – Patrząc na listę objawów wypunktowanych w tym artykule złapałem się na refleksji, że z łatwością mogę odnaleźć taką relację w swoim życiu. Osobę, przy której nigdy nie czułem się zagrożony, której ufałem od pierwszych wymienionych zdań, której mógłbym życie złożyć w dłoniach i nigdy, przenigdy się na niej nie zawiodłem, choć to wbrew wszelkiemu rozsądkowi. I wiesz Somnia, kiedy jakiś czas temu zobaczyłem jak ta osoba gaśnie, jak traci wolę istnienia, kiedy pomyślałem, że chce mnie pozbawić swojej obecności oddając się w zimne ramiona przeszłego czasu. Nagle każda wspólnie spędzona chwila zdała się być zbyt krótka i płocha. Nagle odległości zaczęły mi doskwierać, a wszyscy, którzy z takim lekceważeniem podchodzili do dobrostanu tej osoby, zdawali mi się moimi największymi wrogami. – Umilkł patrząc teraz na swoje dłonie, bardzo jasne na tle ciemnej toni bezszelestnie płaskiej i martwej, jak wizje życia bez swojego przyjaciela. – Nie wiem jak to działa, czy to osławione anam cara w ogóle istnieje, ale jeśli komukolwiek miałbym o nim opowiadać, to... hmm... to mówiłbym o nas. – Spróbował przepłukać gardło, ale butelka okazała się być zupełnie już pusta. Kiedy to się w ogóle wydarzyło? – Ale nie przejmuj się rearanżacją wnętrz, nie jestem przywiązany do żadnej z tych strasznostek i tak podejrzewam, że będziesz mieć zdecydowanie lepsze oko ode mnie, jesteś bieglejszy w podejmowaniu tego typu decyzji.
– Żałuję, że nie dotarliśmy do drugiej wieży – przyznał w końcu, a nimb wesołości wynikał już nie tylko z wina krążącego w żyłach. – I nie bądź zbyt surowy dla schodów, teraz chojraczysz, a zobaczyłbyś swoją minę gdy stopnie zniknęły! – cmoknął z udawanym przytykiem, choć pewnie sam nie byłby zbyt zadowolony, gdyby ktoś utrwalił jego twarz podczas spadania w czerń kolistej klatki schodowej. – Jeśli już pytasz, nie było to wcale tak wiele, uciąłem im premie za kilka niedopatrzeń. Ta metka wewnątrz czaszki... Po niej nawet Twój gość by się zorientował, gdyby zechciał patrzeć dalej niż czubek własnego nosa. – Towarzystwo, które wtedy mieli było mimo wszystko zabawne. Gorzki, listopadowy Neil i słoneczny majowy Isaac. Doskonale się prezentowali uwydatniając swoje mocne i słabe strony. – Mam też nadzieję, że Bagshot nie terkotał Ci za bardzo nad głową? – upewnił się teraz, kiedy maski opadły, kiedy trik przyniósł swoje rozpoznanie i, powiedzmy, uznanie odbiorcy, kiedy mogli o tym porozmawiać swobodnie, mimo, że poruszali się po niemagicznym Londynie. – Musisz przyznać, że jego entuzjazm potrafi być zaraźliwy. – dodał, chcąc najwidoczniej nieco odwrócić uwagę od swojej w tym żarcie osoby, przekierować rozmowę gdzie indziej niż na fakt własnej za Morpheusem tęsknoty. Bezskutecznie.
Znalazłszy się w jego uścisku zaśmiał się lekko zażenowany tym wylewem uczuć, zesztywniały, mocniej zaciskający dłoń na szyjce butelki, by przypadkiem nie pozbyć się przez nieuwagę i tej towarzyszki wieczoru. Ostatecznie ów gest, doprawiony nostalgią ich pijackich wypraw z czasów młodości, przełamał ostatecznie bariery w cichym westchnieniu przegranego, którego iluzja została przełamana.
