08.05.2024, 01:06 ✶
Zawahała się, bo to co powiedział Alexander, wyraźnie jej nie pasowało. Nie chciała jednak, nie, nie mogła mu powiedzieć wprost, że się mylił, bo w jakiś dziwny sposób wydawało jej się to wybitnie niewłaściwe w tym momencie. Zanim jednak zdążyła dojść do tego, jak właściwie ubrać myśli w słowa, odezwała się Millie. Miała rację, a Rosie pewnie chętnie by się z nią zgodziła, gdyby nie fakt że to na Mulcibera teraz przyszła kolej, żeby doświadczyć wizji. Podniosła na niego czujne spojrzenie, trochę chyba oczekując, ze zaraz upadnie na kolana, dokładnie tak samo jak wcześniej zrobił to Morpheus i Leon, ale cokolwiek widział, najwyraźniej nie było to aż tak dotkliwe.
- Czy wszystko... - dobrze? Chciała zapytać, z troską przypatrując się jego twarzy, ale w całą tę interakcję wcięła się Moody, wyraźnie czekając na moment, aż Alexander na nowo wróci do rzeczywistości. Blondynka wzdrygnęła się, w pierwszym odruchu wyraźnie nie będąc chętną, by stanąć między rozjuszoną kuzynką, a swoim ukochanym. Coś w niej wciąż aż za dobrze pamiętało moment, kiedy ostatnim razem stanęła na drodze Hadesa, skutecznie zmuszając ją do poddania się odruchowi, ale zaraz zmarszczyła niezadowolona brwi.
- Przestańcie!
Wepchnęła się między nich, całym swoim ciałem próbując ich rozdzielić. Szybko jednak ustawiła się tak, że Millie miała za plecami, próbując ją przy tym przytrzymać ręką i nie pozwolić faktycznie przydzwonić Mulciberowi. - Oboje! Przepychanie się teraz w niczym nie pomoże. Pierdolnijcie sobie głową w najbliższe drzewo, jak bardzo chcecie się wyżyć - syknęła, na moment odwracając głowę w kierunku znajdującą się za nią Moody. Pewnie w innych warunkach już dawno stałaby obok Morpheusa i zakładała się z nim, które z dwójki wygra.
- Czy wszystko... - dobrze? Chciała zapytać, z troską przypatrując się jego twarzy, ale w całą tę interakcję wcięła się Moody, wyraźnie czekając na moment, aż Alexander na nowo wróci do rzeczywistości. Blondynka wzdrygnęła się, w pierwszym odruchu wyraźnie nie będąc chętną, by stanąć między rozjuszoną kuzynką, a swoim ukochanym. Coś w niej wciąż aż za dobrze pamiętało moment, kiedy ostatnim razem stanęła na drodze Hadesa, skutecznie zmuszając ją do poddania się odruchowi, ale zaraz zmarszczyła niezadowolona brwi.
- Przestańcie!
Wepchnęła się między nich, całym swoim ciałem próbując ich rozdzielić. Szybko jednak ustawiła się tak, że Millie miała za plecami, próbując ją przy tym przytrzymać ręką i nie pozwolić faktycznie przydzwonić Mulciberowi. - Oboje! Przepychanie się teraz w niczym nie pomoże. Pierdolnijcie sobie głową w najbliższe drzewo, jak bardzo chcecie się wyżyć - syknęła, na moment odwracając głowę w kierunku znajdującą się za nią Moody. Pewnie w innych warunkach już dawno stałaby obok Morpheusa i zakładała się z nim, które z dwójki wygra.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror