07.05.2024, 20:48 ✶
Życie w kłamstwie było takie lekkie, takie fajne, takie beztroskie. Uśmiechnąłem się szeroko i cmoknąłem go w czoło. Zapewne w ramach nagrody, swego rodzaju odznaka dzielnego chłopca, ale też cieszyłem się, że mieliśmy jakiś progres. Teraz mogło być tylko lepiej...? Z Flynnem u boku w roli wspierającej żony zapewne będę mógł podbić cały kraj, a potem świat! Tylko musiał nabrać odwagi, pewności, że wcale go nie zostawię, jeśli powie o słowo za dużo. Nic nie mogło sprawić, że się od niego odwrócę. To było fizycznie niemożliwe.
Poklepałem go pokrzepiająco po ramieniu, po czym czule pogładziłem. Chciałem by wiedział, że miał mnie tuż obok, że nie był z tymi demonami sam.
- Wszystko będzie w porządku... Ale masz rację. Porozmawiajmy w innym miejscu - odparłem i zaraz pokiwałem głową, bo ściany, a właściwie to okienko w przyczepie, miało ucho albo kilka par uszu, a Flynn miał okazje narobić niemałego hałasu, więc... przystałem na jego prośbę.
Złapałem go za dłoń i zaraz pociągnąłem za sobą w kierunku najbliższej przyczepy, a potem kolejnej, ale wszędzie ktoś się kręcił i coś robił. W końcu jednak nie wytrzymałem i wyprosiłem towarzystwo z wozu z kostiumami. Nagle wszyscy zrobili się zapracowani, kiedy musiałem pilnie porozmawiać. Zapewne udawali zapracowanych, kiedy tylko pojawiałem się na horyzoncie. Ja już znałem tych nygusów. Chwila bez pracy z pewnością będzie im stała kością...
Pozostawiłem Flynna na środku, a sam wyjrzałem na zewnątrz, czy się rozeszła hołota, a potem zamknąłem za sobą drzwi. Szczelnie. Choć Flynn raczej nie podzielałby mojego stanowiska w tej sytuacji, bo widziałem jego poważne miny, może nawet trochę momentami podchodzące pod panikę, to właśnie docierało do mnie, że zrobiłem nam miejsce jakże intymne na takie rozmowy. Stał na środku taki biedny, więc... wskazałem mu ręką kanapę. Może tak będzie lepiej... pogadać.
- Powiedz mi, jak się czujesz...? Z tym, co miało miejsce... Przed chwilą i teraz? - zapytałem go, wpatrując się w niego, jakby miał zaraz stąd zniknąć. Kto wie? Może jednak mój optymizm był za bardzo... do przodu? Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby zaraz Flynn zrobił czary mary i zniknął stąd w kłębach dymu? Położyłem mu dłoń na udzie by w razie czego czuć ten moment, kiedy przestanie tu być... a może go powstrzymać przed ucieczką?
Poklepałem go pokrzepiająco po ramieniu, po czym czule pogładziłem. Chciałem by wiedział, że miał mnie tuż obok, że nie był z tymi demonami sam.
- Wszystko będzie w porządku... Ale masz rację. Porozmawiajmy w innym miejscu - odparłem i zaraz pokiwałem głową, bo ściany, a właściwie to okienko w przyczepie, miało ucho albo kilka par uszu, a Flynn miał okazje narobić niemałego hałasu, więc... przystałem na jego prośbę.
Złapałem go za dłoń i zaraz pociągnąłem za sobą w kierunku najbliższej przyczepy, a potem kolejnej, ale wszędzie ktoś się kręcił i coś robił. W końcu jednak nie wytrzymałem i wyprosiłem towarzystwo z wozu z kostiumami. Nagle wszyscy zrobili się zapracowani, kiedy musiałem pilnie porozmawiać. Zapewne udawali zapracowanych, kiedy tylko pojawiałem się na horyzoncie. Ja już znałem tych nygusów. Chwila bez pracy z pewnością będzie im stała kością...
Pozostawiłem Flynna na środku, a sam wyjrzałem na zewnątrz, czy się rozeszła hołota, a potem zamknąłem za sobą drzwi. Szczelnie. Choć Flynn raczej nie podzielałby mojego stanowiska w tej sytuacji, bo widziałem jego poważne miny, może nawet trochę momentami podchodzące pod panikę, to właśnie docierało do mnie, że zrobiłem nam miejsce jakże intymne na takie rozmowy. Stał na środku taki biedny, więc... wskazałem mu ręką kanapę. Może tak będzie lepiej... pogadać.
- Powiedz mi, jak się czujesz...? Z tym, co miało miejsce... Przed chwilą i teraz? - zapytałem go, wpatrując się w niego, jakby miał zaraz stąd zniknąć. Kto wie? Może jednak mój optymizm był za bardzo... do przodu? Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby zaraz Flynn zrobił czary mary i zniknął stąd w kłębach dymu? Położyłem mu dłoń na udzie by w razie czego czuć ten moment, kiedy przestanie tu być... a może go powstrzymać przed ucieczką?