11.05.2024, 21:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.05.2024, 21:34 przez Isaac Bagshot.)
Isaac pali papierosa, kuca obok Erika i rozmawiają. W międzyczasie obserwuje, co robią inni goście. Samopiszące pióro notuje jak szalone!
-Tak, nazwisko zobowiązuje. To bardzo częste w rodzinach czarodziejów, a zwłaszcza czystokrwistych. Nie jesteśmy wyjątkami, Eryczku. - Westchnął pod nosem i zaciągnął się papierosem.- Uważam jednak, że to trochę krzywdzące. Wiesz, ile razy usłyszałem, że nie wyglądam na historyka? W odpowiedzi zawsze pytam, jak więc powinien wyglądać prawdziwy historyk? Niski, łysiejący, jak mój ojciec? Albo stary, z długą brodą? - Wzruszył ramionami.- Znowuż jakbym nim nie był, to by pytano, dlaczego nim nie jestem, skoro mam na nazwisko Bagshot. Ale no nieważne, taka dygresja. Mógłbym kiedyś napisać o utartych stereotypach wśród czarodziejskich rodów, i jak to wpływa na rozwój dzieci żyjących w takich rodzinach. Dobre, dzięki za inspirację Eryczku.- Wyciągnął dłoń w stronę lewitującego notatnika i postukał go lekko palcem. Jedna z kartek sama wyrwała się z notesu, obróciła w powietrzu i zniknęła, pozostawiając po sobie kłębek zielonego dymu. Samopiszące pióro wróciło do notowania.
- No tak, to było trochę głupie pytanie z mojej strony, przepraszam. A cyrk Bellów brzmi jak kłopoty.- Zmarszczył lekko brwi, kiedy Eryk powiedział, że jest ciężko. Dla niego to w końcu nie było zabawne. W każdym momencie mógł zostać wezwany i stracić życie, albo zostać wplątany w naprawdę nieciekawą sytuację. Tak samo Ziemniaczek. Isaac nie wiedział, jakby czuł się z tym, że jego siostra ryzykuje własnym życiem. Ale dobra, koniec z tym. Bagshot miał tysiące pytań do Longbottoma, jednak powstrzymał się przed zadaniem ich. Dzisiaj były urodziny Milly i na tym powinien się skupić. Z Erikiem spotka się w pubie, albo zaprosi go do siebie, żeby mogli się porządnie napić i porozmawiać w spokoju. Spojrzał na lewitujący notatnik i uśmiechnął się kącikiem ust. Oczy mu lekko rozbłysły.
- Tak, jak będziemy pijani, to może być bardzo zabawnie. Chociaż już się robi ciekawie. Widzę, że chłopcy skosztowali ciasteczek. - Zaśmiał się cicho pod nosem, widząc kolejne efekty skonsumowanie magicznych wypieków.- Odważysz się? Ja sobie chyba daruję. Mam jeszcze dla Milly mały prezent. - Zgasił papierosa i przeniósł spojrzenie na solenizantkę.- CZARNA FURIO, WIESZ, ŻE JESZCZE ROK I OFICJALNIE ZOSTANIESZ STARĄ PANNĄ?.- Powiedział to na tyle głośno, żeby Milly na pewno go usłyszała. Musiał jej dokuczyć. W szkole albo ją drażnił, albo ignorował, co drażniło ją jeszcze bardziej. Spojrzał na Erika i uśmiechnął się.
-Tak, nazwisko zobowiązuje. To bardzo częste w rodzinach czarodziejów, a zwłaszcza czystokrwistych. Nie jesteśmy wyjątkami, Eryczku. - Westchnął pod nosem i zaciągnął się papierosem.- Uważam jednak, że to trochę krzywdzące. Wiesz, ile razy usłyszałem, że nie wyglądam na historyka? W odpowiedzi zawsze pytam, jak więc powinien wyglądać prawdziwy historyk? Niski, łysiejący, jak mój ojciec? Albo stary, z długą brodą? - Wzruszył ramionami.- Znowuż jakbym nim nie był, to by pytano, dlaczego nim nie jestem, skoro mam na nazwisko Bagshot. Ale no nieważne, taka dygresja. Mógłbym kiedyś napisać o utartych stereotypach wśród czarodziejskich rodów, i jak to wpływa na rozwój dzieci żyjących w takich rodzinach. Dobre, dzięki za inspirację Eryczku.- Wyciągnął dłoń w stronę lewitującego notatnika i postukał go lekko palcem. Jedna z kartek sama wyrwała się z notesu, obróciła w powietrzu i zniknęła, pozostawiając po sobie kłębek zielonego dymu. Samopiszące pióro wróciło do notowania.
- No tak, to było trochę głupie pytanie z mojej strony, przepraszam. A cyrk Bellów brzmi jak kłopoty.- Zmarszczył lekko brwi, kiedy Eryk powiedział, że jest ciężko. Dla niego to w końcu nie było zabawne. W każdym momencie mógł zostać wezwany i stracić życie, albo zostać wplątany w naprawdę nieciekawą sytuację. Tak samo Ziemniaczek. Isaac nie wiedział, jakby czuł się z tym, że jego siostra ryzykuje własnym życiem. Ale dobra, koniec z tym. Bagshot miał tysiące pytań do Longbottoma, jednak powstrzymał się przed zadaniem ich. Dzisiaj były urodziny Milly i na tym powinien się skupić. Z Erikiem spotka się w pubie, albo zaprosi go do siebie, żeby mogli się porządnie napić i porozmawiać w spokoju. Spojrzał na lewitujący notatnik i uśmiechnął się kącikiem ust. Oczy mu lekko rozbłysły.
- Tak, jak będziemy pijani, to może być bardzo zabawnie. Chociaż już się robi ciekawie. Widzę, że chłopcy skosztowali ciasteczek. - Zaśmiał się cicho pod nosem, widząc kolejne efekty skonsumowanie magicznych wypieków.- Odważysz się? Ja sobie chyba daruję. Mam jeszcze dla Milly mały prezent. - Zgasił papierosa i przeniósł spojrzenie na solenizantkę.- CZARNA FURIO, WIESZ, ŻE JESZCZE ROK I OFICJALNIE ZOSTANIESZ STARĄ PANNĄ?.- Powiedział to na tyle głośno, żeby Milly na pewno go usłyszała. Musiał jej dokuczyć. W szkole albo ją drażnił, albo ignorował, co drażniło ją jeszcze bardziej. Spojrzał na Erika i uśmiechnął się.