12.05.2024, 11:42 ✶
Jedyna szansa, aby przestać wypominać sobie błędy, było przemienić je w doświadczenie. Wyciągnąć wnioski, wprowadzić poprawki. Samuel, choć nie był tego absolutnie świadomy, nie był wiele lepszy zarówno w przeszłości, jak i teraz. Aspołeczny, zdziczały, nie wiedział jak się zachować, nie potrafił otworzyć twarzy tych kilka dni temu, dosiąść się tuż obok Nory, powitać ją, zapytać jak się czuje. Mógł, jeśli nie był pewien, poprosić ją na moment na bok i rozmówić się od razu, dostać odpowiedzi, wyjaśnić, a nie uciekać i trzy dni tułać się w krogulczej formie po Anglii jak rozkapryszony nastolatek ze złamanym sercem. Mógł w końcu i kiedyś przed ośmiu laty, domagać się spotkań w większych grupach, gdy tylko myśl o tym, że Nora się go wstydzi wypuściła pierwsze niewielkie sadzonkowe listki. Mógł. Ale tego nie zrobił.
Trzeba było wyciągnąć wnioski, trzeba było wyciągnąć nauki, trzeba było...
... znaleźć słodkie usta najwspanialszej kobiety na świecie. Nikt nie całował tak jak Nora Figg, nikt nie miał tak miękkich i pełnych warg, tak doskonale pasujących do jego ust. Nie potrafił myśleć o niczym innym, o tym jak smakuje, jak pachnie, nawet tutaj, wieczorem, w małej kuchni, po ciężkim dniu, miesiącu, po ciężkich latach. Była najpiękniejszą istotą na ziemi i była teraz cała jego. Była jego dziewczyną. Kochała go, cokolwiek to znaczyło, teraz wydawało się to tak prawdziwe, bo nie było słodkie jak miód, była w tym łyżka dziegciu, lat osamotnienia, tęsknoty i bólu który sobie wzajem zadali. Sam nigdy nie pragnął jej bardziej niż teraz. Złapał ją mocno za biodra i dźwignął na stolik, nie zamierzając ani na moment opuścić zdroju słodkich ust. Sukienka już dawno podwinięta, dłonie błądziły po odsłoniętych udach w zachwycie nad ich gładkością i kształtem. Zmęczenie zniknęło gdzieś, ustępując pulsującemu pragnieniu, naparł na nią zdecydowanie, zapominając, o hałasach i zapachach Londynu, zapominając gdzie są, tak jak kilka nocy temu zapomniał o tym, że leżą ledwie uszli z życiem na plaży, mokrzy i drżący, na chłodnym piasku. Tu przynajmniej było sucho. Nie licząc przewróconego kubka kakao, które teraz ciemną smugą skapywało na podłogę. Lecz nawet to kakao nie było tak wyborne jak usta kobiety, która postanowiła znów wpuścić go do swojego życia.
Trzeba było wyciągnąć wnioski, trzeba było wyciągnąć nauki, trzeba było...
... znaleźć słodkie usta najwspanialszej kobiety na świecie. Nikt nie całował tak jak Nora Figg, nikt nie miał tak miękkich i pełnych warg, tak doskonale pasujących do jego ust. Nie potrafił myśleć o niczym innym, o tym jak smakuje, jak pachnie, nawet tutaj, wieczorem, w małej kuchni, po ciężkim dniu, miesiącu, po ciężkich latach. Była najpiękniejszą istotą na ziemi i była teraz cała jego. Była jego dziewczyną. Kochała go, cokolwiek to znaczyło, teraz wydawało się to tak prawdziwe, bo nie było słodkie jak miód, była w tym łyżka dziegciu, lat osamotnienia, tęsknoty i bólu który sobie wzajem zadali. Sam nigdy nie pragnął jej bardziej niż teraz. Złapał ją mocno za biodra i dźwignął na stolik, nie zamierzając ani na moment opuścić zdroju słodkich ust. Sukienka już dawno podwinięta, dłonie błądziły po odsłoniętych udach w zachwycie nad ich gładkością i kształtem. Zmęczenie zniknęło gdzieś, ustępując pulsującemu pragnieniu, naparł na nią zdecydowanie, zapominając, o hałasach i zapachach Londynu, zapominając gdzie są, tak jak kilka nocy temu zapomniał o tym, że leżą ledwie uszli z życiem na plaży, mokrzy i drżący, na chłodnym piasku. Tu przynajmniej było sucho. Nie licząc przewróconego kubka kakao, które teraz ciemną smugą skapywało na podłogę. Lecz nawet to kakao nie było tak wyborne jak usta kobiety, która postanowiła znów wpuścić go do swojego życia.