12.05.2024, 12:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.05.2024, 12:51 przez Lorien Mulciber.)
Gdyby tylko Richard podzielił się z nią własnymi podejrzewaniami jakoby pani Mulciber ukrywała wielką tajemnicę, Lorien z pewnością przyznałaby mu rację. Ukrywała narastającą irytację byciem przesłuchiwaną przy własnym stole i wywołany tym wszystkim miarodajny ból głowy. W dodatku, dzbanek wypełniony do pełna kawą okazał się dla osłabionej czarownicy po prostu zbyt ciężki, co dodatkowo ją frustrowało. Dlatego mimo wszystko na jej twarzy pojawił się wyraz szczerej wdzięczności, gdy szwagier to zauważył i postanowił zabrać naczynie.
Niespecjalnie długo była w stanie udawać, że jest w pełni zdrowia.
Upiła łyk kawy, przytrzymując filiżankę przy ustach, gdy padło pytanie o Sophie. Nad tym musiała zastanowić się nieco dłuższej.
- A to już wróciła do domu?- Odpowiedziała unosząc lekko brwi. Kiedy teraz dzieciaki kończyły rok szkolny? Nie miała żadnych innych planów na wakacje tylko musiała siedzieć w domu? Nie była już w wieku, w którym wypadałoby iść do pracy albo chociaż wyjść za mąż? Wiele pytań zostało wciśniętych w to jedno, które ostatecznie zostało wypowiedziane. Czując za nie zaspokoi tym ciekawości Richarda, westchnęła ciężko. Odstawiła filiżankę na spodeczek może nieco zbyt mocno, bo porcelana zgrzytnęła nieprzyjemnie, a kawa zakołysała się niebezpiecznie blisko krawędzi.- Wróciliśmy z Robertem w nocy. Naprawdę nie przyszło mi do głowy, że będziemy mieli tylu… gości.- W tym momencie brzmiała już na bardziej zrezygnowaną. I zmęczoną.- Jeśli Sophie jest w domu, na pewno przyj… Och, Selar.
Pojawienie się skrzatki skutecznie odwróciło uwagę Lorien od szwagra. Wręczyła służącej swoją filiżankę wciąż do polowy wypełnioną kawą.
- Duszko, zrób nową. I tym razem się postaraj, dobrze?- Miała coś jeszcze dodać, ale przerwało jej pojawienie się reszty domowników. Wraz z towarzystwem.
Rzuciła tylko wymowne spojrzenie Richardowi, gdy Robert stanął w drzwiach. Cały i zdrowy i nie porwany przez nikogo! Szok i niedowierzanie! A wraz z nim Sophie! Kolejna poszukiwana!
Wychyliła się lekko na krześle, żeby zobaczyć ostatniego z przybyłych.
- Kogo moje oczy widzą. Stanley Borgin we własnej osobie.- Uśmiechnęła się niemal serdecznie. Pierwszy i jedyny gość, którego rzeczywiście byłaby w stanie tolerować przy śniadaniu. Nikogo innego nie mogła wypytywać o sytuacje w Ministerstwie, prawda? Jeśli Lorien dodała dwa do dwóch i skojarzyła co usłyszała pod gabinetem z niezapowiedzianą wizytą Borgina - nie dała tego po sobie poznać. Nie kiedy w Richardzie obudził się emerytowany auror.
Odprowadziła jednak spojrzeniem nie Stanley’a, gdy zasiadł przy stole, a swojego męża. Zerknęła tylko przelotnie na Leonarda, który najwyraźniej stał się obiektem oczywistej reprymendy.
Cień milczącej satysfakcji pojawił się przez moment na twarzy kobiety.
Może gdyby Richard bardziej się skupił na pilnowaniu własnych synów zamiast na przesłuchiwaniu jej… No cóż. Wsparła nadgarstki o blat stołu postukując bezwiednie długimi pomalowanymi na czerwono pazurkami i cierpliwie czekając na powrót skrzatki ze świeżą kawą.
Niespecjalnie długo była w stanie udawać, że jest w pełni zdrowia.
Upiła łyk kawy, przytrzymując filiżankę przy ustach, gdy padło pytanie o Sophie. Nad tym musiała zastanowić się nieco dłuższej.
- A to już wróciła do domu?- Odpowiedziała unosząc lekko brwi. Kiedy teraz dzieciaki kończyły rok szkolny? Nie miała żadnych innych planów na wakacje tylko musiała siedzieć w domu? Nie była już w wieku, w którym wypadałoby iść do pracy albo chociaż wyjść za mąż? Wiele pytań zostało wciśniętych w to jedno, które ostatecznie zostało wypowiedziane. Czując za nie zaspokoi tym ciekawości Richarda, westchnęła ciężko. Odstawiła filiżankę na spodeczek może nieco zbyt mocno, bo porcelana zgrzytnęła nieprzyjemnie, a kawa zakołysała się niebezpiecznie blisko krawędzi.- Wróciliśmy z Robertem w nocy. Naprawdę nie przyszło mi do głowy, że będziemy mieli tylu… gości.- W tym momencie brzmiała już na bardziej zrezygnowaną. I zmęczoną.- Jeśli Sophie jest w domu, na pewno przyj… Och, Selar.
Pojawienie się skrzatki skutecznie odwróciło uwagę Lorien od szwagra. Wręczyła służącej swoją filiżankę wciąż do polowy wypełnioną kawą.
- Duszko, zrób nową. I tym razem się postaraj, dobrze?- Miała coś jeszcze dodać, ale przerwało jej pojawienie się reszty domowników. Wraz z towarzystwem.
Rzuciła tylko wymowne spojrzenie Richardowi, gdy Robert stanął w drzwiach. Cały i zdrowy i nie porwany przez nikogo! Szok i niedowierzanie! A wraz z nim Sophie! Kolejna poszukiwana!
Wychyliła się lekko na krześle, żeby zobaczyć ostatniego z przybyłych.
- Kogo moje oczy widzą. Stanley Borgin we własnej osobie.- Uśmiechnęła się niemal serdecznie. Pierwszy i jedyny gość, którego rzeczywiście byłaby w stanie tolerować przy śniadaniu. Nikogo innego nie mogła wypytywać o sytuacje w Ministerstwie, prawda? Jeśli Lorien dodała dwa do dwóch i skojarzyła co usłyszała pod gabinetem z niezapowiedzianą wizytą Borgina - nie dała tego po sobie poznać. Nie kiedy w Richardzie obudził się emerytowany auror.
Odprowadziła jednak spojrzeniem nie Stanley’a, gdy zasiadł przy stole, a swojego męża. Zerknęła tylko przelotnie na Leonarda, który najwyraźniej stał się obiektem oczywistej reprymendy.
Cień milczącej satysfakcji pojawił się przez moment na twarzy kobiety.
Może gdyby Richard bardziej się skupił na pilnowaniu własnych synów zamiast na przesłuchiwaniu jej… No cóż. Wsparła nadgarstki o blat stołu postukując bezwiednie długimi pomalowanymi na czerwono pazurkami i cierpliwie czekając na powrót skrzatki ze świeżą kawą.