12.05.2024, 18:13 ✶
Degenhardt nie zastanawiał się głęboko nad tym, dlaczego wszyscy zebrani tu czarodzieje spojrzeli na niego z grozą i tak łatwo uwierzyli w jego wersję wydarzeń. Siła przebicia związana z tym, że nie miał już żadnego głębszego powodu do tego typu kłamstw? Czy zwyczajnie pojednał ich jego niesamowity urok osobisty? Szczerze mówiąc - w tej chwili w chuju to miał. Musiał ogarnąć się z zaduszeniem go, zanim ten się ocknie i zacznie sprawiać mu jeszcze większe problemy, niż donosząc o jego działaniach do Ministerstwa. Halo, Degenhardt miał żonę, mógłby się powstrzymać. Dzieci co prawda nie miał, bo oboje z Lavinią już dawno zatracili się w szaleństwie, żeby myśleć o sprowadzeniu na ten świat potomków, ale przecież nawet o bezdzietną żonę dbać było trzeba? Mógłby mu to wygarnąć, jak koledze po fachu, skoro go teraz oficjalnie zatrudniono do bycia potworem tak jak i inne dusze tułające się po Ścieżkach, ale to by przecież znaczyło, że jego egzystencja miała jakiekolwiek znaczenie. Obecną inspiracją Degenhardta było obdzieranie śmierci z jej wyniosłości - żadnych pompatycznych gestów, wznoszących słów. Podobała mu się wizja uciszenia kogoś w środku zdania. Niedokończone historie. Życie urwane nagle, chociaż nie tego oczekiwałeś. Nic pięknego. Nudny, nic nie znaczący szczur mógł się w to wpisać swoją nudą i nie znaczeniem niczego. Byłby najnudniejszą i najmniej znaczącą ze wszystkiego nut. To przecież przerażało w odejściu najbardziej, tak? Bycie zapomnianym.
- Zamierzasz stać tu i na to patrzeć? Cóż... - Zastanowił się chwilę, zbliżając się do leżącego mężczyzny, żeby podnieść go za fraki. Pozostała dwójka najwyraźniej nie zamierzała się w to mieszać, ale Degenhardt wiedział, że prędzej czy później dowie się o tym Fontaine. - Nie obchodzi mnie to. - Miał w sobie tyle chaotyczności aby zaryzykować to, czy Lestrange zechce zatrzymać go w trakcie. Opuścił różdżkę w dół - Oto twoje przedstawienie. - Nudne podniesienie kogoś tylko po to, żeby zacisnąć palce na jego twarzy i szyi. Zatkać nos i usta jedną z dłoni, drugą ułożyć dla pewności kilkanaście centymetrów niżej. Naparł na niego resztą ciała, przyciskając na wpół przytomnego jegomościa do blatu drewnianego, syfiastego barku, aż wreszcie przestał się wierzgać i mógł opuścić go na podłogę. To było tak krótkie, pozbawione jakichkolwiek emocji, niegodne błysków w oku Rodolphusa, że aż bezsensowne. On jednak w tym bezsensie właśnie doszukiwał się tych kilku dźwięków, jakie wydobędą się dzisiaj z jego fortepianu. Ludzie, o których nikt nie będzie pamiętał. To byłoby skrajnie nietrafione, gdyby jego odejście wiązało się z czymkolwiek więcej niż westchnieniem, kiedy musiał dźwignąć go do góry, ale przecież nie będzie się nad nim pochylał.
Zatrzymał się w swoich działaniach na moment. Czy przyszła ta chwila inspiracji...?
- Zamierzasz stać tu i na to patrzeć? Cóż... - Zastanowił się chwilę, zbliżając się do leżącego mężczyzny, żeby podnieść go za fraki. Pozostała dwójka najwyraźniej nie zamierzała się w to mieszać, ale Degenhardt wiedział, że prędzej czy później dowie się o tym Fontaine. - Nie obchodzi mnie to. - Miał w sobie tyle chaotyczności aby zaryzykować to, czy Lestrange zechce zatrzymać go w trakcie. Opuścił różdżkę w dół - Oto twoje przedstawienie. - Nudne podniesienie kogoś tylko po to, żeby zacisnąć palce na jego twarzy i szyi. Zatkać nos i usta jedną z dłoni, drugą ułożyć dla pewności kilkanaście centymetrów niżej. Naparł na niego resztą ciała, przyciskając na wpół przytomnego jegomościa do blatu drewnianego, syfiastego barku, aż wreszcie przestał się wierzgać i mógł opuścić go na podłogę. To było tak krótkie, pozbawione jakichkolwiek emocji, niegodne błysków w oku Rodolphusa, że aż bezsensowne. On jednak w tym bezsensie właśnie doszukiwał się tych kilku dźwięków, jakie wydobędą się dzisiaj z jego fortepianu. Ludzie, o których nikt nie będzie pamiętał. To byłoby skrajnie nietrafione, gdyby jego odejście wiązało się z czymkolwiek więcej niż westchnieniem, kiedy musiał dźwignąć go do góry, ale przecież nie będzie się nad nim pochylał.
Zatrzymał się w swoich działaniach na moment. Czy przyszła ta chwila inspiracji...?
they should be
t e r r i f i e d
of me
t e r r i f i e d
of me