Rozsądnie dla chłopaka byłoby zarobić nieco pieniędzy przez zwyczajne zatrudnienie się gdzieś, uzbieranie pieniędzy na mieszkanie lub najlepiej dom z ogrodem i wtedy myśleć o własnym biznesie. Mógłby bez oporu i problemów zająć się hodowlą roślin i ziół. Żyć na własny rachunek. Jest już dorosły, powinien tak też myśleć. Zrozumiałe, że chce pomagać w interesie rodzinnym, ale to już musiałby rzeczywiście porozmawiać z Robertem. Richard robił tyle, ile sam mógł na odległość, jak i na miejscu.
Wstępna zgoda, nie równała się z tym, jaka będzie od jego brata. Dla Richarda byłoby zaskoczeniem, gdyby brat wyraził zgodę pod swoim dachem na jakiekolwiek prowadzenie interesu przez ich dzieci. Nie chciał też chłopakowi robić żmudnych nadziei, więc na jego podziękowania, nie zareagował. Zapytał przy tym, czy jest coś jeszcze do omówienia.
- Byliśmy na meczu Quidditcha.Akurat tutaj nie było co ukrywać, gdzie byli. To, że Richard lubił ten sport, było w rodzinie raczej wiadome. Jak mu czas pozwalał, wybierał się sam, z kolegami czy może i nawet zabierał zainteresowanych synów. Tutaj z kolei, wyciągnął brata. Przynajmniej oderwał się trochę od problemów i nie kisł w fotelu ich starego w gabinecie.
Skoro nie było nic więcej do omówienia i chłopak dał mu możliwość iść odpocząć, Richard postanowił z tego skorzystać. Zakładając, że skrzaty przygotowały dla jego syna pokój, gdy się tylko tutaj pojawił, pod ich nieobecność.
- W porządku.Wstał z kanapy i skierował się po swój bagaż.
- Belenos!
Zawołał przy okazji skrzata. W oczekiwaniu na jego pojawienie się, zwrócił jeszcze do syna.
- Charles. Pomyśl, czy nie chcesz naprawdę spróbować tutaj z normalną pracą. Skoro nie wyszło Ci z Oslo, może w Londynie ci się uda. Sprawdź, czy w Ministerstwie, nie szukają może dyplomatów międzynarodowych.
Zasugerował. Skoro on dostał zielone światło od brata, że problem z ich dalekim krewnym został w jakiś sposób "ugaszony", to czemu syn nie spróbuje swoich sił w innym Departamencie?
- Tak Panie?
Odezwał się wezwany przez niego skrzat.
- Posprzątaj w salonie. Żeby Robert nie zobaczył nakruszonego dywanu po ciastkach.
Wydał polecenie stworzeniu, patrząc na syna porozumiewawczo.
”- Skoro chcesz tu mieszkać, musisz pilnować tutejszych zasad porządku.” – przesłał Charlesowi mentalną uwagę, przypominającą o zasadach dobrego wychowania. Użył tutaj Fali, jakby też testował umiejętność syna. Czy go zrozumiał. Jakkolwiek chłopak zareagował, zostawił go już i zabierając torbę, opuścił salon.