12.05.2024, 23:42 ✶
Czasem to właśnie wnętrza, które wydawały się względnie zdatne do zamieszkania, były tymi którymi należało się dokładniej zająć. Bądź co bądź, gdyby wszystkie meble nadawałyby się do wyrzucenia lub do spalenia w piecu podczas jednej z jesiennych czy zimowych nocy, opróżnienie poszczególnych pomieszczeń zajęłoby im o wiele mniej czasu. Nie trzeba by było dwa razy zastanawiać się nad tym, czy dana szafka, czy element wystroju jeszcze się przyda. Wiele wskazywało jednak na to, że Księżycowy Staw nie wymagał kompletnego remontu od A do Z, a bardziej... odnowienia? Odświeżenia, pomyślał Longbottom, przedzierając się przez kolejne mniej lub bardziej interestujące znaleziska.
W pierwszym pokoju w jego ręce wpadł urywek artykułu z Proroka Codziennego, toteż Erik wsunął go do kieszeni, zanim ruszył do kolejnego pomieszczenia. W pewnym momencie uniósł głowę znad stosu książek ułożonych w małą kolumnę, gdy ciszę panującą na piętrze przerwał głos Morfeusza. Wzdrygnął się na jego słowa. Nie wiem, którą siostrę pochowałam? Okropnie to brzmiało. Longbottom już miał wrócić do reszty swoich towarzyszy, gdy w oko wpadła mu książka znajdująca się mniej więcej w połowie wieżyczki z podręczników. A konkretnie to wystająca z niej z obu stron płachta pergaminu. Erik wysunął ją ostrożnie i dopiero wówczas przeszedł do Patricka i Morfeusza.
— Nie mieli zbyt dużo szczęścia — skomentował bezwiednie, wygładzając pergaminową kartę o kolano, aby zaraz rozłożyć ją na wierzchu szafki w korytarzu. — Z czterech rodów z najstarszego pokolenia ostał się jeden. O Gampach czy Fleamontach ledwo się już słyszy. Jak widać, Juliusowie wymarli, więc w sumie pozostali tylko Traversowie od strony Leony. — Stuknął parę razy palcem w nazwisko kobiety, po czym przesunął je na Katherine powiązaną z Romulusem. — No, chyba że jeszcze ją do tego liczymy. Abbottowie też się dalej trzymają.
Erik nie był ekspertem z dziedziny magicznej genealogii, jednak przez liczne bankiety i spotkania socjety, jakie odbywały się w murach Warowni, zdołał osłuchać się z najpopularniejszymi nazwiskami. Niektórzy czarodzieje, zwłaszcza ci nieco starsi, zwykli się czasem chwalić, że wywodzili się z wymarłych już rodów, jednak w dużej mierze traktowano to jako ciekawostkę. Ciekawiło go, z czego wynikało małżeństwo Ignasiusa i Amelii. Chęć połączenia dwóch prominentnych wówczas rodów? Prawdziwa miłość? Spora liczba dzieci mogła na to wskazywać. Niektóre małżeństwa z trudem doczekiwały się jednego dziedzica czy dziedziczki.
— Dziwią te imiona ''Guinevre'' i ''Genevieve''. Tak z marszu ciężko by było je rozróżnić — rzucił, smakując na języku brzmienie obu imion. Zmarszczył czoło. — Ale... Morfeuszu, wspominałeś o jakiejś Lydii, prawda? Nie widzę jej tutaj. — Spojrzał na drzewo genealogiczne. — Myślicie, że to jakaś... przyjaciółka? Kuzynka?
Imię jednej z bliźniaczek nie mogło opuścić jego głowy. Zwłaszcza Guinevre wydawała mu się przedziwna. Guinevere, Gwen, Ginny - te formy wydawały mu się prostsze, a przy tym bardziej popularne. Guinevre? Zdecydowanie nie wpadało tak łatwo w ucho. Dziwiło to, tym bardziej że reszta rodzeństwa miała zdecydowanie bardziej standardowe imiona. Zmiana w ówczesnej modzie?
— O ta — postukał palcem o ''Justine Julius'' — Podobno zaginęła podczas bankietu w posiadłości.
Wyciągnął znalezioną wcześniej notkę i odłożył ją na blat.
W pierwszym pokoju w jego ręce wpadł urywek artykułu z Proroka Codziennego, toteż Erik wsunął go do kieszeni, zanim ruszył do kolejnego pomieszczenia. W pewnym momencie uniósł głowę znad stosu książek ułożonych w małą kolumnę, gdy ciszę panującą na piętrze przerwał głos Morfeusza. Wzdrygnął się na jego słowa. Nie wiem, którą siostrę pochowałam? Okropnie to brzmiało. Longbottom już miał wrócić do reszty swoich towarzyszy, gdy w oko wpadła mu książka znajdująca się mniej więcej w połowie wieżyczki z podręczników. A konkretnie to wystająca z niej z obu stron płachta pergaminu. Erik wysunął ją ostrożnie i dopiero wówczas przeszedł do Patricka i Morfeusza.
— Nie mieli zbyt dużo szczęścia — skomentował bezwiednie, wygładzając pergaminową kartę o kolano, aby zaraz rozłożyć ją na wierzchu szafki w korytarzu. — Z czterech rodów z najstarszego pokolenia ostał się jeden. O Gampach czy Fleamontach ledwo się już słyszy. Jak widać, Juliusowie wymarli, więc w sumie pozostali tylko Traversowie od strony Leony. — Stuknął parę razy palcem w nazwisko kobiety, po czym przesunął je na Katherine powiązaną z Romulusem. — No, chyba że jeszcze ją do tego liczymy. Abbottowie też się dalej trzymają.
Erik nie był ekspertem z dziedziny magicznej genealogii, jednak przez liczne bankiety i spotkania socjety, jakie odbywały się w murach Warowni, zdołał osłuchać się z najpopularniejszymi nazwiskami. Niektórzy czarodzieje, zwłaszcza ci nieco starsi, zwykli się czasem chwalić, że wywodzili się z wymarłych już rodów, jednak w dużej mierze traktowano to jako ciekawostkę. Ciekawiło go, z czego wynikało małżeństwo Ignasiusa i Amelii. Chęć połączenia dwóch prominentnych wówczas rodów? Prawdziwa miłość? Spora liczba dzieci mogła na to wskazywać. Niektóre małżeństwa z trudem doczekiwały się jednego dziedzica czy dziedziczki.
— Dziwią te imiona ''Guinevre'' i ''Genevieve''. Tak z marszu ciężko by było je rozróżnić — rzucił, smakując na języku brzmienie obu imion. Zmarszczył czoło. — Ale... Morfeuszu, wspominałeś o jakiejś Lydii, prawda? Nie widzę jej tutaj. — Spojrzał na drzewo genealogiczne. — Myślicie, że to jakaś... przyjaciółka? Kuzynka?
Imię jednej z bliźniaczek nie mogło opuścić jego głowy. Zwłaszcza Guinevre wydawała mu się przedziwna. Guinevere, Gwen, Ginny - te formy wydawały mu się prostsze, a przy tym bardziej popularne. Guinevre? Zdecydowanie nie wpadało tak łatwo w ucho. Dziwiło to, tym bardziej że reszta rodzeństwa miała zdecydowanie bardziej standardowe imiona. Zmiana w ówczesnej modzie?
— O ta — postukał palcem o ''Justine Julius'' — Podobno zaginęła podczas bankietu w posiadłości.
Wyciągnął znalezioną wcześniej notkę i odłożył ją na blat.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