07.05.2024, 18:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.05.2024, 19:05 przez Isaac Bagshot.)
Isaac odpowiedział Brennie uśmiechem, kiedy potwierdziła, że mają szanse. Nie był jednak pewien, czy powiedziała tak żeby dodać mu otuchy, czy naprawdę sprawy wyglądały na tyle dobrze, żeby tak sądzić.
- No tak - maski. Ludzie bez honoru, robiący podłe rzeczy i chowający przy tym twarze. Dlaczego to zawsze Ci źli muszą mieć przewagę, Ziemniaczku? Dlaczego nie pokażą twarzy, skoro tak bardzo stoją za Czarnym Panem? Tchórze. - Westchnął i opadł na oparcie krzesła, tak jakby uszło z niego całe powietrze.
- Relacje czystokrwistych czarodziejów to by było coś, ale kto Ci się podpisze pod tym swoim imieniem i nazwiskiem. Wielu siedzi cicho z nadzieją, że kiedy sytuacja się wyklaruje, to po prostu dołącza do wygranej strony.- Odmruknął i przygryzł kciuk, zawieszając na chwilę wzrok gdzieś ponad ramieniem Brenny. Spotkanie z nią sprawi, że znowu zacznie zastanawiać się nad sensem swoich planów na najbliższe miesiące. No trudno, w życiu zmarnował już sporo czasu, kolejne tygodnie przeznaczone na przemyślenia, nie zrobią większej różnicy. Zawsze robił wszystko swoim tempem.
- Brenna, jesteś bardzo dzielna i mówię to naprawdę szczerze. Milly tez. Powinienem ją odwiedzić i zobaczyć jak się czuje. - Powiedział, z powrotem przenosząc wzrok na koleżankę.- Właśnie dlatego, że są tacy ludzie jak ty, to jest jeszcze nadzieja. - Im więcej ludzi, którzy będą zmotywowani żeby walczyć, tym większe szanse będą mieli. Zawsze tak to działało, sam widział to na własne oczy kiedy mieszkał w Europie i sam nawet trochę pomagał, chociaż niby nie powinien. Nie na tym miała polegać jego praca.
-Przepraszam, że zacząłem Cię tak nagle przesłuchiwać. To takie... zboczenie zawodowe.- Uśmiechnął się już bardziej po swojemu, pokazując trochę zębów.-Chodźmy na lody albo najeść się słodyczy, i opowiesz mi jakieś śmieszne historie z pracy. Miałaś jakieś dziwne albo absurdalne wezwania? - Zaproponował, chcąc oczyścić trochę atmosferę. Wiedział, że szła odwiedzić krewnego, ale skoro nie leżał na łożu śmierci, to mógł jeszcze chwilę poczekać, prawda?
- No tak - maski. Ludzie bez honoru, robiący podłe rzeczy i chowający przy tym twarze. Dlaczego to zawsze Ci źli muszą mieć przewagę, Ziemniaczku? Dlaczego nie pokażą twarzy, skoro tak bardzo stoją za Czarnym Panem? Tchórze. - Westchnął i opadł na oparcie krzesła, tak jakby uszło z niego całe powietrze.
- Relacje czystokrwistych czarodziejów to by było coś, ale kto Ci się podpisze pod tym swoim imieniem i nazwiskiem. Wielu siedzi cicho z nadzieją, że kiedy sytuacja się wyklaruje, to po prostu dołącza do wygranej strony.- Odmruknął i przygryzł kciuk, zawieszając na chwilę wzrok gdzieś ponad ramieniem Brenny. Spotkanie z nią sprawi, że znowu zacznie zastanawiać się nad sensem swoich planów na najbliższe miesiące. No trudno, w życiu zmarnował już sporo czasu, kolejne tygodnie przeznaczone na przemyślenia, nie zrobią większej różnicy. Zawsze robił wszystko swoim tempem.
- Brenna, jesteś bardzo dzielna i mówię to naprawdę szczerze. Milly tez. Powinienem ją odwiedzić i zobaczyć jak się czuje. - Powiedział, z powrotem przenosząc wzrok na koleżankę.- Właśnie dlatego, że są tacy ludzie jak ty, to jest jeszcze nadzieja. - Im więcej ludzi, którzy będą zmotywowani żeby walczyć, tym większe szanse będą mieli. Zawsze tak to działało, sam widział to na własne oczy kiedy mieszkał w Europie i sam nawet trochę pomagał, chociaż niby nie powinien. Nie na tym miała polegać jego praca.
-Przepraszam, że zacząłem Cię tak nagle przesłuchiwać. To takie... zboczenie zawodowe.- Uśmiechnął się już bardziej po swojemu, pokazując trochę zębów.-Chodźmy na lody albo najeść się słodyczy, i opowiesz mi jakieś śmieszne historie z pracy. Miałaś jakieś dziwne albo absurdalne wezwania? - Zaproponował, chcąc oczyścić trochę atmosferę. Wiedział, że szła odwiedzić krewnego, ale skoro nie leżał na łożu śmierci, to mógł jeszcze chwilę poczekać, prawda?