06.05.2024, 22:17 ✶
- To zjesz później resztę - powiedział tonem, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. Zerknął przelotnie na książkę, którą Nicholas położył w miejscu, w którym nie powinna się znaleźć. Odrobinę go zakłuło w mózg takie rzucanie książek byle gdzie, ale przecież on sam zrobił to samo ze swoją. Drzazgę w oku bliźniego, a belki w swoim, czy jakoś tak. Nie powiedział jednak nic, tylko sięgnął po talerz i sztućce. Nie kontrolował Nicholasa tym razem, nie zerkał czy ten jakoś sobie radzi. Już wcześniej zauważył, że niewymowny czuje się lepiej. Eliksir więc działał, nie było potrzeby, by nie ufać w jego uzdrawiającą moc, szczególnie w połączeniu z herbatą i snem.
Posiłek jedli w milczeniu. Rodolphus nie zagadywał Nicholasa, chociaż zauważył, że ten je w iście ślimaczym tempie. Uznał jednak, że Travers był na tyle bezpośredni (co dla wielu mogło być wadą, a dla niego - zaletą. Mniejsze pole do domysłów, które mogły okazać się błędne), że gdyby mu nie smakowało, to by zwyczajnie to powiedział i sięgnął po sałatkę. Albo po prostu odszedł od stołu. Lestrange z kolei nie był zbyt dobry w podtrzymywaniu czy zaczynaniu konwersacji, jeżeli nie miał konkretnego celu lub po prostu czegoś do powiedzenia. A teraz nie miał - skupiał się na tym, by zjeść i nie zaprzątać sobie głowy niczym innym. Bo o co mógł zapytać? O to, jak się czuje? Przecież widział. O to, co robił wczoraj? To byłoby zbyt nachalne, naruszające granice prywatności, które same się między nimi ustaliły i których przekraczać nie chciał. Ostatnio zresztą wrócił jakby do siebie, wskoczył z powrotem w wygodną skórę, w której było mu najlepiej. Chwilowe zaćmienie umysłu zdawało się puścić, chociaż na jego miejscu zaczynało lokować się coś innego, o czym również myśleć nie zamierzał. Tknięty tą myślą, zapatrzył się na chwilę w swój talerz. Również nie dojadł, ale także nie widział w tym problemu. Przynajmniej będą mieli kolację. Lestrange wstał, nie kończąc posiłku. Przeniósł resztę jedzenia do lodówki, sam zaś stanął przy zlewie i odkręcił wodę. Płynęła jednak odrobinę za długo. Poczuł dziwny ucisk przy nasadzie nosa i w okolicy czoła. Nieprzyjemny, mrowiący - nie zwiastujący choroby, a kolejnej natrętnej myśli, która tliła się gdzieś w odmętach jego umysłu. Potrząsnął głową, chcąc się jej pozbyć. Zerknął na moment za okno. Słońce, chowające się powoli za zabudowaniami, rzucało do środka ciepłe, pomarańczowe promienie. Ocieplało surowe wnętrze mieszkania, co niekoniecznie wprawiało go w zachwyt czy budziło w nim poetyckie uczucia. Ot, zachód słońca, powolny, normalny o tej porze.
- Będziesz chciał się napić czegoś ciepłego? - zapytał, wycierając ręce. Jedną herbatę już pił, może będzie chciał drugą. Pamiętał, że Nick musiał wysłać jeszcze dwa listy, a zamglony osłabieniem umysł mógł nie przypomnieć mu o tym, że połowę dnia przespał i powinien wypić coś jeszcze, bo na samej wzmacniającej herbatce daleko nie pociągnie.
Posiłek jedli w milczeniu. Rodolphus nie zagadywał Nicholasa, chociaż zauważył, że ten je w iście ślimaczym tempie. Uznał jednak, że Travers był na tyle bezpośredni (co dla wielu mogło być wadą, a dla niego - zaletą. Mniejsze pole do domysłów, które mogły okazać się błędne), że gdyby mu nie smakowało, to by zwyczajnie to powiedział i sięgnął po sałatkę. Albo po prostu odszedł od stołu. Lestrange z kolei nie był zbyt dobry w podtrzymywaniu czy zaczynaniu konwersacji, jeżeli nie miał konkretnego celu lub po prostu czegoś do powiedzenia. A teraz nie miał - skupiał się na tym, by zjeść i nie zaprzątać sobie głowy niczym innym. Bo o co mógł zapytać? O to, jak się czuje? Przecież widział. O to, co robił wczoraj? To byłoby zbyt nachalne, naruszające granice prywatności, które same się między nimi ustaliły i których przekraczać nie chciał. Ostatnio zresztą wrócił jakby do siebie, wskoczył z powrotem w wygodną skórę, w której było mu najlepiej. Chwilowe zaćmienie umysłu zdawało się puścić, chociaż na jego miejscu zaczynało lokować się coś innego, o czym również myśleć nie zamierzał. Tknięty tą myślą, zapatrzył się na chwilę w swój talerz. Również nie dojadł, ale także nie widział w tym problemu. Przynajmniej będą mieli kolację. Lestrange wstał, nie kończąc posiłku. Przeniósł resztę jedzenia do lodówki, sam zaś stanął przy zlewie i odkręcił wodę. Płynęła jednak odrobinę za długo. Poczuł dziwny ucisk przy nasadzie nosa i w okolicy czoła. Nieprzyjemny, mrowiący - nie zwiastujący choroby, a kolejnej natrętnej myśli, która tliła się gdzieś w odmętach jego umysłu. Potrząsnął głową, chcąc się jej pozbyć. Zerknął na moment za okno. Słońce, chowające się powoli za zabudowaniami, rzucało do środka ciepłe, pomarańczowe promienie. Ocieplało surowe wnętrze mieszkania, co niekoniecznie wprawiało go w zachwyt czy budziło w nim poetyckie uczucia. Ot, zachód słońca, powolny, normalny o tej porze.
- Będziesz chciał się napić czegoś ciepłego? - zapytał, wycierając ręce. Jedną herbatę już pił, może będzie chciał drugą. Pamiętał, że Nick musiał wysłać jeszcze dwa listy, a zamglony osłabieniem umysł mógł nie przypomnieć mu o tym, że połowę dnia przespał i powinien wypić coś jeszcze, bo na samej wzmacniającej herbatce daleko nie pociągnie.