Niosąc w dłoniach pudełko z truchłem noża, metalową, powyginaną rzeźbą, która tylko nieco przypominała swoją pierwotną formę, nie czuł już nic oprócz przyjemnego mrowienia satysfakcji z udanego działania. Przełożył pudełko tak, aby nieść je na jednym przedramieniu, od spodu; główny ciężar stanowiło wlansie ono, dociążone zabezpieczeniami i grubymi, antymagicznymi zasłonami. Ulga, że jedna rzecz została odhaczona, przyjęła formę zmęczenia w ciele, ale i zadowolenia.
— Co to za wakacje bez przygody. Czasami warto sobie przypomnieć, że się żyje — mrugnął do niej i wolną rękę zarzucił jej na ramiona i przyciągnął w uścisku do siebie, nie przejmując się, że oboje trochę śmierdzieli resztkami mrocznej magii, która opadła na nich i potrzebowali prysznica. — Dobra jesteś w te klocki. Całą organizację i poszukiwanie tej wyspy. Jestem dumny, na prawdę. Może spróbuję cię ukraść do Departamentu Tajemnic.
Zażartował. Oczywiście, że żartował. Śmiertelność w BUM-ie nie była aż tak wysoka, nawet jeżeli się podniosła od czasu wybuchu wojny z Voldemortem, natomiast wielu czarodziejów z obsydianowych korytarzy pozostawało w Lecznicy Dusz lub umierało w prawdziwie tragicznych sytuacjach. Niektórzy mówili, że jego staż pracy zaczyna zakrawać o cud, na co śmiał się i parafrazował swojego przyjaciela: Jestem gatunkiem natywnym, endemitem, oni przychodzą do pracy, ja jestem u siebie.
Ucałował ją w skroń i wypuścił.
— W takim razie możesz uznać, że rubryka towarzysko-plotkarska jest zajęta przeze mnie. Dowiesz się, jeśli będzie coś ciekawego. I mówię poważnie, pakuj strój kąpielowy, wygodne spodnie i... W sumie nie wiem, czego potrzebujemy do Kambodży, ale może nam odpowie na pytania dotyczące Zimnych.
Potaknął i skierowali się dziarskim krokiem ku Warowni. Uwielbiał Dolinę, była jego domem, miejscem, z którego wyrósł, korzeniami, sięgającymi głęboko w niego. Jednak w Warowni robiło się dla niego za tłoczno, zauważył to po powrocie z delegacji. Oczywiście nadal musieli spodziewać się go przynajmniej dwa razy w tygodniu, Morpheus mógł być w duszy kukułką, ale powracał do swojego gniazda, gdzie jaśniała konstelacja jego lojalności i miłości. Oprócz niej tylko dwie mniejsze iskry na horyzoncie i Gwiazda Północna. Ah, ta odwaga wszechświata.
— Malwa robi właśnie gulasz z królika. Kolejny z powodów, aby nie wyprowadzać się do Little Hangleton. Pomyślałem jednak, że przyda nam się sieć... Ewakuacyjna. Kto zaś uzna, że Klub Czytelniczy spotyka się w takim miejscu. Niedorzeczne przecież.