10.05.2024, 17:11 ✶
Nie, nie, nie. Absolutnie nie. Nie to miał na myśli. On przecież próbował dać jej znać, że nie jest zainteresowany planowaniem kolejnym dwudziestu lat życia z nią w pięć sekund, a ona pewnie już myślała, do którego sanatorium pojadą na starość.
I jeszcze pewnie jakie pasujące kardigany by nosili.
Zerknął nieco niepewnie na opierająca się o niego czarownicę, czując jak jego mięśnie nagle się spinają, jakby na ramieniu zamiast kobiecej głowy, ktoś położył mu tykającą bombę. Nagle jego chęci na podziwianie kobiecego ciała dzisiejszej nocy, były takie same, jak wtedy, gdy przez cały dzień użerał się z tym nieszczęsnym przypadkiem przeklętego biustu u jednej z pacjentek – czyli zerowe.
– Nie. Nie o to mi chodziło – powiedział, wciąż starając się być w swoich słowach delikatnym.
Na całe szczęście został wybawiony z tej opresji. Co prawda uratowała go osoba, która być może była jego klątwą i to wymagającą szybkiej opieki medycznej, ale coś czuł, że po tym wszystkim wyślę Brennie coś na podziękowanie.
Było źle. Czarownica chyba nie do końca kontaktowała, a tak poza tym to miała w sobie sztylet.
– Brenno – powiedział delikatnie, ostrożnie kucając przy niej, gdy tak półleżąco opierała się o ścianę. Swoją drogą to była jedna z jego ulubionych scian do opierania się, gdy sam źle się czuł. Bardzo dobra i wygodna. I prowadząca wprost pod jego drzwi. – To ja Basilius. Zaraz ci pomogę, dobrze?Mów do mnie. Co się stało? Czemu uważasz, że potrzebujesz klątwołamacza?
Podniósł się z ziemi i zerknął na Francescę, która złapała go ponownie za ramię i pokręcił głową .
– Nie ma czasu by kogoś ściągać – stwierdził, wysuwając się z objęć czarownicy, by zdjąć swój płaszcz, by narzucił go na Brennę. – A przecież nie podam jej jedynie eliksiru bez dalszej pomocy. Chodź przeniesiemy ją do mnie. Pomożesz mi? – Nie ważne, co postanowiła Francesca Basilius spróbował ostrożnie pomóc Brennie dotrzeć do klatki schodowej.
I jeszcze pewnie jakie pasujące kardigany by nosili.
Zerknął nieco niepewnie na opierająca się o niego czarownicę, czując jak jego mięśnie nagle się spinają, jakby na ramieniu zamiast kobiecej głowy, ktoś położył mu tykającą bombę. Nagle jego chęci na podziwianie kobiecego ciała dzisiejszej nocy, były takie same, jak wtedy, gdy przez cały dzień użerał się z tym nieszczęsnym przypadkiem przeklętego biustu u jednej z pacjentek – czyli zerowe.
– Nie. Nie o to mi chodziło – powiedział, wciąż starając się być w swoich słowach delikatnym.
Na całe szczęście został wybawiony z tej opresji. Co prawda uratowała go osoba, która być może była jego klątwą i to wymagającą szybkiej opieki medycznej, ale coś czuł, że po tym wszystkim wyślę Brennie coś na podziękowanie.
Było źle. Czarownica chyba nie do końca kontaktowała, a tak poza tym to miała w sobie sztylet.
– Brenno – powiedział delikatnie, ostrożnie kucając przy niej, gdy tak półleżąco opierała się o ścianę. Swoją drogą to była jedna z jego ulubionych scian do opierania się, gdy sam źle się czuł. Bardzo dobra i wygodna. I prowadząca wprost pod jego drzwi. – To ja Basilius. Zaraz ci pomogę, dobrze?Mów do mnie. Co się stało? Czemu uważasz, że potrzebujesz klątwołamacza?
Podniósł się z ziemi i zerknął na Francescę, która złapała go ponownie za ramię i pokręcił głową .
– Nie ma czasu by kogoś ściągać – stwierdził, wysuwając się z objęć czarownicy, by zdjąć swój płaszcz, by narzucił go na Brennę. – A przecież nie podam jej jedynie eliksiru bez dalszej pomocy. Chodź przeniesiemy ją do mnie. Pomożesz mi? – Nie ważne, co postanowiła Francesca Basilius spróbował ostrożnie pomóc Brennie dotrzeć do klatki schodowej.