22.12.2022, 20:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.12.2022, 21:10 przez Fergus Ollivander.)
Fergus nie potrafił się kryć. Był jak otwarta księga, której każda strona przynosiła coś zupełnie nowego. Był zirytowany? Miałeś wrażenie, że wszystko wokół zaraz wznieci się żywym ogniem. Podekscytowany? Ściany budynków aż drżały z przejęcia. Przerażony spotkaniem? To akurat Castiel miał szansę ujrzeć na własne oczy w postaci jego trzęsących się palców, między którymi wciąż trzymał papierosa i nerwowego uśmiechu. A także głupot, które ślina przynosiła mu na język.
Jego uszy zarejestrowały dźwięk, który wydobył się z ust Castiela, ale umysł nie połączył ich z faktem, że miały swoje odniesienie względem jego osoby. Ot, po prostu mruknięcie na powitanie.
- Nie, ale dodałem atramentu kalmara, żeby była bardziej czarna – ciągnął dalej żart Flinta, a oczy migotały mu w rozbawieniu. – Zapomniałem, że demony piją krew, przepraszam. Ale żeby wila? Nie potrzebujesz ich pomocy.
Dlaczego nie potrafił ugryźć się w język, zwłaszcza teraz? Spojrzał z przerażeniem na Castiela, ale zaraz ze wstydu odwrócił wzrok, wyjątkowo mocno skupiając się na kubku z kawą. Był ciepły, wręcz parzący opuszki jego palców. Mrowiło, ale było dziwnie przyjemne. Nie zmieniało to jednak faktu, że jego wnętrzności wywróciły fikołka i aż wrzeszczały z zażenowania, zaśmiewając się z głupoty swojego właściciela.
W końcu odważył się unieść spojrzenie, dostrzegając jego uśmiech. I nie potrafił go nie odwzajemnić, choć zdenerwowanie wcale z niego nie ulatywało.
- To? – zapytał, wskazując dłonią z papierosem w kierunku kieszeni. – Zwykły eksperyment, bardziej szkodliwa niż przydatna, ale z braku laku…
Widząc reakcję Casa na łyk kawy, sam nie skusił się jeszcze na własną. Kochał kawę, gdyby mógł, żyłby tylko o niej i tytoniu. Może jeszcze domieszce alkoholu. Nie brzmiało to ani trochę jak zdrowa dieta, ale tak już z nim było i nie mógł nic na to poradzić.
Kusiło go przestąpić o krok i zbliżyć się do Castiela, upuszczając przy tym wszystko, co trzymał w dłoniach. Mógłby wciągnąć go do pustego sklepu i udawać, że świat na zewnątrz nie istnieje, tak jak na tamtej łódce. Pytanie tylko, czy Flint by tego chciał? Nie mógł być w stu procentach pewny. Właściwie nie miał zielonego pojęcia, czego spodziewać się po tym spotkaniu. A mimo to tylko fakt, że trzymał kawę i papierosa powstrzymywał go przed wyciągnięciem ręki i spleceniem ich palców. To, i może też zatłoczona ulica.
- I jak ci to idzie? – Znów nie zdołał powstrzymać się przed pytaniem, na które wcale nie chciał znać odpowiedzi. A co, jeśli rodzina znalazła mu piękną, czystokrwistą narzeczoną i wszystko mogło prysnąć w ciągu zaledwie sekundy? Nie żeby go to miało dotyczyć, czy w ogóle obchodzić. Ale coś w jego trzewiach podpowiadało mu, że gdyby tak było, nie czułby się zbyt szczęśliwy. – Jaki jest właściwie powód tego spotkania? – zapytał, chcąc szybko zmienić temat. I ruszył za nim, nie do końca wiedząc, czego mógłby się po nim spodziewać. Może rzeczywiście śmierci z rąk potworów? Byle to nie były węże, nie cierpiał węży. Zacisnął palce na kubku, omal go nie zgniatając. Gdyby tak się stało, z łatwością poparzyłby się kawą.
- Dokąd idziemy? – zapytał, podążając tuż obok niego. Zdenerwowanie kolejny raz dało mu się we znaki i nawet papieros nie pomagał w rozbiciu napięcia. Wydmuchał dym w gęste, wilgotne powietrze i wyciągnął fajkę w kierunku Castiela z pytającym spojrzeniem. Nie miał już kolejnych, wypalił wszystkie, czekając na niego. Może i nie wypadało w ten sposób, ale z drugiej strony… Miał w ustach jego język. Papieros go nie zabije, przynajmniej nie w ten sposób.
