09.05.2024, 07:22 ✶
—30/07/72—
Little Hangleton, 30.07.72"]
Eriku,
kiedy przy okazji południowej kawy, rozważyłem problem ponownie, na świeżo, po wybitnie dobrze przespanej nocy, doszedłem do wniosku, że kluczem do naszego problemu był fakt, że Ptolemeusz nie jest sową. Rzeczywiście to wielkie ptaszysko na które onegdaj dałem się namówić jednemu hodowcy z Brazyli, bywa bardzo atencyjne, wymagające podwójnej uwagi zwłaszcza jeśli chodzi o pożywienie i jakoś spędzanego z nim czasu. Mimo groźnego wyglądu, łase jest wciąż na dotyk i różne harpiowe rozrywki, które obejmują wspólne polowania oraz - tu Cię pewnie zaskoczę - czytanie książek. Muszę tylko uważać na jego psoty, aby znudzony pazurem nie szarpał kartek, choć rzeczywiście czynił to tylko w przypadku lektury swojego imiennika.
Napisz mi proszę, pamiętam, że w Warowni dysponowaliście niewielkim stadem. Czy wszystkie zwierzęta podobne są do siebie i wystarczy przekupić je smakołykiem oraz rzuconą z odpowiednim rozmachem piłką? Obawiam się, że prócz braku wprawy w fechtunku, również brak obycia z lokalną fauną może być dojmującą przeszkodą, do której chciałbym mimo wszystko spróbować podejść z pewnym przygotowaniem. Czy życzysz sobie, żeby ów martwy but, który pozostał u mnie został wam oddany na poczet psiego gryzaka? Zdaje mi się, że czworonożni towarzysze mają słabość do tego typu zabawek.
Tymczasem niespiesznie przeglądam kalendarz na najbliższy czas i już w spokoju ducha otoczonego nimbem przemożnej tęsknoty, chciałbym odnotować głęboką niezgodę i sprzeciw mój, ażeby czekać tak długo na możliwość kolejnego, bliższego spotkania. W toku naszej znajomości zwykle rzeczywiście stawiałem na ekscytujące wyprawy, które w swej naturze zaszyte miały tak regularność, jak i dość rozciągnięty w czasie cykl występowania, przetkany codziennością skinięcia głowy i wymiany dwóch zdań uprzejmości w naszym nazwijmy to, naturalnym środowisku. Nasza wczorajsza rozmowa uświadomiła mi kilka pułapek, które stały za tą rutyną, jedną w którą wpadliśmy oboje. Co powiesz zatem, na herbatę przed służbą, którą jak rozumiem pełnisz w czasie jarmarku? Wstrzymuję dłonie by nie wpisać innego powodu niż chęć rozmowy i widzenia się z Tobą, wierząc, że nie potrzebujemy już więcej wymówek i pretekstów.
Moja propozycja nie stoi w żaden sposób z planami innego wyjścia, plan pozostaje w mocy. Dysponuję stałym miejscem w teatrze, które co prawda pozbawione jest dobrego widoku na scenę, ale z drugiej strony gwarantuje nieco więcej prywatności niż loże niżej osadzone. Zastanawia mnie tylko dobór obu lokacji na ten wieczór. Teatr i woda, choć rzeczywiście proste do skojarzenia z moimi oraz Twoimi upodobaniami, nie pokrywają się z tym co lubimy obaj wspólnie. Jestem ciekaw jaka myśl przyświecała Ci tej propozycji?
Dobrze było znów Cię zobaczyć,
kiedy przy okazji południowej kawy, rozważyłem problem ponownie, na świeżo, po wybitnie dobrze przespanej nocy, doszedłem do wniosku, że kluczem do naszego problemu był fakt, że Ptolemeusz nie jest sową. Rzeczywiście to wielkie ptaszysko na które onegdaj dałem się namówić jednemu hodowcy z Brazyli, bywa bardzo atencyjne, wymagające podwójnej uwagi zwłaszcza jeśli chodzi o pożywienie i jakoś spędzanego z nim czasu. Mimo groźnego wyglądu, łase jest wciąż na dotyk i różne harpiowe rozrywki, które obejmują wspólne polowania oraz - tu Cię pewnie zaskoczę - czytanie książek. Muszę tylko uważać na jego psoty, aby znudzony pazurem nie szarpał kartek, choć rzeczywiście czynił to tylko w przypadku lektury swojego imiennika.
Napisz mi proszę, pamiętam, że w Warowni dysponowaliście niewielkim stadem. Czy wszystkie zwierzęta podobne są do siebie i wystarczy przekupić je smakołykiem oraz rzuconą z odpowiednim rozmachem piłką? Obawiam się, że prócz braku wprawy w fechtunku, również brak obycia z lokalną fauną może być dojmującą przeszkodą, do której chciałbym mimo wszystko spróbować podejść z pewnym przygotowaniem. Czy życzysz sobie, żeby ów martwy but, który pozostał u mnie został wam oddany na poczet psiego gryzaka? Zdaje mi się, że czworonożni towarzysze mają słabość do tego typu zabawek.
Tymczasem niespiesznie przeglądam kalendarz na najbliższy czas i już w spokoju ducha otoczonego nimbem przemożnej tęsknoty, chciałbym odnotować głęboką niezgodę i sprzeciw mój, ażeby czekać tak długo na możliwość kolejnego, bliższego spotkania. W toku naszej znajomości zwykle rzeczywiście stawiałem na ekscytujące wyprawy, które w swej naturze zaszyte miały tak regularność, jak i dość rozciągnięty w czasie cykl występowania, przetkany codziennością skinięcia głowy i wymiany dwóch zdań uprzejmości w naszym nazwijmy to, naturalnym środowisku. Nasza wczorajsza rozmowa uświadomiła mi kilka pułapek, które stały za tą rutyną, jedną w którą wpadliśmy oboje. Co powiesz zatem, na herbatę przed służbą, którą jak rozumiem pełnisz w czasie jarmarku? Wstrzymuję dłonie by nie wpisać innego powodu niż chęć rozmowy i widzenia się z Tobą, wierząc, że nie potrzebujemy już więcej wymówek i pretekstów.
Moja propozycja nie stoi w żaden sposób z planami innego wyjścia, plan pozostaje w mocy. Dysponuję stałym miejscem w teatrze, które co prawda pozbawione jest dobrego widoku na scenę, ale z drugiej strony gwarantuje nieco więcej prywatności niż loże niżej osadzone. Zastanawia mnie tylko dobór obu lokacji na ten wieczór. Teatr i woda, choć rzeczywiście proste do skojarzenia z moimi oraz Twoimi upodobaniami, nie pokrywają się z tym co lubimy obaj wspólnie. Jestem ciekaw jaka myśl przyświecała Ci tej propozycji?
Dobrze było znów Cię zobaczyć,
Anthony