08.05.2024, 09:32 ✶
Czy dało się o tym wszystkim zapomnieć? Samuelowi już raz udało się zepchnąć wspomnienia, zepchnąć żal i poczucie niższości, które spowodowało tę całą lawinę gdzieś w środek siebie. Przylepił to wtedy do ludzkiego kręgosłupa i za każdym razem, gdy przywdziewał ptasi frak lub grube niedźwiedzie futro, te wszystkie troski, te wszystkie zmartwienia odchodziły w dal. To była dobra strategia, która przestała mu się sprawdzać w obliczu przesiedlenia, ale może nie chodziło o miejsce, a o ilość rzeczy do dźwigania. Tęsknota za domem, strach przed przyszłością, wybicie z rutyny, problemy w odnajdowaniu się w społecznych sytuacjach... To było wszystko niematerialne, ale cholernie ciężkie. Wolal przerzucać bale drewna, siłować się ze starymi powalonymi pniakami, niż robić te intelektualne i emocjonalne fikołki.
Ale teraz, czując jej palce w swoich włosach, czując miękkość skóry pod własnymi opuszkami miał wrażenie, że nie jest to nieosiągalne. Jej słowa dotyczące kochania i przyjmowania kogoś takim jakim był rozmywały się w błogości rozchodzącej się od karku, zrówno w górę ku ociężałej głowie, jak i w dół kręgosłupa przez żebra, po trzewiach, aż do lędźwi. To było bardzo miłe, bardzo przyjemne, otarł się o jej udo raz czy dwa nadstawiając się jak kot do głaskania, a kto jak kto, Nora miała zdecydowanie wprawę w głaskaniu kotów.
Jego dłoń tymczasem zataczała coraz większe kręgi, wpierw była nieśmiała, tylko kostka, kawałek łydki, ale wraz ze zmianą ułożenia dotarła do zgrabnego kolana. Każde powtórzenie, każdy wyrysowany owal był coraz rozleglejszy, coraz pewniejszy. Próżno było szukać na twarzy mężczyzny łez, te dawno wsiąkły w materię sukienki, a trudności pierzchały, gdy jego najsłodsza boginii była przy nim i otaczała go swoją atencją. Poruszył się znów, przesunął długim gestem bliżej jej tułowia, łasząc się do niej, zostawiając zaborczo swój zapach. Dłoń spoczeła już na miękkim udzie, które przesunął tak, by znaleźć się pomiędzy jej nogami, w objęciu miłości o którym mówiła, akceptacji za którą tęsknił.
– Nie przestawaj... – wymruczał sennie jeśli tylko zabrała dłonie, podsuwając się coraz bliżej, coraz wyżej, głową ocierając się o brzuch, pozostawiając na ubraniu, parszywym materiale ślady niespiesznych pocałunków.
Ale teraz, czując jej palce w swoich włosach, czując miękkość skóry pod własnymi opuszkami miał wrażenie, że nie jest to nieosiągalne. Jej słowa dotyczące kochania i przyjmowania kogoś takim jakim był rozmywały się w błogości rozchodzącej się od karku, zrówno w górę ku ociężałej głowie, jak i w dół kręgosłupa przez żebra, po trzewiach, aż do lędźwi. To było bardzo miłe, bardzo przyjemne, otarł się o jej udo raz czy dwa nadstawiając się jak kot do głaskania, a kto jak kto, Nora miała zdecydowanie wprawę w głaskaniu kotów.
Jego dłoń tymczasem zataczała coraz większe kręgi, wpierw była nieśmiała, tylko kostka, kawałek łydki, ale wraz ze zmianą ułożenia dotarła do zgrabnego kolana. Każde powtórzenie, każdy wyrysowany owal był coraz rozleglejszy, coraz pewniejszy. Próżno było szukać na twarzy mężczyzny łez, te dawno wsiąkły w materię sukienki, a trudności pierzchały, gdy jego najsłodsza boginii była przy nim i otaczała go swoją atencją. Poruszył się znów, przesunął długim gestem bliżej jej tułowia, łasząc się do niej, zostawiając zaborczo swój zapach. Dłoń spoczeła już na miękkim udzie, które przesunął tak, by znaleźć się pomiędzy jej nogami, w objęciu miłości o którym mówiła, akceptacji za którą tęsknił.
– Nie przestawaj... – wymruczał sennie jeśli tylko zabrała dłonie, podsuwając się coraz bliżej, coraz wyżej, głową ocierając się o brzuch, pozostawiając na ubraniu, parszywym materiale ślady niespiesznych pocałunków.