Pojawiła się na miejscu, gdy tylko doszły do nich słuchy o wypadku. Często bywała w mugolskim Londynie, całkiem zabawne, że ze swoim podejściem do tej części ludzkości skończyła pracując z niemagicznymi dosyć często. Trochę ją to brzydziło, ale przywykła do ich obecności. Musiała wykonywać swoje obowiązki bardzo dokładnie, aby nie wzbudzać podejrzeń, nie mogła się rzucać w oczy, wyróżniać, nie najgorzej jej szło ubieranie maski osoby zatroskanej losem mugoli. Czyściła im pamięć, w tym była dobra, na tym się znała. Naprawiała świat, aby nie mieli świadomości o tym, że magia istnieje, szkoda, gdyby tylko wiedzieli wtedy zaczęliby się ich bać, czuliby, że są nic nie warci, że są niższą kastą społeczną. Czarodzieje już dawno powinni przejąć władzę nad całym światem, wierzyła w to, że niedługo się to stanie, w końcu wreszcie pojawił się ktoś taki jak Voldemort, który nie zamierzał chować się po kątach, tylko osiągnąć to, co należało im się od lat.
Słyszała, że to nie był pierwszy podobny przypadek. W biurze wspominali coś o wybuchającej figurce pieska, czy raczej Ponuraka, symbolu nadchodzącego nieszczęścia. Nie miała pojęcia w jaki sposób znalazł się w rękach mugoli, może ktoś przypadkowo im to sprzedał, może celowo? Rozwiązań było wiele, jednak w jej obowiązkach nie należało szukanie winnego. Ona miała tutaj tylko sprzątać.
Dom faktycznie nie wyglądał najlepiej, wpatrywała się w dym dłuższą chwilę, zadowolona, lubiła patrzeć, jak świat płonie, później weszła do środka. Czekała, aż pojawi się ktoś z funkcjonariuszy, kto przesłucha świadków. Wiedziała, że nie powinna czyścić im pamięci, nim nie dojdzie do ustalenia, co właściwie się tutaj stało. Musiała być cierpliwa, później będzie mogła przejść do rzeczy.
Minęła chwila, nim zauważyła aurora. Kojarzyła go z gazet, pisali o kilku osobach, które znalazły się w limbo z jej ukochanym kuzynem Lou, tyle, że akurat jego tożsamość nie była znana.
- Są w sypialni, nieco wystraszeni. - Przeszła do rzeczy, jednak wróciła do początku, bo również wypadało się przedstawić. - Bellatrix Black. - Nie sądziła, że ją zna, nie kojarzyła Stewarda z żadnych spędów dla czystokrwistych, więc pewnie i on nie znał jej, twarz była może znajoma, ale nic więcej, nie mieli chyba okazji współpracować.
- Ktoś z BUMu, tak przepytywał go, nie czyściliśmy im pamięci, bo kazali nam czekać na kogoś bardziej kompetentnego, jak mniemam to pan. - Dodała grzecznie, uśmiechając się przy tym raczej nieśmiało.