10.05.2024, 22:52 ✶
Życie ostatnio kierowało wszystko ciekawymi ścieżkami i musiał przyznać szczerze, że mało kiedy jakaś mu pasowała. Czy był wybredny? Bardzo. Nie ujmowało to jednak złośliwości losowi, który mógłby sobie czasem darować. Musiał jednak przetrwać pewne rzeczy, żyjąc nadzieją, że kiedyś będzie lepiej, bo musiało być lepiej, może nie za jego życia, ale jednak. Zaraz, to dotyczyło jego życia, chyba... Choć z drugiej strony nie było ono aż tak istotne.
Drzwi się otworzyły, a mętny wzrok od razu rozbłysł paniką. Nie... Nie poznał go? Pomylił się? Ma bliźniaka? Wiele było opcji, ale rozważał je w ciszy licząc, że może faktycznie to jedno wielkie nieporozumienie, ostatnio niewyraźni widzi, może to to?
Nie, przeliczył się. Nie mogło być tak dobrze jak na to liczył. Zaakceptowałby niezręczność swojej pomyłki, naprawdę. Nie został nią jednak pobłogosławiony.
Aż lekko wzdrygnął się na tak entuzjastyczne wypowiedzenie jego imienia. Zapamiętał go? Dziwny, kompletnie dziwny. Spotkali się ile? Raz? I pamięta imię? Już wiedział, że coś jest nie tak. Chociaż nie, chłopak sobie wszystko przecież zapisywał. Po co to robił? To na potrzeby tego, jak mu tam... Astolfa? Ashqifa? Czuł, jak ze stresu komórki mózgu zaczynają mu intensywnie wymierać, a nie miał ich dużo tak czy siak.
-Bagshot.-skinął mu głową uprzejmie. Czemu palnął do niego po nazwisku? No... Bag-shot. To kojarzył. Z imieniem niestety nie powiązał żadnego słowa i tak to właśnie wyszło. Przesunął się krok w bok robiąc mu więcej miejsca, w końcu nie był kimś kto miał prawo żądać więcej miejsca niż dostaje.
Zaraz po imieniu padły stwierdzenia i pytania, bez przerwy na odpowiedź, więc i na niektóre części tej odpowiedzi nie było.
-Nie, jest... dobrze. Tak, zwiedzam.-pokiwał głową sam sobie. No mamo, debil. Co to za wymówka? Zwiedza? Ministerstwo? Czy on oszalał? Już lepiej by było gdyby rzuci, że szuka toalety. Splótł dłonie ze sobą, z przodu ciała i zabujał się lekko na stopach, zaraz upominając się w myślach, że nie ma pięciu lat i powinien stać, jak dorosły człowiek. Rozplótł ręce tylko po to, aby spleść je ponownie, ale za plecami. Mało było to bezpieczne, w końcu poruszająca się winda nie była najstabilniejsza. Apropo stabilności.
Metalowa klatka nagle zaczęła dość szybko zwalniać, by w końcu utknąć w samym środku ciemności tajemniczych tras jej podróży. Spojrzał zdziwiony w górę, na drzwi, na Isaaca. Metal zazgrzytał, szczęknął głośno gdy windą szarpnęło.
-Pour l'amour de Dieu.-westchnął tylko ciężko pod nosem, przymykając oczy. Był poirytowany, jednak nie na długo, gdyż kolejne strzelenie metalu oraz nagłe uczucie niekontrolowanego spadania kompletnie go zajęły.
Drzwi się otworzyły, a mętny wzrok od razu rozbłysł paniką. Nie... Nie poznał go? Pomylił się? Ma bliźniaka? Wiele było opcji, ale rozważał je w ciszy licząc, że może faktycznie to jedno wielkie nieporozumienie, ostatnio niewyraźni widzi, może to to?
Nie, przeliczył się. Nie mogło być tak dobrze jak na to liczył. Zaakceptowałby niezręczność swojej pomyłki, naprawdę. Nie został nią jednak pobłogosławiony.
Aż lekko wzdrygnął się na tak entuzjastyczne wypowiedzenie jego imienia. Zapamiętał go? Dziwny, kompletnie dziwny. Spotkali się ile? Raz? I pamięta imię? Już wiedział, że coś jest nie tak. Chociaż nie, chłopak sobie wszystko przecież zapisywał. Po co to robił? To na potrzeby tego, jak mu tam... Astolfa? Ashqifa? Czuł, jak ze stresu komórki mózgu zaczynają mu intensywnie wymierać, a nie miał ich dużo tak czy siak.
-Bagshot.-skinął mu głową uprzejmie. Czemu palnął do niego po nazwisku? No... Bag-shot. To kojarzył. Z imieniem niestety nie powiązał żadnego słowa i tak to właśnie wyszło. Przesunął się krok w bok robiąc mu więcej miejsca, w końcu nie był kimś kto miał prawo żądać więcej miejsca niż dostaje.
Zaraz po imieniu padły stwierdzenia i pytania, bez przerwy na odpowiedź, więc i na niektóre części tej odpowiedzi nie było.
-Nie, jest... dobrze. Tak, zwiedzam.-pokiwał głową sam sobie. No mamo, debil. Co to za wymówka? Zwiedza? Ministerstwo? Czy on oszalał? Już lepiej by było gdyby rzuci, że szuka toalety. Splótł dłonie ze sobą, z przodu ciała i zabujał się lekko na stopach, zaraz upominając się w myślach, że nie ma pięciu lat i powinien stać, jak dorosły człowiek. Rozplótł ręce tylko po to, aby spleść je ponownie, ale za plecami. Mało było to bezpieczne, w końcu poruszająca się winda nie była najstabilniejsza. Apropo stabilności.
Metalowa klatka nagle zaczęła dość szybko zwalniać, by w końcu utknąć w samym środku ciemności tajemniczych tras jej podróży. Spojrzał zdziwiony w górę, na drzwi, na Isaaca. Metal zazgrzytał, szczęknął głośno gdy windą szarpnęło.
-Pour l'amour de Dieu.-westchnął tylko ciężko pod nosem, przymykając oczy. Był poirytowany, jednak nie na długo, gdyż kolejne strzelenie metalu oraz nagłe uczucie niekontrolowanego spadania kompletnie go zajęły.