11.05.2024, 19:06 ✶
Patrick dość sceptycznie popatrzył na stare meble. Nadal wydawało mu się, że ich miejsce pozostawało na śmietniku, choć jednocześnie uważał, że podejście Nory było na swój sposób urocze. Zmarszczył brwi, zastanawiając się jak to wszystko pogodzić.
- Hm, czy Samuel nie jest czasem stolarzem? – zapytał z namysłem. Nie był specjalnie blisko z McGonagallem, ale wydawało mu się, że ten zajmował się pracą z drewnem. – Mógłby obejrzeć szafki i zdecydować, czy któreś z nich nadają się do odremontowania.
Nawet nie musiałby przecież wiedzieć, że wykonuje pracę na rzecz Zakonu Feniksa. Wystarczyłoby dostarczyć mu meble do warsztatu… Pakował razem zepsute rzeczy to foliowych toreb. Te później wiązał i odstawiał w kąt, by po wszystkim łatwo było je wynieść.
Na sugestię bezdomnych zmarszczył brwi. Nagle plamy z błota, które dostrzegła Figg i to zepsute, ale jeszcze nie do końca rozłożone jedzenie nabrały znaczenia.
- Hm… - wymruczał, a w myślał dodał siarczyste: kurwa mać. A jeśli Nora miała rację? Może niepotrzebnie aż tak skupili się na historii tego miejsca. Niby to, co na piętrze nie zgrywało się z sugestią, by w tym miejscu ktokolwiek mieszkał, ale właściwie to dlaczego nie? Przecież był też parter, była ta kuchnia, było tylne wejście, pewnie jakiś składzik i może pokój dla ogrodnika lub jakiegoś pracownika?
Przytaknął machinalnie na wzmiankę o zastawie. Czemu nie. Wyczyszczony i zdatny do użytku mógł być praktyczną pamiątką po Julisach.
- Właściwie możesz mieć rację – powiedział powoli, znowu kierując wzrok w stronę zaschniętego błota. – W takim razie, może zamiast sprzątać piach, po prostu sprawdźmy to pomieszczenie dla służby? – zaproponował.
Dokończył pakować resztę worków a potem ruszył w stronę drzwi. Nie miał nic przeciwko by towarzyszyła mu Nora, ale wolał iść przed nią – tak na wszelki wypadek, gdyby za drzwiami naprawdę miał siedzieć żywy człowiek i gdyby ten człowiek mógł zechcieć ich zaatakować (dla niego w końcu to oni próbowali zająć dom, który wcześniej sobie przywłaszczył).
Patrick przystanął przed drzwiami i nacisnął na klamkę. Jeśli drzwi nie były zamknięte popchnął je i poszukał ręką włącznika ze światłem (o ile była taka potrzeba). W pierwszej chwili, wcale nie sięgał po magię – bezdomny mógł być w końcu mugolem. O ile rzeczywiście mógł się tam czaić jakiś bezdomny... pomieszczenie najpewniej było puste.
- Hm, czy Samuel nie jest czasem stolarzem? – zapytał z namysłem. Nie był specjalnie blisko z McGonagallem, ale wydawało mu się, że ten zajmował się pracą z drewnem. – Mógłby obejrzeć szafki i zdecydować, czy któreś z nich nadają się do odremontowania.
Nawet nie musiałby przecież wiedzieć, że wykonuje pracę na rzecz Zakonu Feniksa. Wystarczyłoby dostarczyć mu meble do warsztatu… Pakował razem zepsute rzeczy to foliowych toreb. Te później wiązał i odstawiał w kąt, by po wszystkim łatwo było je wynieść.
Na sugestię bezdomnych zmarszczył brwi. Nagle plamy z błota, które dostrzegła Figg i to zepsute, ale jeszcze nie do końca rozłożone jedzenie nabrały znaczenia.
- Hm… - wymruczał, a w myślał dodał siarczyste: kurwa mać. A jeśli Nora miała rację? Może niepotrzebnie aż tak skupili się na historii tego miejsca. Niby to, co na piętrze nie zgrywało się z sugestią, by w tym miejscu ktokolwiek mieszkał, ale właściwie to dlaczego nie? Przecież był też parter, była ta kuchnia, było tylne wejście, pewnie jakiś składzik i może pokój dla ogrodnika lub jakiegoś pracownika?
Przytaknął machinalnie na wzmiankę o zastawie. Czemu nie. Wyczyszczony i zdatny do użytku mógł być praktyczną pamiątką po Julisach.
- Właściwie możesz mieć rację – powiedział powoli, znowu kierując wzrok w stronę zaschniętego błota. – W takim razie, może zamiast sprzątać piach, po prostu sprawdźmy to pomieszczenie dla służby? – zaproponował.
Dokończył pakować resztę worków a potem ruszył w stronę drzwi. Nie miał nic przeciwko by towarzyszyła mu Nora, ale wolał iść przed nią – tak na wszelki wypadek, gdyby za drzwiami naprawdę miał siedzieć żywy człowiek i gdyby ten człowiek mógł zechcieć ich zaatakować (dla niego w końcu to oni próbowali zająć dom, który wcześniej sobie przywłaszczył).
Patrick przystanął przed drzwiami i nacisnął na klamkę. Jeśli drzwi nie były zamknięte popchnął je i poszukał ręką włącznika ze światłem (o ile była taka potrzeba). W pierwszej chwili, wcale nie sięgał po magię – bezdomny mógł być w końcu mugolem. O ile rzeczywiście mógł się tam czaić jakiś bezdomny... pomieszczenie najpewniej było puste.