22.12.2022, 16:36 ✶
Zapominał chyba, że oboje grają w tę grę. Że ona póki co jakoś tam znosiła jego szpile i uszczypliwości, ale w którymś momencie miarka się przebierze. I co wtedy? Czy wyglądała mu na cichą trusię? Ona też mogła mu zacząć uprzykrzać życie i tak bardzo jak ona się będzie męczyć musząc dołączyć do zespołu R, tak mogła sprawić, że on będzie się męczyć na samą myśl powrotu do domu. Czy tego chciała? Nie, bo to zajmowałoby zbyt dużo jej cennego czasu, ale jeśli się nie dogadają i nie wypracują jakiegoś konsensusu… To Victoria nie zawahałaby się przejść do ofensywy.
- Widzę, że nie zrozumiesz, więc nie będę tracić czasu i ci truć – tak, to był ten moment, jeden z wielu właściwie, kiedy powinien się zamknąć i ugryźć w język, ale płynął dalej. Więc i panienka Lestrange zagrała jego kartą, powiedziała dobitnie co na jego temat uważa i ucięła temat, bo nie prowadził do niczego sensownego. - Nigdy nie dałam im powodu, by dumni nie byli – jak już wspomniałam, Victoria trochę zadzierała nosa, ale sama była dumna ze swoich osiągnięć i nie zamierzała się ich wstydzić, wiec było jak było. Saurielowi mogło się to nie podobać… Ale zaczęli znajomość tak a nie inaczej, n a pierwsze wrażenie było już trochę za późno, i Victoria wzięła sprawy w swoje ręce, by mieć chociaż trochę przestrzeni dla siebie. - Nie, po prostu usiłujesz mnie znowu obrazić, a ja ci sugeruję, żebyś spojrzał na siebie, bo jesteś nie lepszy – ciagle się przywalał do niej i do jej priorytetów a sam co… Zaprotestował? Nie. Nadal grzecznie wykonywał przykazania rodziców, a przecież gdyby chciał, to mógłby się zbuntować. Efekt byłby pewnie właśnie taki jak opisała Victoria, ale ciągle oceniał ją, a zapominał o sobie. I to ją irytowało.
Nastała pełna niezręczności cisza, albo to tylko ona ją tak odebrała, w której przywołała do siebie kelnera i poprosiła o jeszcze jedną lampkę wina, ale też o coś do jedzenia. To był taki wybieg. Jak będzie jadła, to nie będzie musiała mu odpowiadać, proste.
- Nie znam takiego domu – odparła mu nadal urażona. Rybka nie połknęła haczyka.
- Widzę, że nie zrozumiesz, więc nie będę tracić czasu i ci truć – tak, to był ten moment, jeden z wielu właściwie, kiedy powinien się zamknąć i ugryźć w język, ale płynął dalej. Więc i panienka Lestrange zagrała jego kartą, powiedziała dobitnie co na jego temat uważa i ucięła temat, bo nie prowadził do niczego sensownego. - Nigdy nie dałam im powodu, by dumni nie byli – jak już wspomniałam, Victoria trochę zadzierała nosa, ale sama była dumna ze swoich osiągnięć i nie zamierzała się ich wstydzić, wiec było jak było. Saurielowi mogło się to nie podobać… Ale zaczęli znajomość tak a nie inaczej, n a pierwsze wrażenie było już trochę za późno, i Victoria wzięła sprawy w swoje ręce, by mieć chociaż trochę przestrzeni dla siebie. - Nie, po prostu usiłujesz mnie znowu obrazić, a ja ci sugeruję, żebyś spojrzał na siebie, bo jesteś nie lepszy – ciagle się przywalał do niej i do jej priorytetów a sam co… Zaprotestował? Nie. Nadal grzecznie wykonywał przykazania rodziców, a przecież gdyby chciał, to mógłby się zbuntować. Efekt byłby pewnie właśnie taki jak opisała Victoria, ale ciągle oceniał ją, a zapominał o sobie. I to ją irytowało.
Nastała pełna niezręczności cisza, albo to tylko ona ją tak odebrała, w której przywołała do siebie kelnera i poprosiła o jeszcze jedną lampkę wina, ale też o coś do jedzenia. To był taki wybieg. Jak będzie jadła, to nie będzie musiała mu odpowiadać, proste.
- Nie znam takiego domu – odparła mu nadal urażona. Rybka nie połknęła haczyka.