On okrutny? Przecież na takiego nie wyglądał. Był, a raczej jest, dla niej bardzo miły, uprzejmy. Dotrzymał słowa i odkupił jej sukienkę. A nawet dwie! Teraz to ona trochę głupio się poczuła, że sprawa miała taki obrót. Czy może coś było na rzeczy? Musiała przestać bujać w myślach, bo przecież Rodolphus Piękny do niej mówił!
- Dobrze. Dziękuję raz jeszcze.Z rumieńcami, zgodziła się od razu na jego propozycję. Na przeprosiny i potraktowanie tej drugiej sukienki jako dodatkowy prezent przeprosinowy. Słów jej brakowało, aby wyrazić ten zachwyt. Nie będzie przecież w sklepie i na ulicy skakać z radości, rzucać się mu na szyję. Powinna się szanować, dobrze zachowywać. Wyleje z siebie tę całą radość w swoim pokoju.
Dziewczyna, choć młoda, nie miała pojęcia o tym, że cała ta sytuacja była zaplanowana. Gdy tylko zobaczyła jego nazwisko, wszystko przestało mieć znaczenie. Nawet logiczne myślenie i ostrożność.
”Dżentelmen…” – znów wróciła do swoich romantycznych myśli, kiedy Rodolphus otworzył jej drzwi. Na zewnątrz wyjaśnił jej sprawę z odbiorem sukienek. Nie mógł być przy ich odbiorze. Doskonale go rozumiała! I tak dużo dla niej zrobił. Zapłacił a to było także ważne.
Uprzejmie udzieliła odpowiedź zgody na jego propozycję. Bardzo chętnie będzie do niego pisać, skoro ma kolejną taką możliwość. Tylko, czy to nie zakończy ich serii spotkań? Kiedy te sukienki otrzyma już na swoją własność?
Na jego pytanie musiała się zastanowić. Kawiarnia, gdzie jest cicho. Dawno nie odwiedzała takich miejsc, kiedy miała swój mały kryzys młodzieńczy. Albo potrzebowała cichego miejsca do pracy w miejscu publicznym.
- Znam taką jedną. U końca Alei Horyzontalnej. W ciągu dnia raczej nie ma nikogo. Popołudniami jest średni ruch. Gdy chciałam być sama, to tam chodziłam. Mają pyszną kremową kawę. "Białe Drzewo". Tak się nazywa.Wyjaśniła, przypominając sobie także miejsce, gdzie mogła się znajdować. Czy to będzie mu odpowiadało? Mogą się tam udać i sam oceni.