• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[08.08.1972r.] Wolę iść schodami

[08.08.1972r.] Wolę iść schodami
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#5
12.05.2024, 01:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.05.2024, 09:12 przez Neil Enfer.)  
Poprawiony pokiwał żywo głową z zaciśniętymi ustami. Isaac. ISAAC. Teraz na pewno to zapamięta i do końca życia nie zapomni. Isaac. Isaac Bag-Shot. Idealnie. Jakoś to pójdzie, na spokojnie.
Jaki był cel jego bycia tutaj? Zdecydowanie nie było to odwiedzenie Morpheusa. Nie odważyłby się do niego zagadać na ulicy, a co dopiero w jego pracy. Wiedział, że na pewno by przez to oberwał. Morpheus nigdy na niego ręki nie podniósł, nie w ten sposób, ale czuł, że zrobiłby wyjątek z tej okazji. Sam siebie na pewno tez by bił. Nie chciał go narażać na niechęć innych i na krzywe spojrzenia.
-Prawda?-znów pokiwał głową. Owszem. Ministerstwo było wielkie, ogromne, znał może trzy korytarze tutaj, którymi chadzał do izolatek w czasie pełni.
-OH. NIEE. Nie, nieee, nie idę do Pana Longbottoma...-zaprzeczył, machając od razu rękoma, czując się przy tym paskudnie dziwnie, użwywając takich zwrotów grzecznościowych w stosunku do swojej miłości.-Mam po prostu pewne dokumenty donieść w związku z pewnym drobnym wypadkiem. Nic wielkiego, brakowało im jednego zaświadczenia.-spróbował go zapewnić, że na pewno nie ma co tutaj drążyć tematu. Ot, zwykłe niedopatrzenie za które czasem ma płacić interesant. Normalne, nie ma co się martwić, takie tam... Nie będzie drążyć tematu prawda? A czy miał ochotę go śledzić, to już inna sprawa. Inną sprawą było też to, że nie chciał widzieć się z Morpheusem. Nie po tym co widział na potańcówce. Nie po tym co przychodziło mu do głowy gdy myślał o tamtej zabawie. Nie po tym jak spędził tamtejszą noc. I jeszcze bardziej nie po tym co stało się niedawno po powrocie z imprezy do domu. Tak mało czasu minęło, a tak wiele się zadziało. Był zmęczony i innymi i sobą. Może jedynie Isaac go nie męczył. Był jak kropla wody na samym środku żółtego kwiatu. Orzeźwiający i uspokajający jednocześnie. Coś w im koiło nerwy pomimo tego całego niepokoju jaka wywoływała w nim obecność koniec końców obcego człowieka, bo nie byli sobie bliscy.
Zerknął na niego znów słysząc swoje imię i temat sztuki z lekka go zaskoczył, choć jak dobrze pamiętał style i piękno były czymś co interesowały kapelusznika.
-A kto go nie zna?-rzucił, lekko marszcząc brwi, lekko skonfundowany. Nie to, że coś, ale jednak pewne jego rzeźby wydawały się mu znane. Z drugiej strony to rzeźby są znane, nie nazwisko osoby jaka je stworzyła. Uniósł brew na sugestię? Jego brwi ponownie zbiegły się ku sobie. Skąd tu temat o miłości i całującej się parze? Czy on? Nie, przecież to niemożliwe, żeby się podobał Bagshotowi, to by było idiotyczne. A może szukał czegoś innego? Już się chciał dopytać, ale winda miała inne plany na ich popołudnie.
Spadanie w metalowej klatce było nieprzyjemne i to delikatnie mówiąc. Zaklęcie ochronne niby zostało rzucone, ale kiedy światło zaczęło mrugać, aż w końcu kompletnie zgasło, w głowie wilkołaka pozostała jedynie panika. Magia dla niego nie istniała, jakby nigdy jej nie było, a jedyną słuszną metodą było zastosowanie się do kilku prostych, mugolskich rad, mianowicie...
Po pierwsze... W rogu windy jest sto razy bezpieczniej niż na jej środku. Isaac poczuł na marynarce chwyt i szarpnięcie, gdy francuz przyciągnął go plecami do swojej piersi, prosto w swoje objęcia.
Po drugie... Znajdź się najbliżej ziemi. Trzymając go przy sobie wilkołak wcisnął się tyłkiem w róg windy, siadając tam i przy okazji ściągając ze sobą czarodzieja.
Po trzecie... Tak czy siak zginiesz, pożegnaj się ze światem. Przytulił mocno Bagshota, wtulając się w niego i żeby załagodzić własny strach i żeby zaasekurować jego ramiona, szyję i głowę przez uderzeniem w twardą ziemię gdy winda już trzaśnie w dno szybu.
Umrą, no jak nic, tak po prostu. Nie spodziewał się, że tak właśnie skończy, chociaż za każdym razem śmierć go zaskakiwała. Śmierciożercy, kradzież, toń jeziora, drzewa łamane piorunami. A teraz winda... Nie miał jednak żadnych mądrych rzeczy do powiedzenia, nie żałował żadnej decyzji, bo mu nie zależało na mieniu wniosków, po prostu w pewien sposób akceptował to co ma się zaraz stać.
Tylko, nic się nie stało. Winda jeszcze trochę się poszarpała, aż w końcu dość szybko, ale płynnie i nie aż tak znów gwałtownie zaczęła hamować, w końcu się zatrzymując. Światło dalej nie działało. Wisieli w niebycie? Zaczną spadać dalej, czy dno jest pół metra w dół? Urwało drzwi? Coś innego było w tej chwili dużo ważniejsze.
-Żyjesz?-zaszeptał do Isaaca, nieprzerwanie obejmując go w oczekiwaniu na ciąg dalszy. Drżące mięśnie było gotowe do kolejnej sesji silnych przytuleń.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Isaac Bagshot (1676), Neil Enfer (2816)




Wiadomości w tym wątku
[08.08.1972r.] Wolę iść schodami - przez Neil Enfer - 09.05.2024, 21:12
RE: [08.08.1972r.] Wolę iść schodami - przez Isaac Bagshot - 10.05.2024, 21:59
RE: [08.08.1972r.] Wolę iść schodami - przez Neil Enfer - 10.05.2024, 22:52
RE: [08.08.1972r.] Wolę iść schodami - przez Isaac Bagshot - 11.05.2024, 23:42
RE: [08.08.1972r.] Wolę iść schodami - przez Neil Enfer - 12.05.2024, 01:47
RE: [08.08.1972r.] Wolę iść schodami - przez Isaac Bagshot - 12.05.2024, 17:04
RE: [08.08.1972r.] Wolę iść schodami - przez Neil Enfer - 12.05.2024, 19:51
RE: [08.08.1972r.] Wolę iść schodami - przez Isaac Bagshot - 13.05.2024, 19:55
RE: [08.08.1972r.] Wolę iść schodami - przez Neil Enfer - 13.05.2024, 21:16
RE: [08.08.1972r.] Wolę iść schodami - przez Isaac Bagshot - 14.05.2024, 17:36
RE: [08.08.1972r.] Wolę iść schodami - przez Neil Enfer - 14.05.2024, 18:56

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa