Uśmiechnęła się do niego pogodnie.
– Też tego nie lubię – i dlatego ludziom wydawało się, że nie potrafiła się sama teleportować – a było to bardzo mylne wrażenie. Potrafiła, tylko później wymiotowała, więc była to jedynie ostateczność. – Sieć Fiuu? Przenoszenie się z miejsca na miejsce za pomocą kominków, które są podłączone do sieci. Wrzuca się w zapalony ogień taki specjalny proszek, wtedy one zmieniają kolor na zielony, wchodzisz w nie… Nie, nie są wtedy niebezpieczne – dodała szybko i zmrużyła oczy. – Wypowiadasz wyraźnie nazwę, gdzie chcesz się przenieść… i wychodzisz z kominka w tym miejscu. To bardzo bezpieczna metoda – może niezbyt przyjemna, bo człowiek się tam kręcił bardzo szybko… ale nie groziło to żadnym rozszczepieniem ani niczym takim. – Możesz mieszkać w Kniei… albo w Dolinie jak teraz, pracować gdzieś indziej, odwiedzać znajomych mieszkających jeszcze w innym miejscu – wyjaśniała dalej. To normalne, że kiedy temat cię nie interesuje, to go zapominasz, może Samuel nigdy faktycznie o sieci Fiuu nie słyszał, a może ktoś mu opowiadał… Nie wnikała w to. Pytał ją o to teraz, więc mu odpowiedziała najprościej jak potrafiła.
Zamrugała. Więc opanował też drugą formę animaga? To było ostateczne potwierdzenie ich spokrewnienia.
– Chcesz ze mną kiedyś polatać? – zapytała i uniosła palec do ust, przykładając go na środku, chcąc mu przekazać, by może więcej o tym tutaj teraz nie rozmawiali, ale puściła do niego oczko. – Wszystko ci wyjaśnię jak będziemy sami – choć nie do końca rozumiała motywacji Bereniki i tego, kto miałby przyjść po Samuela, ale mogła mu wyjaśnić koncept trzymania drugiej przemiany w tajemnicy. O niej też wiedzieli nieliczni, też się tym nie chwaliła, a w Ministerstwie zarejestrowała tylko jedną z form, o drugiej nie mówiąc ani słowa.
Słuchał, a w końcu się biedny rozkleił, na co Ginewra zrobiła ciche „ooch” i znowu objęła go ramionami, głaszcząc uspokajająco po ramionach. Te jednak zaczęły się kurczyć, by w końcu zamienił się w ptaka, na co egipcjanka cicho westchnęła, z pewnym rozczuleniem i wyciągnęła dłoń, by pogłaskać go po gładkich piórach.
– Brenna wie? – a nawet, gdyby nie wiedziała… to pewnie właśnie wszystko widziała z odległości, więc nie było sensu robić większej konspiracji. Dobrze natomiast, że nikogo więcej nie było na cmentarzu, dlatego Gin skierowała się do kobiety, razem z krogulcem na ramieniu.
– Zdecydowaliśmy, że pójdziemy coś zjeść. Idziesz z nami? – odezwała się do kobiety, uśmiechając się do niej. Co prawda Sam chyba zostawił tu jakieś swoje narzędzia, ale… nikt ich nie powinien ukraść, tak?
Niezależnie od decyzji Brenny – poszli we dwójkę, albo w trójkę.