10.05.2024, 09:45 ✶
Ramiona Perseusa uniosły się i opadły w cichym westchnieniu. Komunikację z selkie całkowicie pozostawił Laurentowi - nie dlatego, że jako jedyny potrafił przetłumaczyć na ludzki język to, co wydawało mu się piskiem, lecz przez to, iż zdawało mu się, że Prewett wzbudzi w tej istocie więcej zaufania, niż on; wyglądający jak śmierć. Przecież... Przecież nawet ten, którego bezgranicznie kochał, patrzył na niego w taki sposób, jakby obawiał się, że zaraz wyjmie ostrze i zdejmie z foki jej piękne futro, by sprzedać je gdzieś na Nokturnie.
Chciał ją pogładzić po boku - czule, uspokajająco - ale cofnął w dłoń w obawie przed tym, jak zostanie to odebrane. Wyprostował się, gdy Laurent zaczął mówić o niszczycielskiej sile śpiewu trytonów. Jego wzrok znów powędrował w stronę tafli wody. Utopić ludzi, zwrócić ich przeciwko sobie. Czy właśnie Laurent nie był zwrócony przeciwko Perseusowi? Czy nie widział wiszącej nad nim czerni? Nie, to zbyt śmiała myśl. Gdyby stał się ofiarą tych głębinowych stworzeń, czy nie okazywałby swej nieufności wszystkim, a nie tylko jemu?
— Jest jakiś sposób, by ochronić się przed ich śpiewem? — zwrócił się bardziej w eter, aniżeli do konkretnej osoby. Niewiele wiedział o trytonach, a ta licha wiedza z czasów szkolnych została jeszcze przepuszczona przez sito czasu i niepamięci. A potem uśmiechnął się głupio, bo przyszło mu do głowy, żeby osuszyć całe jezioro i pozwolić zbuntowanym trytonom wyschnąć na wiór, co same w sobie było niemądre.
Wpatrywał się w Laurenta, gdy ten wypowiadał piękne słowa o bronieniu mieszkańców wody (to nieprawda, dobrze wiesz, że większość czarodziejów ma w głębokim poważaniu trytony, zaoponował w myślach) i zanotował w pamięci, że selkie ma na imię Ciril.
— Musimy jakoś przenieść go do łodzi — tym razem mówił już do wszystkich, bowiem każda para rąk była w tej chwili potrzebna. Nie wiedział, ile dokładnie waży foka, ale domyślał się, że przekracza to możliwości nawet Geradline. Stadem, jak powiedział Laurent.
Chciał ją pogładzić po boku - czule, uspokajająco - ale cofnął w dłoń w obawie przed tym, jak zostanie to odebrane. Wyprostował się, gdy Laurent zaczął mówić o niszczycielskiej sile śpiewu trytonów. Jego wzrok znów powędrował w stronę tafli wody. Utopić ludzi, zwrócić ich przeciwko sobie. Czy właśnie Laurent nie był zwrócony przeciwko Perseusowi? Czy nie widział wiszącej nad nim czerni? Nie, to zbyt śmiała myśl. Gdyby stał się ofiarą tych głębinowych stworzeń, czy nie okazywałby swej nieufności wszystkim, a nie tylko jemu?
— Jest jakiś sposób, by ochronić się przed ich śpiewem? — zwrócił się bardziej w eter, aniżeli do konkretnej osoby. Niewiele wiedział o trytonach, a ta licha wiedza z czasów szkolnych została jeszcze przepuszczona przez sito czasu i niepamięci. A potem uśmiechnął się głupio, bo przyszło mu do głowy, żeby osuszyć całe jezioro i pozwolić zbuntowanym trytonom wyschnąć na wiór, co same w sobie było niemądre.
Wpatrywał się w Laurenta, gdy ten wypowiadał piękne słowa o bronieniu mieszkańców wody (to nieprawda, dobrze wiesz, że większość czarodziejów ma w głębokim poważaniu trytony, zaoponował w myślach) i zanotował w pamięci, że selkie ma na imię Ciril.
— Musimy jakoś przenieść go do łodzi — tym razem mówił już do wszystkich, bowiem każda para rąk była w tej chwili potrzebna. Nie wiedział, ile dokładnie waży foka, ale domyślał się, że przekracza to możliwości nawet Geradline. Stadem, jak powiedział Laurent.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory