12.05.2024, 01:28 ✶
– Oczywiście, że twój głos ma znaczenie. Nie jesteś ranny, nie biegałeś po dziwnych statkach i próbujesz zmienić tematu mowiąc o Beltane, więc możesz decydować – stwierdził, odwracając się tyłem do nich, by szybko znaleźć coś w szafce. I całe szczęście, bo gdyby do jego uszu dotarła ta troska o jego spokój, to chyba coś by go trafiło. Rozumiał, że brat się martwił o jego zdrowie, ale Basilius dobrze sobie radził z tego typu sytuacjami, a trochę nerwów, czy stresu nie sprawiało od razu, że zaraz tutaj padnie. A nawet gdyby tak było, to powiedziałby, że tak nie jest.
– Jeśli masz coś naprawdę ważnego, to zobaczymy jak się będziesz czuł i wtedy zdecydujemy, dobrze? – powiedział ugodowo, nawet jeśli jego kuzyn zgodził się na to by trochę odpocząć. Chwycił eliksir i podszedł do Laurenta, jeszcze wcześniej szybko czyszcząc swoje dłonie specjalnym specyfikiem.
– Mam nadzieję, że ty też teraz nie zaczniesz szukać pirackich skarbów – rzucił ostrzegawczo w stronę Icarusa, a następnie zaklęciem zaczął rozcinać nogawkę spodni Laurenta, tak by mieć lepszy dostęp do rany i zabrał się do pracy. Nie wygladało to dobrze, ale po oględzinach urazu z ulgą uznał, że nie było to nic, czego sam by nie dał rady naprawić, a Laurent szybko powinien być jak nowy.
– Morze śpiewało o przekleństwie? – spytał, unosząc brwi do góry, znad przemywania eliksirem rany, a potem szybko upewnił się, czy nie Laurent nie miał gorączki, bo jego tłumaczenia naprawdę nie brzmiały racjonalnie, chociaż przecież znał swojego kuzyna na tyle, by wiedzieć, że nawet ranny nie miał tendencji do wymyślania niestworzonych historii.
– Połóż perłę na stolik – wskazał głową na stolik, tuż przy kanapie, do którego ranny czarodziej mógł dosięgnąć. Chyba nie do końca ufał przedmiotom z tego statku. – Może na razie nie dotykajmy tej perły? Potem sprawdzę, czy nie jest przeklęta. Icarusie podałbyś mi jeszcze jeden eliksir z szafki? Ten jedyny przezroczysty na drugiej półce. Obok tego czarnego, od którego schodzi skóra. Spojrzał na bladą twarz Laurenta i podał mu jeszcze inny specyfik, który przyniósł wcześniej.
– Wypij to. To na ból. Czyli były tam naszyjniki z pereł i infernusy?
– Jeśli masz coś naprawdę ważnego, to zobaczymy jak się będziesz czuł i wtedy zdecydujemy, dobrze? – powiedział ugodowo, nawet jeśli jego kuzyn zgodził się na to by trochę odpocząć. Chwycił eliksir i podszedł do Laurenta, jeszcze wcześniej szybko czyszcząc swoje dłonie specjalnym specyfikiem.
– Mam nadzieję, że ty też teraz nie zaczniesz szukać pirackich skarbów – rzucił ostrzegawczo w stronę Icarusa, a następnie zaklęciem zaczął rozcinać nogawkę spodni Laurenta, tak by mieć lepszy dostęp do rany i zabrał się do pracy. Nie wygladało to dobrze, ale po oględzinach urazu z ulgą uznał, że nie było to nic, czego sam by nie dał rady naprawić, a Laurent szybko powinien być jak nowy.
– Morze śpiewało o przekleństwie? – spytał, unosząc brwi do góry, znad przemywania eliksirem rany, a potem szybko upewnił się, czy nie Laurent nie miał gorączki, bo jego tłumaczenia naprawdę nie brzmiały racjonalnie, chociaż przecież znał swojego kuzyna na tyle, by wiedzieć, że nawet ranny nie miał tendencji do wymyślania niestworzonych historii.
– Połóż perłę na stolik – wskazał głową na stolik, tuż przy kanapie, do którego ranny czarodziej mógł dosięgnąć. Chyba nie do końca ufał przedmiotom z tego statku. – Może na razie nie dotykajmy tej perły? Potem sprawdzę, czy nie jest przeklęta. Icarusie podałbyś mi jeszcze jeden eliksir z szafki? Ten jedyny przezroczysty na drugiej półce. Obok tego czarnego, od którego schodzi skóra. Spojrzał na bladą twarz Laurenta i podał mu jeszcze inny specyfik, który przyniósł wcześniej.
– Wypij to. To na ból. Czyli były tam naszyjniki z pereł i infernusy?