12.05.2024, 14:48 ✶
Lestrange kiwnął głową i sięgnął do szafki, w której trzymali herbaty. Wziął pierwszą lepszą, jednak nie jedną z tych ziołowych, których Nicholas używał między innymi do wzmocnienia organizmu. Wyciągnął też dwa kubki, nie jeden - sam również planował się napić. Gdy woda powoli zwiększała swoją temperaturę, Rodolphus zastanowił się nad odpowiedzią. Czy zmagał się z problemami zdrowotnymi? Na jego ustach pojawił się cień uśmiechu, a w oku - błysk.
- Na pewno z bezsennością, o czym już wiesz - odpowiedział z pozoru niewinnie, przesuwając dłonią po blacie kuchennym. Ciężko było tę przypadłość ukryć, gdy się mieszkało razem i korzystało z eliksirów nasennych. Z drugiej jednak strony kto nie miewał problemów ze snem? Sęk w tym, że te jego były na tyle poważne, że musiał się wspomagać eliksirami. Nie wystarczyło pójść pobiegać, żeby móc zasnąć spokojnie o określonej porze - nie w jego przypadku. I nie w przypadku Nicka, bo również miał z tym problem. - I na jeszcze jedną przypadłość.
Naprawdę nie miał zamiaru dręczyć Nicholasa i powodować, żeby ten się męczył fizycznie ale na Merlina: sam się podłożył, przynajmniej w jego opinii. Lestrange przysunął się bliżej, a dłoń która wodziła do tej pory po blacie, przeniosła się na przedramię Traversa.
- Dużo poważniejszą. Powoduje nierówne, mocne bicie serca, trudności ze złapaniem oddechu, mrowienie w całym ciele... - wyliczał poważnym tonem, wsuwając palce pod rękaw swetra, który założył Nick. - Czasem atakuje w najmniej spodziewanym momencie. Sprawia, że myśli przestają płynąć prostym, logicznym torem, zaczynają się plątać i przesłania je dziwna mgła, uniemożliwiająca skupienie się.
Spojrzał Nicholasowi w oczy - jego własne błyszczały, przepełnione rozbawieniem. Był ciekaw, czy Nick jak zwykle weźmie dosłownie to, co mówił. Bo objawy brzmiały bardzo, bardzo poważnie, tak jakby cierpiał na nieuleczalną przypadłość, z którą trzeba było żyć do końca swoich dni. Jak zareaguje, gdy się dowie, że tą przypadłością był on sam?
- Na pewno z bezsennością, o czym już wiesz - odpowiedział z pozoru niewinnie, przesuwając dłonią po blacie kuchennym. Ciężko było tę przypadłość ukryć, gdy się mieszkało razem i korzystało z eliksirów nasennych. Z drugiej jednak strony kto nie miewał problemów ze snem? Sęk w tym, że te jego były na tyle poważne, że musiał się wspomagać eliksirami. Nie wystarczyło pójść pobiegać, żeby móc zasnąć spokojnie o określonej porze - nie w jego przypadku. I nie w przypadku Nicka, bo również miał z tym problem. - I na jeszcze jedną przypadłość.
Naprawdę nie miał zamiaru dręczyć Nicholasa i powodować, żeby ten się męczył fizycznie ale na Merlina: sam się podłożył, przynajmniej w jego opinii. Lestrange przysunął się bliżej, a dłoń która wodziła do tej pory po blacie, przeniosła się na przedramię Traversa.
- Dużo poważniejszą. Powoduje nierówne, mocne bicie serca, trudności ze złapaniem oddechu, mrowienie w całym ciele... - wyliczał poważnym tonem, wsuwając palce pod rękaw swetra, który założył Nick. - Czasem atakuje w najmniej spodziewanym momencie. Sprawia, że myśli przestają płynąć prostym, logicznym torem, zaczynają się plątać i przesłania je dziwna mgła, uniemożliwiająca skupienie się.
Spojrzał Nicholasowi w oczy - jego własne błyszczały, przepełnione rozbawieniem. Był ciekaw, czy Nick jak zwykle weźmie dosłownie to, co mówił. Bo objawy brzmiały bardzo, bardzo poważnie, tak jakby cierpiał na nieuleczalną przypadłość, z którą trzeba było żyć do końca swoich dni. Jak zareaguje, gdy się dowie, że tą przypadłością był on sam?