- Wujek wywalił mnie za drzwi jakąś godzinę temu. Po tym, jak podpaliłem mu biurko – przyznał, wzruszając ramionami. Nie chciał teraz myśleć o pracy. Jedyne, co zaprzątało jego myśli, to próba pozbycia się ochoty na zatopienie dłoni we włosach Castiela, żeby upewnić się, że były takie miękkie, jak pamiętał.
Jego uszy zarejestrowały dźwięk, który wydobył się z ust Castiela, ale umysł nie połączył ich z faktem, że miały swoje odniesienie względem jego osoby. Ot, po prostu mruknięcie na powitanie.
- Nie, ale dodałem atramentu kalmara, żeby była bardziej czarna – ciągnął dalej żart Flinta, a oczy migotały mu w rozbawieniu. – Zapomniałem, że demony piją krew, przepraszam. Ale żeby wila? Nie potrzebujesz ich pomocy.
Dlaczego nie potrafił ugryźć się w język, zwłaszcza teraz? Spojrzał z przerażeniem na Castiela, ale zaraz ze wstydu odwrócił wzrok, wyjątkowo mocno skupiając się na kubku z kawą. Był ciepły, wręcz parzący opuszki jego palców. Mrowiło, ale było dziwnie przyjemne. Nie zmieniało to jednak faktu, że jego wnętrzności wywróciły fikołka i aż wrzeszczały z zażenowania, zaśmiewając się z głupoty swojego właściciela.
W końcu odważył się unieść spojrzenie, dostrzegając jego uśmiech. I nie potrafił go nie odwzajemnić, choć zdenerwowanie wcale z niego nie ulatywało.
- To? – zapytał, wskazując dłonią z papierosem w kierunku kieszeni. – Zwykły eksperyment, bardziej szkodliwa niż przydatna, ale z braku laku…
Widząc reakcję Casa na łyk kawy, sam nie skusił się jeszcze na własną. Kochał kawę, gdyby mógł, żyłby tylko o niej i tytoniu. Może jeszcze domieszce alkoholu. Nie brzmiało to ani trochę jak zdrowa dieta, ale tak już z nim było i nie mógł nic na to poradzić.
Kusiło go przestąpić o krok i zbliżyć się do Castiela, upuszczając przy tym wszystko, co trzymał w dłoniach. Mógłby wciągnąć go do pustego sklepu i udawać, że świat na zewnątrz nie istnieje, tak jak na tamtej łódce. Pytanie tylko, czy Flint by tego chciał? Nie mógł być w stu procentach pewny. Właściwie nie miał zielonego pojęcia, czego spodziewać się po tym spotkaniu. A mimo to tylko fakt, że trzymał kawę i papierosa powstrzymywał go przed wyciągnięciem ręki i spleceniem ich palców. To, i może też zatłoczona ulica.
- I jak ci to idzie? – Znów nie zdołał powstrzymać się przed pytaniem, na które wcale nie chciał znać odpowiedzi. A co, jeśli rodzina znalazła mu piękną, czystokrwistą narzeczoną i wszystko mogło prysnąć w ciągu zaledwie sekundy? Nie żeby go to miało dotyczyć, czy w ogóle obchodzić. Ale coś w jego trzewiach podpowiadało mu, że gdyby tak było, nie czułby się zbyt szczęśliwy. – Jaki jest właściwie powód tego spotkania? – zapytał, chcąc szybko zmienić temat. I ruszył za nim, nie do końca wiedząc, czego mógłby się po nim spodziewać. Może rzeczywiście śmierci z rąk potworów? Byle to nie były węże, nie cierpiał węży. Zacisnął palce na kubku, omal go nie zgniatając. Gdyby tak się stało, z łatwością poparzyłby się kawą.
- Dokąd idziemy? – zapytał, podążając tuż obok niego. Zdenerwowanie kolejny raz dało mu się we znaki i nawet papieros nie pomagał w rozbiciu napięcia. Wydmuchał dym w gęste, wilgotne powietrze i wyciągnął fajkę w kierunku Castiela z pytającym spojrzeniem. Nie miał już kolejnych, wypalił wszystkie, czekając na niego. Może i nie wypadało w ten sposób, ale z drugiej strony… Miał w ustach jego język. Papieros go nie zabije, przynajmniej nie w ten sposób.
- Wujek wywalił mnie za drzwi jakąś godzinę temu. Po tym, jak podpaliłem mu biurko – przyznał, wzruszając ramionami. Nie chciał teraz myśleć o pracy. Jedyne, co zaprzątało jego myśli, to próba pozbycia się ochoty na zatopienie dłoni we włosach Castiela, żeby upewnić się, że były takie miękkie, jak pamiętał.