No, ale bóbr? Przecież świat był pełen o wiele bardziej majestatycznych stworzeń, dlaczego ktoś miałby sobie wybrać tą zabawną krzyżówkę fretki z chomikiem? Nie miała zielonego pojęcia. Nie jej oceniać jakie inni mieli upodobania. Najwyraźniej coś w tych bobrach spowodowało, że postanowił ten osobnik, lub osobniczka zamienić tę biedną czarownicę właśnie w to stworzenie, a mogła zostać jakimś ptakiem i po prostu stamtąd wyfrunąć. No cóż, nie miała szczęścia ta kobieta. Heather była szczęśliwa, że nie padło na nią, bo by się wkurzyła i wyraziła w głos swoje niezadowolenie związane z takim zajściem, tamta jednak była najwyraźniej innym typem człowieka, bo uciekła z płaczem - nowicjuszka.
- Opowiedz mi o tym więcej Słońce.- Była wyraźnie poruszona tym, że ktoś mógłby gnębić jej ukochanego przyjaciela. - Poradzimy coś na to, wystarczy, że poprosisz o wsparcie, nie pozwolę, żeby ktoś się nad Tobą znęcał.- Już jej w tym głowa, aby poradzić sobie z tą kobietą, bo z kolejnych słów Camerona wywnioskowała, że chodzi o kogoś z płci pięknej, tym bardziej nie potrafiła tego zrozumieć, w końcu Lupin był tak bardzo uroczy i słodki, że Heath miała do niego ogromną słabość, była w stanie wybaczyć mu każdą głupotę. - Niemożliwe, musi coś być z nimi nie tak! Mówię Ci Cami, żadna nie powinna być w stanie oprzeć się Twojemu urokowi osobistemu! Mówię Ci, i nie chodzi, że to moje zdanie...- wcale, a wcale - Ty po prostu jesteś taki, no wiesz jaki! Dokładnie taki!- Jak widać zbieranie myśli szło jej już różnie, miała jednak nadzieję, że jej towarzysz zrozumie o co dokładnie jej chodzi.
-Och, nie! Gdzie tam, no co Ty!- Jak mogła spowodować, że w ogóle zadał to pytanie, przecież przyszedł tutaj z nią, nie miałaby tyle tupetu, żeby go tu zostawić samego, nawet Heather mała swoje zasady. - To było tylko takie gdybanie, wiesz, pierdolety zupełnie bez sensu.- Miała nadzieję, że te słowa go upewniły w tym, że Wood się nigdzie nie wybierała, a przynajmniej bez niego. - Tak sobie myślę Skarbie, że ja wolałabym chyba sprawdzać umiejętności innej osoby niż tego nieznajomego.- Powiedziała nie odrywając spojrzenia od Camerona, oczy nie przestawały jej błyszczeć. Ta gra słowna sprawiała jej przyjemność, choć miała ochotę przekroczyć granicę, szczególnie, kiedy byli tak blisko siebie, zostawić słowa, a zająć się czynami, jednak starała się nad sobą panować - póki co.
- Czas nam ucieka przez palce, nim się obejrzymy będziemy starzy.- Postanowiła się dołączyć do tego narzekania, nie brzmiało to wszystko zbyt entuzjastycznie, no ale tak w końcu wyglądało życie.
Może nie powinna była poruszać tematu wojny, jednak on ciągle był gdzieś obok. Po co do tego wracała, kiedy tak dobrze się tutaj bawili, sama nie potrafiła udzielić odpowiedzi na to pytanie. - Możesz mieć rację, przywykliśmy do tego.- Zgodziła się z Cameronem, wszak i ona aktualnie podchodziła do tematu nieco inaczej, niż na samym początku. Nauczyła się żyć z świadomością, że ktoś może chcieć ją zabić, albo umrze przypadkiem, bo nigdy nie wiadomo, gdzie zaatakują. Dlatego też powinni jeszcze bardziej cieszyć się każdą trwającą chwilą, w końcu nie wiadomo, która będzie ostatnia. Spotykała się z przypadkową śmiercią podczas pracy w Brygadzie, nie przywykła do tego widoku, jednak miała świadomość, że nie zawsze są za to odpowiedzialni poplecznicy Voldemorta, w końcu wypadki również się zdarzały.
Kącik jej ust ponownie drgnął w uśmiechu. - Warto zdobywać doświadczenie, ale wiesz, trzeba ćwiczyć, żeby nie wyjść z wprawy, jakbyś przypadkiem zapomniał... Byłaby to ogromna strata, jeszcze musiałbyś się uczyć wszystkiego od nowa.- Zauważyła, że Cameron odchylił twarz, nie dostrzegła więc, że rumieńce na jego twarzy zrobiły się jakoś bardziej intensywne.