10.05.2024, 20:38 ✶
Wysyłanie listów nie było najlepszym pomysłem. To, o czym chciał porozmawiać z Laurentem, wymagało spotkania w cztery oczy i dokładnego omówienia szczegółów. Tym razem postanowili spotkać się więc na “terenie” Prewetta. Isaac ciekawy był otoczenia w jakim chłopak żył. Na ostatnim spotkaniu nie mieli wiele czasu żeby porozmawiać, więc może tym razem uda im się wymienić coś więcej niż tylko ślinę oraz inne płyny? Miło by było móc pogawędzić i lepiej się poznać. Bagshot był bardzo ciekawy każdego napotkanego na swojej drodze człowieka, a Laurent był naprawdę interesujący.
Pogoda dopisywała, okolica była urokliwa, więc nastrój Isaaca jak zwykle był wyborny. New Forest znajdowało się nad morzem, więc tym razem ubrał na głowę słomkowy kapelusz, białą koszulę w granatowe kotwice oraz czarne, proste spodnie. Chciał się poczuć jak na wakacjach i pasować do klimatu. Myślał nawet, żeby założyć kapelusz mugolskiego kapitana statku, ale w ostatnim momencie dał sobie spokój!
Teleportował się przy leśnej ścieżce, gdzie polecił mu Laurent. Miał tam na niego czekać, jednak Isaac nie zobaczył żywej duszy. Odczekał więc kilka minut podziwiając leśne widoki, aż w końcu stwierdził, że przejdzie się drogą i może w końcu na siebie wpadną. Tak się jednak nie stało. Doszedł do końca ścieżki i zobaczył ogrodzony wybieg dla koni, oraz usłyszał budzące niepokój rżenie. Idąc wzdłuż ogrodzenia, czuł że coś było nie tak. Zwierzęta... wyglądały nie jak konie, a jak coś upiornego! Coś się z nimi stało, ale jego mózg nie potrafił się przestawić i z początku nie rozumiał tego na co patrzył. Przystanął, opierając dłoń na drewnianej belce oddzielającej stadninę od reszty terenu.
- Co do cholery... - Szepnął sam do siebie i zbladł lekko. Takie widoki przypominały mu o tym, co widział we wspomnieniach czarodziejów oraz mugoli, którzy przeżyli obozy zagłady. Nieludzkie eksperymenty przeprowadzane na więźniach... cyganka wrzeszcząca nad swoimi dziećmi, które wytypowano do przerażającego eksperymentu. Nadal żywe, płaczące bliźniaki, zaledwie trzyletnie dzieci! bestialsko rozprute i połączone ze sobą plecami oraz żyłami. Zaropiałe rany, smród którego nie miał prawa czuć, ale mimo to dochodził do jego nozdrzy. I ta kobieta - matka tych dzieci, która na ich widok rzuciła się z rozpaczy na podłączone pod napięcie ogrodzenie... Isaac zmrużył oczy, przeskoczył przez płot i wyciągnął różdżkę. Najszybciej jak tylko mógł, podbiegł do Laurenta który klęczał przed zwierzęciem. Chciał nim szarpnąć i zapytać co to wszystko ma znaczyć, czy postradał zmysły?! Czy to jakieś chore eksperymenty którymi się zajmował? Czy Bagshot źle go ocenił? Nie, to niemożliwe. Prewett był wrażliwy i zraniony, miał miękkie serce i potrafił rozczulić się nad różami wokół których leżało kilka niedopałków od papierosów. Coś się musiało wydarzyć, coś przerażającego... i na pewno nie z jego winy!
-Laurent? Co tu się stało? - Isaac wstrzymał oddech i kucnął obok chłopaka, łapiąc go delikatnie za ramię. W drugiej dłoni kurczowo ściskał różdżkę.
Pogoda dopisywała, okolica była urokliwa, więc nastrój Isaaca jak zwykle był wyborny. New Forest znajdowało się nad morzem, więc tym razem ubrał na głowę słomkowy kapelusz, białą koszulę w granatowe kotwice oraz czarne, proste spodnie. Chciał się poczuć jak na wakacjach i pasować do klimatu. Myślał nawet, żeby założyć kapelusz mugolskiego kapitana statku, ale w ostatnim momencie dał sobie spokój!
Teleportował się przy leśnej ścieżce, gdzie polecił mu Laurent. Miał tam na niego czekać, jednak Isaac nie zobaczył żywej duszy. Odczekał więc kilka minut podziwiając leśne widoki, aż w końcu stwierdził, że przejdzie się drogą i może w końcu na siebie wpadną. Tak się jednak nie stało. Doszedł do końca ścieżki i zobaczył ogrodzony wybieg dla koni, oraz usłyszał budzące niepokój rżenie. Idąc wzdłuż ogrodzenia, czuł że coś było nie tak. Zwierzęta... wyglądały nie jak konie, a jak coś upiornego! Coś się z nimi stało, ale jego mózg nie potrafił się przestawić i z początku nie rozumiał tego na co patrzył. Przystanął, opierając dłoń na drewnianej belce oddzielającej stadninę od reszty terenu.
- Co do cholery... - Szepnął sam do siebie i zbladł lekko. Takie widoki przypominały mu o tym, co widział we wspomnieniach czarodziejów oraz mugoli, którzy przeżyli obozy zagłady. Nieludzkie eksperymenty przeprowadzane na więźniach... cyganka wrzeszcząca nad swoimi dziećmi, które wytypowano do przerażającego eksperymentu. Nadal żywe, płaczące bliźniaki, zaledwie trzyletnie dzieci! bestialsko rozprute i połączone ze sobą plecami oraz żyłami. Zaropiałe rany, smród którego nie miał prawa czuć, ale mimo to dochodził do jego nozdrzy. I ta kobieta - matka tych dzieci, która na ich widok rzuciła się z rozpaczy na podłączone pod napięcie ogrodzenie... Isaac zmrużył oczy, przeskoczył przez płot i wyciągnął różdżkę. Najszybciej jak tylko mógł, podbiegł do Laurenta który klęczał przed zwierzęciem. Chciał nim szarpnąć i zapytać co to wszystko ma znaczyć, czy postradał zmysły?! Czy to jakieś chore eksperymenty którymi się zajmował? Czy Bagshot źle go ocenił? Nie, to niemożliwe. Prewett był wrażliwy i zraniony, miał miękkie serce i potrafił rozczulić się nad różami wokół których leżało kilka niedopałków od papierosów. Coś się musiało wydarzyć, coś przerażającego... i na pewno nie z jego winy!
-Laurent? Co tu się stało? - Isaac wstrzymał oddech i kucnął obok chłopaka, łapiąc go delikatnie za ramię. W drugiej dłoni kurczowo ściskał różdżkę.