Morpheus wyglądał trochę, jakby napadł na garderobę Antoniusza, wybrał z niej losowe części ubioru, nieco je transmutował i uznał, że będzie idealnie. Na przykład niewysoki kapelusz, cylinder, zdecydowanie należał do przyjaciela, a dzięki sprawnym różdżkom w warowni, prędko wyrosły na nim białe, długie uszy. Z okazji ciepłej pogody, ograniczył się do białej koszuli z lnu o bufiastych rękawach zgodnych z modą edwardiańską. Nie czytał nigdy Alicji w Krainie Czarów, nie oglądał animacji ani nie wiedział do końca, o co chodzi. Pamiętał, że podobnież była to narracja mająca przedstawiać jakąś tezę matematyczną. Kwiatowa kamizelka została wyciągnięta z dna szafy, nosił ją jakieś cztery, pięć lat wcześniej i bardzo ucieszył się, że nadal w nią wchodzi i jedynym koniecznym elementem stroju, poza tym, był zegarek savonette z dewizką, pasujący do uciekającego przed czasem, wiecznie spóźnionego kicaja. Nie znał za bardzo postaci z tej bajki, wybrał pierwszą, która nie należała do żeńskich dramatis personæ, a to, że akurat ten jegomość był kojarzony z czasem, cóż, tylko lepiej dla niego. Przynajmniej dla Lonbottomów będzie to zabawne przebranie.
Oczywiście, jego prezent również należał do tych ułożonych pośród palet, płócien i farb i zachowywał się w tej samej tematyce, chociaż bardzo niepozorny. Czarne pudełko, a w środku osiemdziesiąt pustych kart z czarnym rewersem, w wymiarze tarotowym. Longbottom podarował pierwszą talię młodej Millie i teraz chciał, aby ona ofiarowała drugą sama sobie. Rzucił jej też wyzwanie. Siedemdziesiąt osiem obrazów. Nie musiał się podpisywać pod tym prezentem, wiedział, że ona będzie wiedzieć.
Korzystając z pięknej pogody, Morpheus leżał na brzuchu obok Brenny, ciasto na wpół zjedzone na talerzyku obok niego; latała przy nim osa, siadając na słodkim tynku, który jako jedyny z całego pięterka był słodki. Podpierając się na łokciach, tasował karty, ale bez wyraźnej myśli, ot, szeptały mu cichutko, a on je rozkładał, koszulkami do góry, aby nie widzieć rozwiązania. Jeszcze nie. Jak zabawa w kotka i myszkę. Nie proponował wróżenia, w końcu nie prowadził stoiska i nie kupczył swoimi talentami, nie był atrakcją, ale jeśli ktoś poprosi, czy to o wróżenie z dłoni, czy z karty, czy fusy z imbryczka, zrobi to z chęcią.