08.05.2024, 14:11 ✶
Basilius spojrzał nagle na nią bardzo poważnie i z lekkim zmęczeniem kogoś kto zdecydowanie zbyt dużo widział w swoim zawodzie.
– Nie, Millie, nie. To może wydawać się zabawne, ale zdecydowanie nie jest, zwłaszcza przy głupich ludziach i ich jeszcze głupszych pomysłach – odpowiedział, wpatrując się nieco pustym wzrokiem w swoją kawę. A szczegolnie nie było to zabawne, jeśli się było uzdrowicielem, który taką klątwę musiałby łamać. Naprawdę ktoś w Ministerstwie Magii powinien jakoś uregulować sprzedaż tego typu przedmiotów, bo to naprawdę czasem było żenujące.
Nie spodziewał się, że głupia wzmianka o współlokatorze wywoła u Millie, aż taką reakcję.
Co tam się z nim działo i czy mogę go spotkać? – pomyślał, teraz już zdecydowanie wiedząc, że najwyraźniej usłyszał trochę za dużo. Może ta wspołlokatorska dziewczyna zrobiła jakąś aferę? Może sam współlokator zachował się jak idiota? A może to Millie myślała, że w jakiś sposób się upokorzyła. Czyżby wyznała mu uczucia i to nie wyszło?
Nie był jednak na tyle wredny, by nie uszanować jej prośby, zwłaszcza, że czarownica nagle zabrzmiała strasznie poważnie.
Pochylił się nieco w jej stronę z powagą w oczach.
– Dobrze. – Skinął głową. – Nic się nic wydarzyło, niczego mi nie mówiłaś. – Zawahał się na chwilę. Gdyby była jego pacjentką, Merlinie uchowaj go przed tym już i tak miał za dużo na głowie, to poza tym, że zobowiązywałaby go tajemnica i tak chciałby jej pomóc. – Ale gdybyś kiedykolwiek potrzebowała o tym porozmawiać, nie ważne, jak myślałabyś, że to jest głupie, czy trudne to wiesz, gdzie mnie szukać. – Potrafił oceniać jedynie w myślach niczego nie komentując. No dobrze, trochę gorzej wychodziło mu to przy znajomych i przyjaciołach, ale dla niej mógł zrobić wyjątek. – A teraz, na litość Matki, zjedź tę muffinkę, lub cokolwiek bo zaraz oszaleję. Wiesz w ogóle co to białko i warzywa? I że jedzenie jest potrzebne do życia?
– Nie, Millie, nie. To może wydawać się zabawne, ale zdecydowanie nie jest, zwłaszcza przy głupich ludziach i ich jeszcze głupszych pomysłach – odpowiedział, wpatrując się nieco pustym wzrokiem w swoją kawę. A szczegolnie nie było to zabawne, jeśli się było uzdrowicielem, który taką klątwę musiałby łamać. Naprawdę ktoś w Ministerstwie Magii powinien jakoś uregulować sprzedaż tego typu przedmiotów, bo to naprawdę czasem było żenujące.
Nie spodziewał się, że głupia wzmianka o współlokatorze wywoła u Millie, aż taką reakcję.
Co tam się z nim działo i czy mogę go spotkać? – pomyślał, teraz już zdecydowanie wiedząc, że najwyraźniej usłyszał trochę za dużo. Może ta wspołlokatorska dziewczyna zrobiła jakąś aferę? Może sam współlokator zachował się jak idiota? A może to Millie myślała, że w jakiś sposób się upokorzyła. Czyżby wyznała mu uczucia i to nie wyszło?
Nie był jednak na tyle wredny, by nie uszanować jej prośby, zwłaszcza, że czarownica nagle zabrzmiała strasznie poważnie.
Pochylił się nieco w jej stronę z powagą w oczach.
– Dobrze. – Skinął głową. – Nic się nic wydarzyło, niczego mi nie mówiłaś. – Zawahał się na chwilę. Gdyby była jego pacjentką, Merlinie uchowaj go przed tym już i tak miał za dużo na głowie, to poza tym, że zobowiązywałaby go tajemnica i tak chciałby jej pomóc. – Ale gdybyś kiedykolwiek potrzebowała o tym porozmawiać, nie ważne, jak myślałabyś, że to jest głupie, czy trudne to wiesz, gdzie mnie szukać. – Potrafił oceniać jedynie w myślach niczego nie komentując. No dobrze, trochę gorzej wychodziło mu to przy znajomych i przyjaciołach, ale dla niej mógł zrobić wyjątek. – A teraz, na litość Matki, zjedź tę muffinkę, lub cokolwiek bo zaraz oszaleję. Wiesz w ogóle co to białko i warzywa? I że jedzenie jest potrzebne do życia?