Odskoczyła w reakcji na niespodziewany głos dochodzący z drugiego końca korytarza. Dłonie spoczęły na piersi uspokajając serce, usta łapczywie zaczerpnęły powietrza.
— Na Merlina, Dżordż! — krzyknęła, odzyskując głos. — Zupełnie zapominasz, że przez swoje zbrodnicze eskapady nabyłeś bezszelestny chód. Tak, zrób mi herbatę, jest dzisiaj cholernie gorąco...
Peppa potrafiła darzyć swojego brata pełnią nienawiści, bo też czasem bardzo się o to prosił, ale doceniała jego momenty życzliwości. Oczywiście nie okazywała wdzięczności zbyt często i zbyt bezpośrednio. Czuła, że tylko by go tym zepsuła.
Ruszyła do kuchni, by przyglądać się poczynaniom młodego Pottera.
— Było dokładnie tak, jak to sobie wyobrażasz. Twoja cudowna siostra weszła, rozgromiła komisję i wyszła w blasku chwały — skłamała płynnie z zawadiackim uśmiechem. — Muszę przyznać, że niektóre pytania mnie zaskoczyły, ale na każde udzieliłam trafnej odpowiedzi. Na pewno mnie wezmą, chyba, że dziecko któregoś z wysoko postawionych pracowników aplikowało, no to wiadomo. — Tu wywróciła oczami. — Ale wiesz, średnio mi zależy. Taka praca w Ministerstwie wiąże się jednak ze sporymi ograniczeniami. U nas w firmie miałabym więcej perspektyw na rozwój... No bo patrz, niby prawo obowiązuje wszystkich, ale jednak mało kto chodzi osobiście do gmachu Ministerstwa. Kto by chciał, to nieprzyjemne miejsce. A konsultantka kosmetyczna? Każdy używa kosmetyków! A im bogatsi, tym bardziej wybredni. Prywatne spotkania z osobistą asystentką dostarczą mi kontaktów z samą śmietanką towarzyską.
Starała samą siebie przekonać, że niewiele straci na nieotrzymaniu oferty z Ministerstwa. Że to miejsce wcale nie jest tak wspaniałe i prestiżowe, jak się mówi.
Zamyśliła się nad swoimi ostatnimi słowami. Złapanie nowych kontaktów bardzo by jej się przydało. Tak, żeby znać wszystkich w jego kręgu... Żeby go otoczyć i żeby nie miał ucieczki... Na twarz Peppy znów wpłynął wyraz rozmarzenia.