11.05.2024, 22:20 ✶
Nie wglądało na to, aby ktokolwiek gotował w tej kuchni - a chociaż zaniedbana, nadawała się do użytkowania przez kogoś mało wymagającego, kto bardzo chciałby przygotować sobie posiłek. W piecu nie palono już od dawna, nie używano naczyń, nie sięgano po garnki, nie wyrzucono popsutego jedzenia z szafek.
A jednak błoto wskazywało na to, że ktoś tutaj był, przyszedł z zewnątrz. Mogła to być w teorii Brenna, gdy wcześniej zwiedzała dom, ale podążenie brudnymi śladami na podłodze wskazywało na to, że ktoś dostał się do środka wejściem dla służby i to... nie było zamknięte. Tylne drzwi domu, choć wyposażone w zamek, były najwyraźniej cały czas otwarte. Na klamce pozostały odciski palców: ktoś, kto za nią pociągnął, musiał mieć bardzo brudną rękę.
Najwyraźniej faktycznie istniała duża szansa na to, że ktoś wchodził do środka.
Gdy zaś Patrick otworzył drzwi, za którymi spodziewali się pomieszczenia dla służby, odkrył, że jest to w istocie zejście do piwnicy. Nikogo nie zobaczył, nikt nie wyskoczył na niego zza jakiegoś rodu, dostrzegał tylko stopnie, ciągnące się w dół, ginące w ciemnościach. W nozdrza uderzał dziwny zapach – smród, jakiego należało się spodziewać w starej piwnicy, ale też coś jeszcze, nieprzyjemna woń, jaką dało się wcześniej wyczuć w jednym z pomieszczeń na piętrze.
Nie to było jednak najdziwniejsze.
Na stopniach znajdowały się ślady po czymś, co – jak oboje mogli się domyśleć, dzięki swojej wiedzy o teorii magii – było chyba zabezpieczeniem z run albo pieczęci. Nieaktywnym już, ale dlaczego w ten sposób zabezpieczono właśnie piwnicę? Sądząc po zapachach, to nie tak, że ta w istocie była miejscem trzymania wspaniałych skarbów Juliusów.
A jednak błoto wskazywało na to, że ktoś tutaj był, przyszedł z zewnątrz. Mogła to być w teorii Brenna, gdy wcześniej zwiedzała dom, ale podążenie brudnymi śladami na podłodze wskazywało na to, że ktoś dostał się do środka wejściem dla służby i to... nie było zamknięte. Tylne drzwi domu, choć wyposażone w zamek, były najwyraźniej cały czas otwarte. Na klamce pozostały odciski palców: ktoś, kto za nią pociągnął, musiał mieć bardzo brudną rękę.
Najwyraźniej faktycznie istniała duża szansa na to, że ktoś wchodził do środka.
Gdy zaś Patrick otworzył drzwi, za którymi spodziewali się pomieszczenia dla służby, odkrył, że jest to w istocie zejście do piwnicy. Nikogo nie zobaczył, nikt nie wyskoczył na niego zza jakiegoś rodu, dostrzegał tylko stopnie, ciągnące się w dół, ginące w ciemnościach. W nozdrza uderzał dziwny zapach – smród, jakiego należało się spodziewać w starej piwnicy, ale też coś jeszcze, nieprzyjemna woń, jaką dało się wcześniej wyczuć w jednym z pomieszczeń na piętrze.
Nie to było jednak najdziwniejsze.
Na stopniach znajdowały się ślady po czymś, co – jak oboje mogli się domyśleć, dzięki swojej wiedzy o teorii magii – było chyba zabezpieczeniem z run albo pieczęci. Nieaktywnym już, ale dlaczego w ten sposób zabezpieczono właśnie piwnicę? Sądząc po zapachach, to nie tak, że ta w istocie była miejscem trzymania wspaniałych skarbów Juliusów.