Wieczność mogła być czymś wspaniałym, ale również okropnym. Nie umiała sobie wyobrazić siebie w podobnej sytuacji. Czy byłaby w stanie żyć wiecznie nie mogąc w pełni korzystać z tego życia? Pewnie nie. To musiało być nawet w pewien sposób dołujące, istnienie, jednak nie do końca. Wieczność pozbawiona przyjemności, które dawał świat. Niby masz wszystko, ale jednak nie. Wiele osób marzyło o życiu wiecznym, nie sądziła jednak, żeby myśleli wtedy o żywocie wampirów, to nie było coś, czego pragnęli ludzie.
- Czy oni w ogóle weryfikują tych ludzi? Jak uciekła? Co za dramat. - Trixie nie umiała sobie wyobrazić, jak to w ogóle możliwe. Skoro laska zdecydowała się wspierać Czarnego Pana, to powinna to robić bez względu na wszystko, jak mogła zostawić Sauriela na pastwę losu. To nie tak, że Black uważała, że nie poradziłby sobie, jednak chyba wypadałoby mieć jakieś zasady. Nie akceptowała odwrotu, jeśli ktoś się w coś angażował, to powinien robić to w pełni, do końca.
Uśmiechnęła się widząc gest, jaki pokazał jej Rookwood, wiedziała, że kto, jak kto, ale on jest w stanie poradzić sobie sam. Nawet z dwójką aurorów, sama pewnie miałaby problem, żeby wygrać z nim starcie. Na całe szczęście stał po słusznej stronie i był jej sojusznikiem. - Jakie kurwa wróżki? - Mrugnęła dwa razy niedowierzająco. Skąd na polanie wzięły się wróżki? Nie miała pojęcia, może faktycznie doceniły jego efektowną walkę, czy coś, ale brzmiało to strasznie abstrakcyjnie.
Kolejny raz zamrugała kiedy wspomniał o zoo. Otworzyła też oczy ze zdumienia i usta, można by spokojnie wsadzić w nie teraz palec. - Do zoo? - Powtórzyła, bo naprawdę brzmiało to jeszcze bardziej abstrakcyjnie od tych wróżek. - Co za geniusz wpadł na ten pomysł? - Czy nie wiedzieli, że jest wampirem? Musieli wiedzieć, ktoś z dowodzących był naprawdę nieźle pojebany, że zdecydował się na coś takiego, dlaczego ryzykowali życie ich czarnego konia? Nie miała pojęcia, powinni się stuknąć w łeb kilka razy, może to by pomogło. - Jestem pełna podziwu, że w ogóle tam poszedłeś, ja bym chyba napisała petycję do szefa, żeby przemówił im do rozsądku. - Nie zamierzała wykonywać takich durnych rozkazów, a wydawało jej się, że Voldemort również uznałby ten pomysł za durny.
Uśmiechnęła się widząc ten cudowny ukłon Sauriela. Wiedziała, że gardzi tymi staromodnymi zasadami, ale robił to całkiem zgrabnie. Szkoda, że niewielu czystokrwistych mogło dorównać mu tą naturalnością. Lubiła go za tę szczerość, doceniała to, jaką jest osobą. Robił zawsze to na co miał ochotę, nie wszyscy tak potrafili.
Bawili się wspaniale, bardzo długo. Tańce, w między czasie kolejne drinki. Łatwo przychodziło jej z nim zapominanie o rzeczywistości. Rzadko kiedy pozwalała sobie na taką zabawę. Kiedy zaczęło brakować jej sił, a noc powoli przechodziła w dzień Rookwood jak przystało na prawdziwego dżentelmena odprowadził ją do domu.