Naprawdę? Ale że NAPRAWDĘ? Ze wszystkich ludzi, mieszkających w Anglii... Ze wszystkich ludzi, mieszkających w samym Londynie, akurat w takiej sytuacji, akurat zamknięty w windzie, musiał trafić akurat na Gwiazdora? Nie mógł mu się trafić ktoś milszy? Przynajmniej Ugh...
-Przepraszam, że w moich stronach używa się wyrwanych drzewek, a nie mioteł - powiedział, ale jego ton nie wskazywał na to, żeby było mu w nawet najmniejszym stopniu przykro za tę "zniewagę". -Nie powiedziałem, że to "bezmyślne latanie za piłkami". Stwierdziłem jedynie, że ściganie Kafla czy Znicza nie jest proste, kiedy ujeżdża się latające drzewo.
Gdyby pan Nott na głos powiedział wszystkie swoje myśli, z jedną musieliby się zgodzić - obaj zastanawiali się, czy istniał sens podtrzymywania tej rozmowy.
Oczywiście, co kraj to obyczaj i celebryta słusznie podkreślił, że należałoby poznać kulturę kraju, do którego ma się zamiar wybrać, a co dopiero w nim zamieszkać, ale Nikolai nie miał w zamyśle obrażać fanów Quidditcha, czy ujmować mu. Stracił zainteresowanie tym sportem w momencie, gdy pierwszy raz spróbował w niego zagrać, jeszcze w szkole. Kontrolowanie wyrwanego drzewka samo w sobie nie było najwygodniejsze, a gdy trzeba było w tym samym czasie jeszcze się skupić, by wypatrzeć Znicz, ominąć Tłuczek czy odebrać przeciwnikowi Kafla... Nie, to nie było dla niego. Może gdyby wychował się w innym kraju... Może gdyby poznawał Quidditcha właśnie na miotle... Ach te różnice kulturowe.
Nie spodobało mu się spojrzenie, jakie skierował w niego celebryta, ale zacisnął zęby i nie powiedział nic. W taki sam sposób na ludzi patrzyli jego ojciec i Pyotr. Narcystyczni pajace. Jak tak cały czas będą zadzierać głowy, to im kiedyś ptak na czoło narobi.
Och, naprawdę? Teraz będzie jeszcze zgrywał Damę w Opałach? Wcześniej tak się spieszył, "nie zamierzam czekać..." mówił, a teraz co? Stanie sobie i będzie tupał nóżką i chrząkał, aż ktoś się nie pojawi, otworzy windę i wyniesie go na rękach, jak pannę młodą przez próg?
-To jakim cudem Pan skończył szkołę? - wyrwało mu się, chociaż powiedział to na tyle cicho, że może drugi mężczyzna jednak tego nie usłyszał.
Wziął głęboki wdech, policzył w myślach do trzech i zaczął myśleć. Czekanie wydawało się najbezpieczniejszą (?) opcją, bo z zewnątrz ktoś byłby w stanie stwierdzić, co takiego wywołało usterkę, i znaleźć najlepszy sposób na wyciągnięcie ich. Z drugiej strony, ile mogłoby to trwać? Mógłby otworzyć drzwi na siłę, ale to też nic by im nie dało. Nie chciał też rzucać zaklęciami jedynie z nadzieją, że któreś mogłoby zdziałać cuda i ich uratować z opresji. Jeszcze faktycznie rozwaliłby mechanizm i byłaby jego wina, a mimo wszystko wolał, żeby Gwiazdor nie został ranny z jego winy.
Światło windy znowu mrugnęło. Nikolai zmarszczył brwi. Winda drgnęła, jakaś kołatka trzasnęła. Chwila ciszy.
Coś trzasnęło - jakby zerwała się jakaś linka - i winda zsunęła się gwałtownie. Spadła może o jedno piętro, nim coś ją zatrzymało, szarpiąc nią. Nikolai uderzył plecami o ściankę.
Na Brodę Merlina, co to było?!, pomyślał, czując napływającą panikę.
Winda mogła jeszcze spaść.
-O-oby się pośpieszyli...