Philip w pierwszej chwili miał wrażenie, że się przesłyszał. O ile potrafił zrozumieć to, że ktoś nie jest fanem tego szlachetnego sportu i nie zna nazwisk członków przynajmniej jednej drużyny Quidditcha, tak dalsze słowa jakie wypowiedział mężczyzna sprawiły, że zaczął zastanawiać się nad tym, czy faktycznie chce podtrzymywać tę rozmowę. Znalazł się w dość niekorzystnej sytuacji - utknął w ministerialnej windzie z kimś, kto nazywana miotłę "wyrwanym drzewkiem" i twierdzi, że latanie na podstawowym dla czarodziejów środku transportu nie jest wygodne oraz sprowadził cały jego zawód, całą jego karierę do latania za piłkami. Wzniósł oczy do nie sufitu, widocznego w nikłym świetle obu różdżek.
— Miotły to powszechny środek transportu w tych stronach, jednak to nie jest wyrwane drzewko. Sprowadził pan Quidditcha do bezmyślnego latania za piłkami, wykazując się w tym momencie wyraźną ignorancją. Moja rodzina stworzyła wiele zasad obowiązujących do dzisiaj w tym sporcie. Jesteśmy niezrównani w tym. Starając się o pobyt w danym państwie, należy poznać jego kulturę i wykazywać minimum ogłady aby nie obrażać jego mieszkańców. — Z tonu jego głosu oraz wypowiedzianych przez niego słów dało się wywnioskować, że poczuł się urażony. Nie krył tego. Philip nie należał do grona osób, które nie mają odwagi powiedzieć tego, co myślą w danej sytuacji. Spojrzał teraz na tego mężczyznę z góry. Nie bez powodu uważał siebie za lepszego od innych na tym tle. Jedni go kochali, drudzy go nienawidzili i zazdrościli mu. Tego rodzaju zachowaniem doskonale wpasował się w wizję każdej z gwiazd, mającej swojej humory. Quidditch to coś więcej, niż latanie za piłkami - za tym krył się szereg skomplikowanych zasad, które zostały wymyślone przez jego krewnych, których ten mężczyzna również obraził.
— Widzi pan, jedynie na czym się znam to latanie za piłkami. W mechanizmie windy nie ma żadnej piłki, bym mógł ją złapać. Ma pan wolną rękę. Ja jednak rozważam zaczekanie na to aż zostaniemy uwolnieni przez pracowników Ministerstwa. Ktoś na pewno zauważy, że jedna z wind nie funkcjonuje. — Początkowo naprawdę zamierzał samemu się stąd wydostać, tak teraz był skłonny zmienić zdanie. W jego głosie wciąż pobrzmiewało stosowne niezadowolenie, wywołane ignorancką postawą młodszego mężczyzny. Nie należał też do grona osób śpieszących na ratunek każdemu w potrzebie, zwłaszcza jeśli na to ten ktoś nie zasługiwał. Nie był rycerzem na białym koniu. Gdyby to zrobił to tylko po to aby nie spędzić ani minuty dłużej z tym czarodziejem w ograniczonej przestrzeni.