07.05.2024, 17:26 ✶
Tak, to była prawda, że Victoria wyglądała inaczej. Tę narrację potwierdziłby absolutnie każdy amator sztuki obserwacji - bo dla takich ludzi oczywiste było jakie żywioły do nich pasowały. Lubująca się w ciszy, oślizgła i cięta Annaleigh nie mogła być niczym innym niż spokojną wodą. Taką, spod której nagle wynurzał się twój koniec, burząca się pod wpływem działań innych i wciągają ich w bezkres swojej toni. Gorąca, opalona ślicznotka, jaką była panienka Lestrange musiała nieodłącznie kojarzyć się z ogniem. Ogniem, który jednych rozpalał do czerwoności, a innych trawił bezdusznie, ale pozwalał im na późniejsze odrodzenie się w nich nowego życia. Potwierdziliby to, bo oni patrzyli, ale nie widzieli. A może bardziej - widzieli to co chcieli, potwierdzenia własnych obserwacji i oczekiwań, często (przez wzgląd na atrakcyjność tychże kobiet) niespełnionych fantazji. Dolohov był od tego wolny. Nie szukał w niczym potwierdzenia swojego geniuszu, wszak wszystko, co mógł w tej materii udowodnić już udowodnił - pojedyncze skuchy nie naruszały jego wizerunku geniusza, a jedynie nadawało wykreowanej przez niego personie ludzkiej strony. Pewny swoich umiejętności oczekiwań nie miał żadnych. A atrakcyjność... Cóż, Victoria nie mogła zaoferować mu absolutnie nic. Wlepiać średnio uważne spojrzenie lubił wlepiać w ładnych, delikatnych chłoptasiów chcących napić się z nim wina - chociaż potrafił ocenić kobiety jako atrakcyjne lub nie, sama koncepcja ich dotyku odrzucała go na tyle, żeby Victoria wcale nie musiała być zimna. Spoglądał więc na nią całkowicie trzeźwo, z całym bagażem doświadczeń, z ogromem wiedzy zebranej na przestrzeni tych czterdziestu lat aktywnego naukowo życia i zaśmiałby się gorzko z każdego, absolutnie każdego, kto przypisałby Victorii lub Annaleigh jakikolwiek inny żywioł niż ziemia. Były podobne. Ten jeden gest - to jak usiadły. To, w jaki sposób Victoria mówiła...
- Nie - odpowiedział jej spokojnie. - Nie niepokoiłoby mnie to wcale, a jedynie rozzłościło, że istnieje wiedza, do której nie mam dostępu, a która pomogła rozwiązać waszą zagadkę. Poznałem zbyt wielu naukowców z życiorysem zahaczających o Departament Tajemnic, żeby nie uwzględniać w tym, co mówię potencjalnego morza informacji trzymanego w zamykanej na klucz piwnicy. Podobno dla naszego dobra. - Dolohov mówiąc to, wyglądał spokojnie. Jedynie szereg tykających w tle zegarów przypominał, jak wiele człowiek jego pokroju musiał myśleć, przeżywać w środku. Opanowanie, jakie prezentował, było w istocie wyuczone - to wiedział każdy, kto znał go z szalonej i rozbieganej młodości. Z biegiem czasu się do niego przyzwyczaił. - Ale nie trzeba od razu znajdować rozwiązań całości, czasami wystarczy coś doraźnego, co pozwala czuć się jak żywy człowiek, a nie chodzące zwłoki. - Nie, Victoria nie była ogniem. Ona obcowała z ogniem, a sama w sobie była ziemią. Chodzącą stabilizacją, personifikacją ciężkiej pracy i opanowania prowadzących człowieka do osiągalnych celów wymagających wytrwałości. - Komfort. - Gdzieś jej było do niego, do wiatru. Do ludzkiej ciekawości zamkniętej w pojemniku ciała, do stałego poszukiwania sensu i podważania cudzych argumentów. Momentami mogło zaskakiwać, że to znaki powietrza najbardziej polegały na swojej głowie. - Jak bardzo żadnym sposobem? Potrafimy rzucić na człowieka klątwę, przez którą jest w stanie zabić swojego najlepszego przyjaciela, a w całej Anglii nie znaleźli jednego dobrego hipnotyzera, co by chociaż zniwelował skutki tego pieruństwa oszukując twój umysł? - Już doszukiwał się detali, chociaż nie dała mu przyzwolenia, aby wchodzić w to tak głęboko. On jednak uznał, że skoro dawała wywiady gazetom, nie miała nic przeciwko, tak jak i on rzadko reagował źle na słowo nie, o ile nie mówił mu tego ktoś, kto wcześniej wymusił na nim jakieś poważniejsze deklaracje. - Czy po prostu nie pozwoliłabyś nikomu do niego zajrzeć?
- Nie - odpowiedział jej spokojnie. - Nie niepokoiłoby mnie to wcale, a jedynie rozzłościło, że istnieje wiedza, do której nie mam dostępu, a która pomogła rozwiązać waszą zagadkę. Poznałem zbyt wielu naukowców z życiorysem zahaczających o Departament Tajemnic, żeby nie uwzględniać w tym, co mówię potencjalnego morza informacji trzymanego w zamykanej na klucz piwnicy. Podobno dla naszego dobra. - Dolohov mówiąc to, wyglądał spokojnie. Jedynie szereg tykających w tle zegarów przypominał, jak wiele człowiek jego pokroju musiał myśleć, przeżywać w środku. Opanowanie, jakie prezentował, było w istocie wyuczone - to wiedział każdy, kto znał go z szalonej i rozbieganej młodości. Z biegiem czasu się do niego przyzwyczaił. - Ale nie trzeba od razu znajdować rozwiązań całości, czasami wystarczy coś doraźnego, co pozwala czuć się jak żywy człowiek, a nie chodzące zwłoki. - Nie, Victoria nie była ogniem. Ona obcowała z ogniem, a sama w sobie była ziemią. Chodzącą stabilizacją, personifikacją ciężkiej pracy i opanowania prowadzących człowieka do osiągalnych celów wymagających wytrwałości. - Komfort. - Gdzieś jej było do niego, do wiatru. Do ludzkiej ciekawości zamkniętej w pojemniku ciała, do stałego poszukiwania sensu i podważania cudzych argumentów. Momentami mogło zaskakiwać, że to znaki powietrza najbardziej polegały na swojej głowie. - Jak bardzo żadnym sposobem? Potrafimy rzucić na człowieka klątwę, przez którą jest w stanie zabić swojego najlepszego przyjaciela, a w całej Anglii nie znaleźli jednego dobrego hipnotyzera, co by chociaż zniwelował skutki tego pieruństwa oszukując twój umysł? - Już doszukiwał się detali, chociaż nie dała mu przyzwolenia, aby wchodzić w to tak głęboko. On jednak uznał, że skoro dawała wywiady gazetom, nie miała nic przeciwko, tak jak i on rzadko reagował źle na słowo nie, o ile nie mówił mu tego ktoś, kto wcześniej wymusił na nim jakieś poważniejsze deklaracje. - Czy po prostu nie pozwoliłabyś nikomu do niego zajrzeć?
with all due respect, which is none