12.05.2024, 15:14 ✶
-Dziękuję.- Odpowiedział uprzejmie, kiedy Morpheus powiedział, że szkoda mu Tereski. Isaac sam nie wiedział, czy dziewczyna była szczęśliwa, czy nie. Czasem wydawała się radosna, a czasem smutna. Jak każdy człowiek. Temat wieszczenia i problemów z nim związanych, bardzo go interesował. Nie znał jednak pana Longbottoma na tyle, żeby zadawać mu otwarte pytania. Może uda mu się coś przemycić podczas rozmowy.
Kiedy weszli do lokalu i Morpheus postanowił zapłacić, Bagshot zaczął oponować. To on zaproponował mu piwo, więc głupio by było, gdyby to jego gość wykładał galeony.
- Podwójną z lodem, ale następną kolejkę stawiam ja, panie Longbottom. W końcu to ja tutaj pana zaprosiłem.- Powiedział, marszcząc w niezadowoleniu delikatnie brwi. Uśmiechnął się zaraz jednak, kiedy dostała do ręki swoją szklankę. Zdjął z głowy kapelusz.- To za spotkanie, panie Longbottom. I za Brenne oraz Erika.- Zaproponował toast i upił łyk. Zajął miejsce na przeciwko swojego rozmówcy. Kapelusz położył sobie na kolanach.
- Panie Longbottom, bardzo mi przykro. - Zawiesił na chwilkę glos, ponieważ nie spodziewał się takiego wyznania. Rozmawiał z wieloma osobami które straciły bliskich i nie było dobrego rozwiązania na to, co należałoby powiedzieć. Każdy człowiek był inny - jedni wymagali pocieszenia, a inni chcieli po prostu móc się wygadać.
- Pańska rodzina od zawsze ryzykowała służąc dla dobra innych. Nie znałem pańskiego brata, ale znam Brenne i Erika. Myśle, że tacy ludzie w ogólnym rozrachunku są zadowoleni jeśli zginą robiąc to, co kochają. To brzmi jak puste frazesy, wiem o tym, ale nie mowie tego dlatego, że wyczytałem to w książkach.- Dodał pospiesznie i spojrzał uważnie na twarz Morpheusa.-Kilka lat podróżowałem po Europie. Napisałem książkę o wpływie nazizmu na świat czarodziejów. Jestem pisarzem, to takie moje hobby. Przeprowadziłem setki rozmów z bohaterami wojennymi, czarodziejami którzy przeżyli holocaust i ryzykowali życiem, żeby bronić innych. Na pytanie, czy nie bali się śmierci, to większość odpowiadała że się bała, ale byliby dumni mogąc zginąć za sprawę. My możemy tego nie rozumieć, bo żyjemy nadal i zostajemy z zadrą w sercu. - Podparł podbródek na dłoni i zerknął w swoją szklankę.- Jesteśmy wściekli. Musimy dźwigać ciężar samotności i echa, które po nich pozostało. Ich już nie ma, nie muszą się o nic martwić, a my do końca życia będziemy mierzyli się z pustka którą w nas po sobie zostawili. To bardzo niesprawiedliwe, to prawda. Ale tak to już jest, jeśli mamy zaszczyt mieć wśród rodziny lub przyjaciół prawdziwych bohaterów.- Napił się.
Kiedy weszli do lokalu i Morpheus postanowił zapłacić, Bagshot zaczął oponować. To on zaproponował mu piwo, więc głupio by było, gdyby to jego gość wykładał galeony.
- Podwójną z lodem, ale następną kolejkę stawiam ja, panie Longbottom. W końcu to ja tutaj pana zaprosiłem.- Powiedział, marszcząc w niezadowoleniu delikatnie brwi. Uśmiechnął się zaraz jednak, kiedy dostała do ręki swoją szklankę. Zdjął z głowy kapelusz.- To za spotkanie, panie Longbottom. I za Brenne oraz Erika.- Zaproponował toast i upił łyk. Zajął miejsce na przeciwko swojego rozmówcy. Kapelusz położył sobie na kolanach.
- Panie Longbottom, bardzo mi przykro. - Zawiesił na chwilkę glos, ponieważ nie spodziewał się takiego wyznania. Rozmawiał z wieloma osobami które straciły bliskich i nie było dobrego rozwiązania na to, co należałoby powiedzieć. Każdy człowiek był inny - jedni wymagali pocieszenia, a inni chcieli po prostu móc się wygadać.
- Pańska rodzina od zawsze ryzykowała służąc dla dobra innych. Nie znałem pańskiego brata, ale znam Brenne i Erika. Myśle, że tacy ludzie w ogólnym rozrachunku są zadowoleni jeśli zginą robiąc to, co kochają. To brzmi jak puste frazesy, wiem o tym, ale nie mowie tego dlatego, że wyczytałem to w książkach.- Dodał pospiesznie i spojrzał uważnie na twarz Morpheusa.-Kilka lat podróżowałem po Europie. Napisałem książkę o wpływie nazizmu na świat czarodziejów. Jestem pisarzem, to takie moje hobby. Przeprowadziłem setki rozmów z bohaterami wojennymi, czarodziejami którzy przeżyli holocaust i ryzykowali życiem, żeby bronić innych. Na pytanie, czy nie bali się śmierci, to większość odpowiadała że się bała, ale byliby dumni mogąc zginąć za sprawę. My możemy tego nie rozumieć, bo żyjemy nadal i zostajemy z zadrą w sercu. - Podparł podbródek na dłoni i zerknął w swoją szklankę.- Jesteśmy wściekli. Musimy dźwigać ciężar samotności i echa, które po nich pozostało. Ich już nie ma, nie muszą się o nic martwić, a my do końca życia będziemy mierzyli się z pustka którą w nas po sobie zostawili. To bardzo niesprawiedliwe, to prawda. Ale tak to już jest, jeśli mamy zaszczyt mieć wśród rodziny lub przyjaciół prawdziwych bohaterów.- Napił się.