Z ust jego syna padła oczekiwana przez niego odpowiedź. Dostawszy to co chciał usłyszeć, jedynie skinął głową. Tym samym dyskusję uznał za zakończoną. Istniała szansa, że Augustus okaże się przydatny i zdobędzie dla niego jakiekolwiek przydatne informacje, które będzie mógł wykorzystać. Czas pokaże, czy tak będzie. Mogło się okazać, że Augustus nie przekaże mu żadnych wartych uwagi informacji, tak samo jak jego plany mogły spalić na panewce.
Od czasu Beltane dopuszczał większe niż zwykle ryzyko powstania magicznych anomalii, a przecież samo Little Hangleton było praktycznie rajem dla czarnoksiężników. Tu, jak otworzy się okno i zawieje odpowiedni wiatr, można poczuć czarnomagiczny swąd. Pracownicy Ministerstwa nie byli potrzebni.
To nie było nic, z czym sobie nie poradziłby. Niekontrolowany wzrost roślin udało mu się sprawnie okiełznać. Nie spodziewał się tego, że anomalia bardzo szybko rozprzestrzeni się po terenie rodowej posiadłości. Na huk gromu i rozbłysk przecinający w tym momencie zadarł głowę ku niebu. Odczuł chłód przenikający przez poły jego marynarki i koszuli. Wszystko wskazywało na to, że lada moment mogą mieć tutaj prawdziwą wichurę. Co więcej, musieli zacząć się bronić przed nowym zagrożeniem w postaci porywanych przez wiatr kamieni i gałęzi. Sam to robił za pomocą swojej różdżki. O magii bezróżdżkowej porozmawiają później, jak zapanują nad tą sytuacją.
— Na Merlina... widocznie to bardziej złożony problem. Znajdźmy przyczynę tego zjawiska, zanim to wymknie się spod kontroli jeszcze bardziej. — Warknął. Dla Chestera było to w jakimś stopniu jak powtórka z Beltane. Doświadczenie tego po raz kolejny nie było na rękę.
Sukces!
Sukces!