Wiele się działo. Lato było naprawdę intensywne, kto by pomyślał, że ledwie miesiąc temu wróciła do pracy po miesięcznym odpoczynku od pracy. Miała wrażenie, że minęła wieczność, dni upływały jej szybko, ciągle goniła z miejsce na miejsce, miała ręce pełne roboty. Nie, żeby jej się to nie podobało, nie znosiła w końcu nudy, trochę jej jednak brakowało czasu dla Camerona, co nieco ją martwiło, liczyła na to, że jej wybaczy to ciągłe zabieganie. Na pewno kiedyś mu to wszystko wynagrodzi.
Bywała w Warowni dosyć często, był to naprawdę przyjemnie spędzony czas, nawet jeśli bywała tu tylko przez krótką chwilę, to wystarczało na złapanie oddechu od pędzącego Londynu.
Oczywiście, że nie zamierzała odmówić Brennie pączków i herbatki, chociaż czuła, że może to być coś więcej, niż tylko to.
Pojawiła się w Dolinie na miotle, jakże by inaczej, nie lubiła kominków, nie znosiła się teleportować, to zawsze miotła była jej pierwszym wyborem, a pogoda wręcz się o to prosiła, by przemierzać świat w przestworzach.
Nim weszła do środka oparła miotłę o ścianę. Później przywitała ją Brenna.
- Wspaniale, należy mu się bo jest strasznym bucem. - Rzuciła całkiem lekko, w między czasie sięgając po pączka, którego wsadziła sobie do paszczy. Zamruczała przy pierwszym kęsie, bo był naprawdę smaczny. Czuła się tutaj powoli jak w domu, ciekawe, co o tym myślą mieszkańcy tego miejsca, oby nikt nie uważał, że zaczyna się tu panoszyć, była trochę takim kleszczem, który przyczepił się do Brenny, miała nadzieję, że nikt nie ma jej tego za złe.
Pozwoliła sobie również sięgnąć po herbatę, upiła łyk już po pierwszym kęsie jedzenia. Miejscem spotkania była kuchnia, całkiem dobry pomysł, zważając na to, że nie kręciło się tu zbyt wiele osób, przynajmniej w tej chwili.
Dopiero po chwili zauważyła Erika, nieco wybita z rytmu tymi pysznymi pączkami, zabawne, bo raczej ciężko było go nie zauważyć z racji na jego wzrost. - Witam wujaszka, coś marnie dzisiaj wyglądasz. - Oczywiście, że nie ugryzła się w język, a Erik wydawał się nie spać tej nocy najlepiej.