Już i tak się na nią patrzył, tak jak ona na niego, to ten nigdy niewypowiedziany na głos konkurs na spojrzenia. Więc gdy przyglądał jej się teraz – to tylko na zdrowie, bo Ginewra zerknęła na niego kątem oka i uśmiechnęła się pod nosem, próbując coś zdziałać z tą przeklętą (dosłownie i w przenośni) nogą. Więc… Zorientowała się, że jej się przygląda, ale przecież nie było w tym nic złego, tym bardziej, że zdawała sobie sprawę, że jej egzotyczna uroda przyciąga spojrzenia czy się tego chce czy nie.
– W porządku, po prostu Isaacu – zaśmiała się cicho. – Hmm – zamyśliła się na głos, patrząc na ten nieszczęsny kawałek drewna, ale nadal z uwagą słuchała Bagshota; na szczęście bogowie obdarzyli ją podzielnością uwagi. – Cena za nieuwagę i naiwność – skwitowała krótko, zerkając przy tym na przejście, w którym zniknął Morris, ale nie spodziewała się go jednak zbyt szybko. – Co? Och tak. Uczyłam się magii bezróżdżkowej w szkole, ale bardzo szybko wybrałam różdżkę, a ta była robiona dla mnie na specjalne zamówienie – odwróciła się do Isaaca i puściła do niego oko, pewniej łapiąc swoją różdżkę. Miała dla niej specjalne znaczenie i naprawdę uważała, że była znacznie precyzyjniejsza i bardziej przydatna do jej zawodu. Może nie tak uniwersalna, ale Ginny czuła, że nie potrafiłaby się już posługiwać magią bez niej, to były całe długie lata używania tylko różdżki.
Jaka szkoda, że Isaac nie mógł dokończyć tego, co zaczął do niej mówić, ale niepokorna noga od stołu zrobiła swoje zamieszanie, zaraz jednak spacyfikowana opadła na podłogę z głuchym tupnięciem. Nie spodziewała się za to, że Isaac wstanie i tak mocno przełamie strefę osobistego komfortu – i jego i jej, łapiąc ją za ramiona i niejako „obracając ją” w kierunku sofy i fotela, który jeszcze przed sekundką sam zajmował. Zamrugała ze zdziwienia i już zresztą otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale choć była pewna, że Isaac to zauważył, to i tak mówił dalej. Na tym się jednak nie skończyło; delikatnie się spięła, gdy poczuła obcy dotyk na biodrze – ale nie dlatego, że było to niemiłe czy nieprzyjemne, a zwyczajnie była na to nieprzygotowana.
– Całkiem sprytne – rzuciła, gdy ją do siebie przyciągnął, co prawda bokiem, ale nie urodziła się wczoraj, by uwierzyć, że to było przypadkowe. – I bardzo odważne, Isaacu – dodała, odwracając do niego głowę. – Czy teraz powinnam czekać, aż któreś twoje zaklęcie przypadkowo nie zadziała, żeby tylko oddać się w ręce lekarki? – fakt, była wysoka. A on był jeszcze wyższy – ale mężczyźni jednak w większości nadal ją przewyższali. Ładnie pachniał, to musiała przyznać, były to inne nuty zapachowe niż te, do których przywykła w Egipcie. Sama zaś pachniała ciepłą i jednocześnie egzotyczną mieszanką cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.