10.05.2024, 00:24 ✶
— Jeśli to dzieło jednej i tej samej osoby... Całkiem możliwe, chyba że nie wykorzystywał aktywnie pozyskanej z czaszki energii magicznej — wyjaśnił Sebastian. — Nie bardzo wiem, jak potoczyło się śledztwo Stewarda i Longbottom. W dużej mierze po prostu załatwiłem swoje sprawy i pozwoliłem im domknąć wszystko na własną rękę. Nie jestem Aurorem. — Wzruszył sztywno ramionami. — Jeśli czerpał na odległość energię bezpośrednio z artefaktu, to na pewno wyczuł ograniczony, a następnie przerwany transfer mocy. Jeśli zaś energia była przekazywana do innego artefaktu, który służył mu za ''magazyn'' to... Zależy, jak często go sprawdzał.
Przez stosunkowo długi czas jego znajomość z Longbottom ograniczała się do spotkań stricte zawodowych, a widząc, jak towarzyska jest to czarownica, Sebastian wolał nie zachęcać jej do tego, aby spędzała całe dnie w jego biurze. Wystarczyło, że wpraszała się tam bez zapowiedzi, ilekroć miała jakiś problem, który dotyczył duchów, opętanych lub egzorcyzmów. W ostatnich dniach sytuacja ta uległa nieco zmianie. Przez zaangażowanie się w sprawę Zimnych, Macmillan coraz bardziej rozważał nieco szerzej zakrojoną współpracę z młodą czarownicą z Doliny.
— Wierzę, że przy konstrukcji artefaktu wykorzystano mocne zaklęcia splatające nici poszczególnych zaklęć. Zamykanie kilku dusz w jednym naczyniu nie jest standardową praktyką, bo przy odpowiednim nacisku ze strony samych dusz, może dojść do przeładowania — tłumaczył dalej Macmillan. — Więc, żeby utrzymać je w miejscu, musiał włożyć w to naprawdę dużo wysiłku i cierpliwości, co by czaszka nie pękła od nadmiaru energii. To chyba można uznać za zabezpieczenie. Poza tym chyba nie spodziewał się, że ktokolwiek będzie babrał się w mokradłach z takim... zapałem.
Może wynikało to z przeświadczenia, że ludziom w znacznej większości zależało przede wszystkim na własnej skórze? Jeśli czarnoksiężnik cechował się takim tokiem myślenia, to mogło mu nawet nie przyjść do głowy, że na bagna zawitają wysłannicy Ministerstwa Magii, którzy faktycznie zainteresują się sprawą. Jeśli to faktycznie ktoś od poprzedniej czaszki, to dwa razy się pomylił, pomyślał zaniepokojony Macmillan, wychodząc za Isaaciem i Peregrinusem przed chatę Owena. Ministerstwo Magii, wysłannicy Szpitala św. Munga, badacz historii czarodziejów, dzieje tych okolic... To wszystko było przedziwne.
I wszystko wskazywało na to, że to w ruinach czeka na nich trop, co do tego, co właściwie się tutaj działo. Najpierw jednak trójka czarodziejów udała się w stronę głównego budynku ośrodka Windermere, aby tam pozostawić odpowiednią notkę dla czarodziejów, którzy mogli chcieć udzielić im ewentualnego wsparcia. Lub powiadomić o przełomie w sprawie. A kto wie, może nawet sam Owen raczy wyłonić się z lasu cały i zdrowy i postanowi znaleźć swojego młodsza krewniaka? Eh, oby Matka im wszystkim sprzyjała.
Przez stosunkowo długi czas jego znajomość z Longbottom ograniczała się do spotkań stricte zawodowych, a widząc, jak towarzyska jest to czarownica, Sebastian wolał nie zachęcać jej do tego, aby spędzała całe dnie w jego biurze. Wystarczyło, że wpraszała się tam bez zapowiedzi, ilekroć miała jakiś problem, który dotyczył duchów, opętanych lub egzorcyzmów. W ostatnich dniach sytuacja ta uległa nieco zmianie. Przez zaangażowanie się w sprawę Zimnych, Macmillan coraz bardziej rozważał nieco szerzej zakrojoną współpracę z młodą czarownicą z Doliny.
— Wierzę, że przy konstrukcji artefaktu wykorzystano mocne zaklęcia splatające nici poszczególnych zaklęć. Zamykanie kilku dusz w jednym naczyniu nie jest standardową praktyką, bo przy odpowiednim nacisku ze strony samych dusz, może dojść do przeładowania — tłumaczył dalej Macmillan. — Więc, żeby utrzymać je w miejscu, musiał włożyć w to naprawdę dużo wysiłku i cierpliwości, co by czaszka nie pękła od nadmiaru energii. To chyba można uznać za zabezpieczenie. Poza tym chyba nie spodziewał się, że ktokolwiek będzie babrał się w mokradłach z takim... zapałem.
Może wynikało to z przeświadczenia, że ludziom w znacznej większości zależało przede wszystkim na własnej skórze? Jeśli czarnoksiężnik cechował się takim tokiem myślenia, to mogło mu nawet nie przyjść do głowy, że na bagna zawitają wysłannicy Ministerstwa Magii, którzy faktycznie zainteresują się sprawą. Jeśli to faktycznie ktoś od poprzedniej czaszki, to dwa razy się pomylił, pomyślał zaniepokojony Macmillan, wychodząc za Isaaciem i Peregrinusem przed chatę Owena. Ministerstwo Magii, wysłannicy Szpitala św. Munga, badacz historii czarodziejów, dzieje tych okolic... To wszystko było przedziwne.
I wszystko wskazywało na to, że to w ruinach czeka na nich trop, co do tego, co właściwie się tutaj działo. Najpierw jednak trójka czarodziejów udała się w stronę głównego budynku ośrodka Windermere, aby tam pozostawić odpowiednią notkę dla czarodziejów, którzy mogli chcieć udzielić im ewentualnego wsparcia. Lub powiadomić o przełomie w sprawie. A kto wie, może nawet sam Owen raczy wyłonić się z lasu cały i zdrowy i postanowi znaleźć swojego młodsza krewniaka? Eh, oby Matka im wszystkim sprzyjała.
Koniec sesji