06.05.2024, 22:50 ✶
Ulysses przytaknął, choć w środku nie był już właściwie pewien o kim rozmawiali. O wiedźmie, którą biskup spalił na stosie? Czy o szanownej małżonce Zielonego Rycerza? A może jednak chodziło o Wandelinę?
Zresztą, nieważne.
Skoro Cathal uważał którąś z nich za idiotkę, to pozostawało mu się tylko z nim zgodzić. Ba, w sumie wszystkie były przeklętymi idiotkami. W końcu jego najlepszy przyjaciel miał zawsze rację a Rookwood odczuwał właśnie narastającą w płucach potrzebę znajdowania się jak najbliżej niego. Jeśli wiązało się to z wyłączeniem własnego myślenia to trudno. Cathal mógł myśleć za nich obydwu.
- Przeklęta idiotka – powtórzył więc wiernie, tylko po to, by podkreślić, że miał dokładnie takie samo zdanie jak jego najlepszy przyjaciel.
Zupełnie nieświadomy nastroju Shafiqa wyszedł za nim z domku letniskowego. Prawie się nawet uśmiechał, bo w końcu szli gdzieś razem a Ulysses właściwie czuł, że powinni być zawsze obok siebie. Jeśli byłoby potrzeba to nauczyłby się nawet palić papierosy, żeby tylko mogli wychodzić palić je razem. Może powinien to zrobić? Może też powinien sobie kupić dokładnie takie ubranie, jakie nosił Cathal? Shafiq miał doskonały gust. Cały był doskonały.
Rookwood czuł, że powinien zacząć go naśladować. I to nie tak subtelnie jak do tej pory, ale w pełnej krasie, jawnie, tak żeby wszyscy widzieli. Choć oczywiście odrobinę jednak subtelnie, żeby Cathal nie zauważył wprost, ale zrozumiał jak blisko siebie powinni się znajdować. I to nie tak, że w tym momencie przeszkadzałaby mu obecność Nell lub Ginny. Nie przeszkadzałaby mu nawet obecność hałaśliwej Lety. Najistotniejsze było to, żeby to Ulysses siedział jak najbliżej Shafiqa.
- Dobrze. Jeśli tylko Nell i Ginny się zgodzą – powtórzył znowu, byle tylko przypodobać się przyjacielowi. W myślach jednak trochę się buntował, jeśli się nie zgodzą to przecież mogli iść do zamku we dwóch. Co by to przeszkadzało? Może one wolałyby się poopalać albo wykąpać w jeziorze? Ale Cathal z jakiegoś powodu chciał iść z nimi więc i Ulysses gotów był pamiętać o istnieniu obydwu. – Masz rację, nie pojawiliśmy się tutaj by łowić ryby.
Co tak szczerze nie było do końca prawdą w przypadku Rookwooda. Owszem, daleko mu było do pomysłu łowienia ryb, ale chętnie posiedziałby wieczorem nad molo z książką w ręku albo pospacerowałby po wyspie, którą dało się dostrzec z tegoż. I nawet leśne ruiny kościółka jakoś go pociągały, bo właściwie to prywatnie uważał takie miejsca za całkiem czarujące. I trochę przypominające, ale tylko trochę, ruiny domu Gauntów.
- W przewodniku napisano jeszcze, że całkiem niedaleko Carlisle znajdują się pozostałości wału Hadriana. Jeślibyś chciał, je również możemy zobaczyć – powiedział szybko.
Skoro Cathal chciał zwiedzać to Ulysses gotowy był mu wynaleźć cokolwiek nadałoby się tylko do zwiedzania.
Zresztą, nieważne.
Skoro Cathal uważał którąś z nich za idiotkę, to pozostawało mu się tylko z nim zgodzić. Ba, w sumie wszystkie były przeklętymi idiotkami. W końcu jego najlepszy przyjaciel miał zawsze rację a Rookwood odczuwał właśnie narastającą w płucach potrzebę znajdowania się jak najbliżej niego. Jeśli wiązało się to z wyłączeniem własnego myślenia to trudno. Cathal mógł myśleć za nich obydwu.
- Przeklęta idiotka – powtórzył więc wiernie, tylko po to, by podkreślić, że miał dokładnie takie samo zdanie jak jego najlepszy przyjaciel.
Zupełnie nieświadomy nastroju Shafiqa wyszedł za nim z domku letniskowego. Prawie się nawet uśmiechał, bo w końcu szli gdzieś razem a Ulysses właściwie czuł, że powinni być zawsze obok siebie. Jeśli byłoby potrzeba to nauczyłby się nawet palić papierosy, żeby tylko mogli wychodzić palić je razem. Może powinien to zrobić? Może też powinien sobie kupić dokładnie takie ubranie, jakie nosił Cathal? Shafiq miał doskonały gust. Cały był doskonały.
Rookwood czuł, że powinien zacząć go naśladować. I to nie tak subtelnie jak do tej pory, ale w pełnej krasie, jawnie, tak żeby wszyscy widzieli. Choć oczywiście odrobinę jednak subtelnie, żeby Cathal nie zauważył wprost, ale zrozumiał jak blisko siebie powinni się znajdować. I to nie tak, że w tym momencie przeszkadzałaby mu obecność Nell lub Ginny. Nie przeszkadzałaby mu nawet obecność hałaśliwej Lety. Najistotniejsze było to, żeby to Ulysses siedział jak najbliżej Shafiqa.
- Dobrze. Jeśli tylko Nell i Ginny się zgodzą – powtórzył znowu, byle tylko przypodobać się przyjacielowi. W myślach jednak trochę się buntował, jeśli się nie zgodzą to przecież mogli iść do zamku we dwóch. Co by to przeszkadzało? Może one wolałyby się poopalać albo wykąpać w jeziorze? Ale Cathal z jakiegoś powodu chciał iść z nimi więc i Ulysses gotów był pamiętać o istnieniu obydwu. – Masz rację, nie pojawiliśmy się tutaj by łowić ryby.
Co tak szczerze nie było do końca prawdą w przypadku Rookwooda. Owszem, daleko mu było do pomysłu łowienia ryb, ale chętnie posiedziałby wieczorem nad molo z książką w ręku albo pospacerowałby po wyspie, którą dało się dostrzec z tegoż. I nawet leśne ruiny kościółka jakoś go pociągały, bo właściwie to prywatnie uważał takie miejsca za całkiem czarujące. I trochę przypominające, ale tylko trochę, ruiny domu Gauntów.
- W przewodniku napisano jeszcze, że całkiem niedaleko Carlisle znajdują się pozostałości wału Hadriana. Jeślibyś chciał, je również możemy zobaczyć – powiedział szybko.
Skoro Cathal chciał zwiedzać to Ulysses gotowy był mu wynaleźć cokolwiek nadałoby się tylko do zwiedzania.