11.05.2024, 02:19 ✶
– Umh. Już i tak mieliśmy dużo szczęścia, że te ptaki pojawiły się przy pacjentach – I kto wie? Może Dolores przyda się taka Florence, która zdeterminowana, by zakońcszopkę szopkę przy okazji wyjaśni jej czemu Fabian nie jest dla niej. Lub jeszcze lepiej. Wyjaśni Fabianowi czemu ma przestać być sobą. Eh... A podobno to jemu trafiały się złe randki.
Czyżby ten dziwny grymas na twarzy Florence to był jakiś cień szybko zabitego uśmiechu? Prewett nie miał wątpliwości, że męczenie biednych współpracowników sprawiało czarownicy jakąś, nawet najmniejsza radość.
– Potwór – wyszeptał jedynie rozbawiony. Może niepotrzebnie radził sobie z niektórymi irytującymi ludźmi sam. Może po prostu należało na nich wszystkich nasłać Flo.
Podobnie jak kuzynka przyspieszył jeszcze bardziej kroku, samemu jednak również nie biegnąc, zwłaszcza że gdy tylko dotarli do panny Stacey, nieznacznie poczuł, że szybkie wchodzenie po schodach było jednak wredne.
Tak, zdecydowanie właśnie patrzyli na burzę. Burze na oddziale. Takie zjawisko pogodowe.
– Klątwa żywiołów – wyrzucił z siebie jednocześnie z drugą uzdrowicielką, gdy wysłuchiwali tłumaczeń panny Stacey. Nie wygladało to dobrze, zwłaszcza, że klątwą żywiołów miała to do siebie, że nie dało się machnąć różdzką i mieć ją z głowy. W ogóle nie dało się mieć jej z głowy. Zerknął na Florence.
– To co? Spróbujmy najpierw jakkolwiek zaplanować nad burzą, a potem zajmiemy się uspokajaniem pana Clarka? – Wątpił, czy w tym momencie udałoby im się zrobić cokolwiek bez rozpędzenia chmur. Zwłaszcza, że pan Clark nieszczególnie był w nastroju do współpracy.
Czyżby ten dziwny grymas na twarzy Florence to był jakiś cień szybko zabitego uśmiechu? Prewett nie miał wątpliwości, że męczenie biednych współpracowników sprawiało czarownicy jakąś, nawet najmniejsza radość.
– Potwór – wyszeptał jedynie rozbawiony. Może niepotrzebnie radził sobie z niektórymi irytującymi ludźmi sam. Może po prostu należało na nich wszystkich nasłać Flo.
Podobnie jak kuzynka przyspieszył jeszcze bardziej kroku, samemu jednak również nie biegnąc, zwłaszcza że gdy tylko dotarli do panny Stacey, nieznacznie poczuł, że szybkie wchodzenie po schodach było jednak wredne.
Tak, zdecydowanie właśnie patrzyli na burzę. Burze na oddziale. Takie zjawisko pogodowe.
– Klątwa żywiołów – wyrzucił z siebie jednocześnie z drugą uzdrowicielką, gdy wysłuchiwali tłumaczeń panny Stacey. Nie wygladało to dobrze, zwłaszcza, że klątwą żywiołów miała to do siebie, że nie dało się machnąć różdzką i mieć ją z głowy. W ogóle nie dało się mieć jej z głowy. Zerknął na Florence.
– To co? Spróbujmy najpierw jakkolwiek zaplanować nad burzą, a potem zajmiemy się uspokajaniem pana Clarka? – Wątpił, czy w tym momencie udałoby im się zrobić cokolwiek bez rozpędzenia chmur. Zwłaszcza, że pan Clark nieszczególnie był w nastroju do współpracy.