– Och Somnia – westchnął pochylając ku niemu głowę – Chciałbym Cię prosić, żebyś nie obdarzał tego domu nadmiarem miłości, a przynajmniej żebyś nie wchodził w detale gdzie i komu tą miłość okazywałeś, niemniej... Jeśli to byłaby ostateczna cena, by mieć Cię znów, jak za dawnych lat na wyciągnięcie ręki... Cóż, to poświęcenie, na które jestem gotowy.
Ich kroki niespiesznie zdążały do mostu, któremu daleko było do splendoru i artystycznych wyżyn architektonicznych. Banalna konstrukcja raziła metalową kratą zdobną zardzewiałymi wyznaniami miłości. To był przestrzeń brudna, dotykana wielokrotnie dłońmi mugoli, którzy guzik wiedzieli na temat podstawowych zasad higieny. A jednak narracyjnie ten most tak bardzo pasował Anthony'emu, któremu myśli uciekały teraz do metafory ponownego łączenia dwóch brzegów przedzielonych rzeką dorosłego życia. Kiedyś nierozłączni, wspierający się w każdym działaniu, teraz czasem i przestrzenią oddzieleni od siebie, zajęci własnymi sprawami. Ten most, był trochę jak decyzja o przeprowadzce, przyjemne słowa ukryte w brukowym języku tylko po to, by nie dostrzec kryjącego się pośród śluzu prawdy i odsłonięcia się na potencjalny cios. Tylko, że obaj wiedzieli, że ten cios nie nadejdzie. Że nigdy by nie nadszedł.
– Jeśli grzechem jest troska o swojego przyjaciela, to jestem winny. – przyznał w końcu się do psoty, po czym odetchnął głęboko i podjął dalej: – Wiesz, czytałem jakiś czas temu artykuł... Autor podejmował koncept duszy rozdzielonej na dwoje. Nie wiem, czy o tym słyszałeś, to brzmi... obrzydliwie sentymentalnie, jak z jakiegoś romansu dedykowanego dorastającym pensjonarkom wiem, ale... – Stanęli u szczytu mostu z widokiem na piękniejsze przestrzenie Londynu. Pięknie podświetlone zabytki przynosiły wrażenie swojskości, nawet jeśli zamknięci w czterech ścianach swoich departamentów rzadko kiedy mieli czas na to by je kontemplować. – Patrząc na listę objawów wypunktowanych w tym artykule złapałem się na refleksji, że z łatwością mogę odnaleźć taką relację w swoim życiu. Osobę, przy której nigdy nie czułem się zagrożony, której ufałem od pierwszych wymienionych zdań, której mógłbym życie złożyć w dłoniach i nigdy, przenigdy się na niej nie zawiodłem, choć to wbrew wszelkiemu rozsądkowi. I wiesz Somnia, kiedy jakiś czas temu zobaczyłem jak ta osoba gaśnie, jak traci wolę istnienia, kiedy pomyślałem, że chce mnie pozbawić swojej obecności oddając się w zimne ramiona przeszłego czasu. Nagle każda wspólnie spędzona chwila zdała się być zbyt krótka i płocha. Nagle odległości zaczęły mi doskwierać, a wszyscy, którzy z takim lekceważeniem podchodzili do dobrostanu tej osoby, zdawali mi się moimi największymi wrogami. – Umilkł patrząc teraz na swoje dłonie, bardzo jasne na tle ciemnej toni bezszelestnie płaskiej i martwej, jak wizje życia bez swojego przyjaciela. – Nie wiem jak to działa, czy to osławione anam cara w ogóle istnieje, ale jeśli komukolwiek miałbym o nim opowiadać, to... hmm... to mówiłbym o nas. – Spróbował przepłukać gardło, ale butelka okazała się być zupełnie już pusta. Kiedy to się w ogóle wydarzyło? – Ale nie przejmuj się rearanżacją wnętrz, nie jestem przywiązany do żadnej z tych strasznostek i tak podejrzewam, że będziesz mieć zdecydowanie lepsze oko ode mnie, jesteś bieglejszy w podejmowaniu tego typu decyzji.