22.12.2022, 19:01 ✶
Że były to mądre słowa to wiedziała, ale co z tego? Jeszcze druga strona musiała chcieć współpracować, a póki co widziała u Sauriela chęć do dokładnie czegoś odwrotnego. Nie chciał prowadzić normalnych rozmów, nie chciał się z nią nawet trochę poznać i to zaczynając od takich podstaw w stylu no nie wiem, data urodzenia, znak zodiaku, liczba drogi życia. Czym dokładnie się zajmuje obecnie, co robiła wcześniej i co lubi robić w wolnym czasie. Od tego można by wyjść i jakoś… zacząć to sobie wszystko układać, nie? Móc coś o drugiej stronie powiedzieć, a w przyszłości wiedzieć czego się po sobie spodziewać. A tu nie. Nie, w ogóle od dupy strony zaczęli tę znajomość; zamiast neutralnie to od razu tak, że się odechciewało spędzać czas we własnym towarzystwie. A przecież będą musieli go spędzać więcej. Nie?
- Co to? – ona zadała konkretne dwa pytania i w odpowiedzi dostała… to. No. Coś tam wymruczał pod nosem. Jakieś rymy, poezja chyba. Victoria się w niej nie zaczytywała, nie miała na to czasu, walała konkrety, a nie bujanie w obłokach. Ale gładko się to pokrywało ze stwierdzeniem Anny Rookwood, że Sauriel jest romantykiem. Heh. No może miał jakieś tam zalążki, na pewno większe, niż ona sama, a przynajmniej tak o sobie myślała. - Moja rodzina od strony matki opiekuje się wielką biblioteką, więc mam to po prostu we krwi – w końcu jej matka była od Parkinsonów. Prowadzili ogromną magiczną bibliotekę Maeve. Dlatego to, co powiedział, nie było żadną obrazą. Było poniekąd komplementem. - W książkach jest spisane samo życie. Myślisz, że przeżywamy coś nowego? Nie. To wszystko już było. Zresztą co w tym złego, albo nieciekawego? Dla mnie to było bardzo ciekawe. Opieka nad kwiatami zresztą też, a one są całkiem żywe – może myślał, ze ta gadka o kwiatach ostatnio była na pokaz, ale nie, Victoria naprawdę kochała kwiaty, rośliny w ogóle. W szkole strasznie jej się podobało zielarstwo, a tak wiele osób gardziło tym przedmiotem. Błąd. - Gdyby mi się chciało, to byś się nigdy nie połapał – ale jej się nie chciało. Ostatnio, wtedy, na tym zapoznaniu – wtedy się starała, ale nie do końca, była wzięta z zaskoczenia. Dzisiaj dałaby radę zamaskować swoje emocje… ale po co miała kryć swoje niezadowolenie?
- Po prostu zapytałam. Mogłeś powiedzieć, że nie chce ci się jeść, nie moja sprawa. Nie musisz robić scenek, serio. Poza tym nazywam się Victoria, a nie klacz, nie żaba, nie księżniczka, nie królewna i z pewnością nie dzidzia. Przestań mnie mierzyć swoją miarą z łaski swojej - bo jak dzidzia, i to w dodatku rozwydrzona, to zachowywał się tutaj on.
- Co to? – ona zadała konkretne dwa pytania i w odpowiedzi dostała… to. No. Coś tam wymruczał pod nosem. Jakieś rymy, poezja chyba. Victoria się w niej nie zaczytywała, nie miała na to czasu, walała konkrety, a nie bujanie w obłokach. Ale gładko się to pokrywało ze stwierdzeniem Anny Rookwood, że Sauriel jest romantykiem. Heh. No może miał jakieś tam zalążki, na pewno większe, niż ona sama, a przynajmniej tak o sobie myślała. - Moja rodzina od strony matki opiekuje się wielką biblioteką, więc mam to po prostu we krwi – w końcu jej matka była od Parkinsonów. Prowadzili ogromną magiczną bibliotekę Maeve. Dlatego to, co powiedział, nie było żadną obrazą. Było poniekąd komplementem. - W książkach jest spisane samo życie. Myślisz, że przeżywamy coś nowego? Nie. To wszystko już było. Zresztą co w tym złego, albo nieciekawego? Dla mnie to było bardzo ciekawe. Opieka nad kwiatami zresztą też, a one są całkiem żywe – może myślał, ze ta gadka o kwiatach ostatnio była na pokaz, ale nie, Victoria naprawdę kochała kwiaty, rośliny w ogóle. W szkole strasznie jej się podobało zielarstwo, a tak wiele osób gardziło tym przedmiotem. Błąd. - Gdyby mi się chciało, to byś się nigdy nie połapał – ale jej się nie chciało. Ostatnio, wtedy, na tym zapoznaniu – wtedy się starała, ale nie do końca, była wzięta z zaskoczenia. Dzisiaj dałaby radę zamaskować swoje emocje… ale po co miała kryć swoje niezadowolenie?
- Po prostu zapytałam. Mogłeś powiedzieć, że nie chce ci się jeść, nie moja sprawa. Nie musisz robić scenek, serio. Poza tym nazywam się Victoria, a nie klacz, nie żaba, nie księżniczka, nie królewna i z pewnością nie dzidzia. Przestań mnie mierzyć swoją miarą z łaski swojej - bo jak dzidzia, i to w dodatku rozwydrzona, to zachowywał się tutaj on.