08.05.2024, 20:53 ✶
– Eh, tyle lat studiów, by mieć dobra reputację, a ciągle słyszę stareotypy tylko przez moje nazwisko – Z udawanym smutkiem, pokręcił głową i napił się rumu. Czyli chyba wyciąganie kart rzeczywiście dość jasno sugerowało pewne rzeczy. Dobrze, że nie wspomniał, że miał przy sobie zawsze dwie talie. Ale przy Geraldine jakoś nieszczególnie mu to przeszkadzało, by próbować się z tego wybronić. No i gdyby nie wyciągnął kart to teraz, by nie grali, a to by była jednak strata takiego przyjemnego czasu.
Oderwał wzrok od kart i spojrzał na nią ze szczerym zaciekawieniem.
– Tak. Pewnie niestety masz rację – odpowiedział, próbując wybadać jej zdanie w tej sprawie. Wiedział, czym zajmowała się jej rodzina i nawet jeśli zapewne nie było to oficjalne stanowisko w tej sprawie, to zakładał, że osoby z jej profesji nie przykładały tak dużej uwagi do dbania o populację zwierząt i przestrzegania wszystkich moralnych wytycznych, jak powinny. Ale może w przypadku Geraldine się mylił.
Sam nie był do końca zachwyconymi kartami, które dostawał. Tragedii nie było, ale nie było też szczególnie dobrze. Było raczej... Mocno przeciętnie, a to jedynie wszystko utrudniało. Dalej oczywiście się nie poddawał. Nie z takimi kartami udawało mu się przecież wygrać, a Prewett był dość zdeterminowany, by to on dostał tę przysługę. Zresztą ta niepewności sytuacji, jedynie sprawiała, że bawił się coraz lepiej. Nie obawiał się za bardzo Geraldine i jej pomysłów, by martwić się o przegraną, ale fakt, że nią ryzykował... Oh jakie to było przyjemne uczucie. Zwłaszcza teraz, gdy za chwilę już wszystko miało stać się jasne.
Oderwał wzrok od kart i spojrzał na nią ze szczerym zaciekawieniem.
– Tak. Pewnie niestety masz rację – odpowiedział, próbując wybadać jej zdanie w tej sprawie. Wiedział, czym zajmowała się jej rodzina i nawet jeśli zapewne nie było to oficjalne stanowisko w tej sprawie, to zakładał, że osoby z jej profesji nie przykładały tak dużej uwagi do dbania o populację zwierząt i przestrzegania wszystkich moralnych wytycznych, jak powinny. Ale może w przypadku Geraldine się mylił.
Sam nie był do końca zachwyconymi kartami, które dostawał. Tragedii nie było, ale nie było też szczególnie dobrze. Było raczej... Mocno przeciętnie, a to jedynie wszystko utrudniało. Dalej oczywiście się nie poddawał. Nie z takimi kartami udawało mu się przecież wygrać, a Prewett był dość zdeterminowany, by to on dostał tę przysługę. Zresztą ta niepewności sytuacji, jedynie sprawiała, że bawił się coraz lepiej. Nie obawiał się za bardzo Geraldine i jej pomysłów, by martwić się o przegraną, ale fakt, że nią ryzykował... Oh jakie to było przyjemne uczucie. Zwłaszcza teraz, gdy za chwilę już wszystko miało stać się jasne.
Rzut 1d100 - 96