Cóż mógł odpowiedzieć, na jej zapewnienie? Czy podoła temu wyzwaniu, pokaże to dopiero przyszłość. Może i miał pełną, a nawet dużą w ilości rodzeństwa rodzinę, bogatą w dodatku, to czy odczuwało się w niej rodzicielskie wsparcie? W jego przypadku nie do końca. Choć Laurence się starał, ojciec przestał dostrzegać w nim jakby, idealnego syna. To jednak, z powodu swojej jednej innej decyzji, dokonanej przez siebie, na całe szczęście rodzic go nie wydziedziczył. Bo przecież, Laurence spodziewał się dziedzica. Liczył na syna. Małą istotę, która mogłaby pociągnąć dalej ich nazwisko, przedłużyć ród.
Również i on interesował się eliksirami. Ich wytwórstwem. Dlatego nie miał nic przeciwko udać się ze znajomą obejrzeć wystawę. Porozmawiać z innymi twórcami. Spojrzeć na pomysłowość młodszego od siebie pokolenia. A nawet zobaczyć, czego jeszcze mógłby nauczyć się od starszych.
Po wzięciu kawy, oboje skupili całą swoją uwagę na różnorodność flakoników. Większość zamknięta, zabutelkowana. Część była możliwa do przetestowania o delikatnym działaniu. Choćby podczas samego powąchania. Z kociołków wyłaniały się różnego koloru dymy czy poświaty. Warzono coś najpewniej na pokaz, jako dodatkowy element ekspozycji, zachęcający do podejścia.
Czy było coś, co by bardzo interesowało Lestrange’a? Najpewniej specyfiki medyczne. Aby bardziej angażować się jako uzdrowiciel. Choć nie w Mungu, to chociaż w Ministerstwie. Może samą obserwacją, zainspiruje się czymś?
Wyjątkowe składniki, także przykuwały uwagę. Laurence spojrzał na Lorraine, która równie zainteresowana bardzo była specyfikami, eliksirami. Bardzo interesowała się zagadnieniami tej tematyki. Nie zmieniło się to w niej, odkąd ją poznał.
Na jej słowa wyjaśnienia, uśmiechnął się lekko. Nie przykuwał do tego uwagi. Czy pachniał pracą, czy perfumami żony? Jak było naprawdę? Tylko on to wiedział.
- Możesz być spokojna. Moja amortencja, to nie płyn do dezynfekcji.Zapewnił ją krótkim zdaniem. Ale też nie potwierdzał, że mogły to być perfumy jego żony. Choć dużo pracował, to jedynie z tego względu, aby dużo zarobić. Aby mieć na utrzymanie domu i swojej rodziny. Która niebawem się powiększy o nowego potomka. Nie chciał żyć z pieniędzy rodziny, ze skrytki ojca. Dlatego wyprowadził się kupując dom ze swoich oszczędności. Brał każdą pracę, za jaką był wstanie otrzymać jakieś wynagrodzenie. Choćby te wykłady, jako zarobek dodatkowy.